Wyklęci „Burego”, cz.I (2)
- 2 godziny temu
- 11 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 2 minuty temu
Mamy w Polsce Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, w prawie zagwarantowaną ochronę munduru wojskowego, a za obrazę lub znieważenie żołnierza „w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych grozi odpowiedzialność karna wynikająca z Kodeksu karnego (art. 226). Sprawcy grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Kilka lat temu powołana została nawet specjalna Grupa „Honor”, w ramach której żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej zajmują się przypadkami szkalowania dobrego imienia terytorialsów. Oto stosowny fragment komunikatu WOT:
Do głównych zadań grupy należy nie tylko reakcja na ewidentnie szkalujące honor żołnierza wypowiedzi osób publicznych, ale i wyszukiwanie treści w social mediach oraz w komentarzach pod artykułami czy postami. Zespół specjalistów będzie zajmował się także treściami zgłaszanymi przez żołnierzy WOT czy przez osoby mocno dotknięte czy obrażone treścią dotyczącą naszej formacji, na jaką natknęły się w internecie czy w mediach.

Powstanie Grupy „Honor” było związane z wypowiedziami takich osób jak Barbara Kurdej-Szatan, która nazywała obrońców granicy „mordercami” i „maszynami bez serca i mózgu”. Chyba pierwszą osobą w Polsce skazaną za niestosowne komentarze w sieci internetowej był użytkownik ukrywający się pod pseudonimem „Leon z gazowni”. Ukarany został symboliczną kwotą pieniężną (100 zł) za pochwalanie śmierci starszego szeregowego Pawła Poświata, który zginął podczas wojny w Afganistanie.
Art. 226 Kodeksu Karnego ma za zadanie chronić autorytet instytucji państwowych i „prawidłowość funkcjonowania funkcjonariuszy”. A więc żołnierz (także strażak, czy policjant) pełni obowiązki służbowe, podczas których podlega władzy zwierzchniej, a przede wszystkim Narodowi reprezentowanemu przez Prezydenta, Sejm, Radę Ministrów. Nieobce nam są dzisiaj liczne przypadki obrażania posłów a nawet samego prezydenta – głowy państwa. Najczęściej chamstwo wysokich lotów prezentują ci, co na co dzień najgłośniej krzyczą o demokracji. Może nam się nie podobać prezydent, premier, poseł, pani w Żabce, ale obrażać ich, to już kwestia zaniechań w dziedzinie kultury osobistej i ujma dla rodziców.

Niby mamy aparat państwowy, który produkuje nam miliony nowych praw i rozporządzeń, ale nie idzie za tym zwiększenie praworządności, a wręcz przeciwnie; im więcej biurokracji, tym mniej wolności i dobra.
Niestety mamy też wiele pytań o naszą niepodległość i suwerenność. Politycy jawnie przyznają się do „robienia laski Amerykanom” (Radek Sikorski), albo działają na korzyść Niemców. Mam tutaj na myśli m.in. Mateusza Jakuba Morawieckiego, który ma teczkę w niemieckich służbach STASI (Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD). Niemiecka bezpieka przypisała mu pseudonim „Jakob”, a później też „Student”. Wiele to mówi o błyskawicznej karierze Morawieckiego w polskiej polityce… Sprawę poruszał na posiedzeniu Sejmu (nr 77/13-06-2023) poseł Grzegorz Braun, ale nie dokończył wypowiedzi gdyż wyłączono mu mikrofon. Zachęcam do przeczytania książki pt. „Pinokio” Leszka Szymowskiego.

Mam też na myśli Donalda Tuska, który figuruje w aktach niemieckich pod pseudonimem „Oskar”. To nie tylko dziadek w Wehrmachcie, ale i wnuczek na liście kontaktów „figuranta Sprawy Operacyjnego Sprawdzania (SOS) w Gdańsku.
Dziwi nas ta służalczość wobec Niemców, skoro prezesi Rady Ministrów byli (a zapewne nadal są) agentami? Mało tego. Część naszej elity politycznej ma pochodzenie żydowskie albo ukraińskie. Trzeba sobie zadać pytanie, czy im zależy na dobru Polski i Polaków, czy są elementem nam wrogim? Skąd ta służalczość wobec Ukrainy i dlaczego nasze ustawy ustalane są w Izraelu a na Wawelu obradował żydowski parlament (27.01.2014r)?
Na domiar złego, w tej naszej „wolnej Polsce” przy władzy nadal są dawni aparatczycy słusznie minionego ustroju. Rękami posłów PiS Marszałkiem Sejmu został wybrany Włodzimierz Czarzasty, człowiek który swoim nazwiskiem legitymował zbrodniczy ustrój komunistyczny. Ten sam (ustrój), który żołnierzy podziemia antykomunistycznego nazywał „bandami”, a schwytanych torturował i mordował. Dzisiaj towarzysz Czarzasty cieszy się pełną swobodą praw obywatelskich i składa (jako członek Lewicy) projekt ustawy, który ma zapewnić odszkodowania ofiarom „Żołnierzy Wyklętych”. Taki wniosek prezentowała już (2025 r.) Anna Maria Żukowska, która pełni obowiązki posła oraz głównego pośmiewiska w RP. Żukowska stwierdziła, że nie godzi się na fałszowanie pamięci historycznej, a Romualda Rajsa ps. „Bury” nazwała „mordercą”. Projekt Lewicy zakłada zadośćuczynienie finansowe za przestępstwa na tle religijnym, narodowościowym i rasowym, czyli wypisz wymaluj zarzuty odnośnie „Burego”.

W uzasadnieniu ustawy „o zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1946” stwierdza się, że trzeba naprawić szkody „wyrządzone cywilnym osobom postronnym, które ucierpiały w wyniku niesłusznych działań niektórych oddziałów i ich dowódców”. Oto fragment:
Romuald Rajs ps. „Bury” był „dowódcą oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej - Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (PAS NZW). Oddział ten w 1946 roku na terenie byłego powiatu Bielsk Podlaski dokonał szeregu zbrodni na ludności przynależącej do białoruskiej grupy narodowościowej o wyznaniu prawosławnym. IPN w ustaleniach śledztwa z 2005 roku stwierdził, że działania oddziału Romualda Rajsa „Burego” spełniają znamiona ludobójstwa.
Zaznaczmy, że te "znamiona ludobójstwa" to słowa prokuratora, a nie opinia sądowa. Prokurator może sobie wydać jakąkolwiek opinię, ale to nie znaczy, że jest ona prawdziwa i zasadna.
Warto podać nazwiska tych, którzy podpisali się pod tym oprócz Żukowskiej: W. Czarzasty, J. Czerniak, A. Dziemianowicz-Bąk, K. Gawkowski, D. Gosek-Popiołek, K. Kotula, P. Kowal, A. Kucharska-Dziedzic, M. Kulasek, Ł. Litewka, W. Nowicka, D. Olko, A. Sikora, W. Szczepański, T. Tomaszewski, T. Trela, K. Ueberhan, J. Wicha.

Ponowna prezentacja tejże ustawy miała miejsce w Zaleszanach w tym roku (styczeń 2026 r.), gdzie miała miejsce pacyfikacja wsi przeprowadzona przez żołnierzy „Burego”. Pprocedowana była na posiedzeniu Sejmu w lutym 2026 r. „Żołnierzy Wyklętych” przez komunistyczną propagandę oskarża się o pacyfikację (1946 r.) kilku wsi (Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wygonowska) na Podlasiu i morderstwa dokonane między innymi na małych dzieciach. Mieli ginąć za to, że byli innego wyznania (prawosławni) bądź innej narodowości (Białorusini). Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej w 2005 roku umorzył prowadzone śledztwo ponieważ wobec niektórych żołnierzy postępowanie się zakończyło, a inni już nie żyli, bądź nie udało się ustalić ich tożsamości. Kapitan Rajs w 1949 roku został skazany przez komunistyczny wymiar niesprawiedliwości na śmierć, a jego miejsce pochówku nadal pozostaje nieznane. W 1995 r. wyrok śmierci został unieważniony, a „Bury” zrehabilitowany.
Dlaczego oddział kapitana Rajsa dokonał pacyfikacji tych wsi? Czy przeszkadzało mu to, że byli Białorusinami, albo wyznawali inną religię? Jak to możliwe, skoro wśród jego żołnierzy byli nie tylko innowiercy, ale też Białorusini? Coś tu się nie trzyma kupy.
We wrześniu 1945 roku kapitan „Bury” wydał rozkaz (nr 26/45), z którego wyczytać można przesłanki, dla których nadal walczył i nie zamierzał składać broni. Oto fragment:
Znaleźliśmy się wszyscy tutaj po to, by móc zadokumentować niezłomną wolę naszego Narodu, że my, Polacy, nie możemy się zgodzić na ten stan rzeczy, jaki obecnie panuje w naszym Kraju. Porzuciliśmy swe domy i rodziny, bo honor nasz nie pozwoli nam na bezczynne siedzenie. (…)
Wierzę niezłomnie, że Naród Polski nie padnie, broni swojej nie złoży i będzie walczyć dotąd, dopóki Ojczyzna nasza nie odzyska pełnej niepodległości w swoich granicach. Śmierć wrogom Ojczyzny.
Ppor. „Rekin” w jednym ze swoich meldunków zawarł wiele ważnych informacji na temat oddziału. Warto to zacytować, aby wiedzieć jakimi żołnierzami dysponował kpt. Rajs:
Obecnie po przejściu nas na te tereny miejscowe AK jest ogromnie zdziwione, nawet zaskoczone karnością oddziału, brakiem użycia alkoholu, wyszkoleniem, które się prowadzi bez przerwy, uzbrojeniem itp.

„Bury” pojawił się na Białostocczyźnie w styczniu 1946 roku w stopniu kapitana i zameldował się u komendanta Okręgu. Odznaczony został w tzw. międzyczasie Orderem Virtuti Militari kl. IV. Wkrótce przystąpił do realizacji rozkazu, który otrzymał od majora „Kotwicza” (Florian Lewicki). Wytyczne rozkazu nakazywały zlikwidować konfidentów, a ludność, która sprzyja komunistom miała zostać ukarana materialnie. Oto treść rozkazu:
Rozkazuję w czasie od 20 IX [19]45 r. do 30 IX 19 [45] r. przygotować i przeprowadzić pacyfikację terenów południowo-wschodnich pow. „Burza” [pow. bielski]. Pacyfikacja powinna być przeprowadzona w porozumieniu z komendantem Powiatu „Burza”, Kol[egą] Dnieprskim, i wspólnie z oddziałem PAS Komendy Powiatu „Burza”. D[owód]cą jednostek pacyfikacyjnych zostaje mianowany Kolega.
Zasadne jest w tym momencie pytanie; dlaczego został wydany rozkaz o pacyfikacji? Znamy odpowiedź na to pytanie, gdyż znajduje się w dalszej części rozkazu:
Pacyfikacja zostaje zarządzona na skutek: 1. agresywnego stosunku PPR (zabójstwa Kol. Jurka), 2. załamaniu się elementów konspiracyjnych na terenie 8. kompanii na skutek silnego obsadzenia terenów tej kompanii przez wywiad wrogi. Pacyfikacja dotyczyć będzie jednostek UBP stacjonujących na terenie 8. kompanii, agend UBP (szpicle), zorganizowania odwetu na wrogiej ludności do sprawy konspiracyjnej.
Widzimy więc, że teren pacyfikacji był wrogo usposobiony do Wojska Polskiego i polskiej administracji. Wioski te były znane ze współpracy z okupantem a nawet mordowano tam żołnierzy. Nie dziwi to, gdyż Białorusini już w 1939 r. strzelali do polskich funkcjonariuszy państwowych. Działały też oddziały sowieckiej partyzantki, w których nie brakowało Białorusinów. Lewica nie zająknie się nawet o pacyfikacji takich wsi jak Sobótka, gdzie grupa pozorowana podająca się za oddział „Burego” spacyfikowała wioskę w taki sposób, aby wyglądało to na robotę Polaków. Takich grup operowało w okolicy kilkadziesiąt. W świadomości ludzi nadal funkcjonuje tam opinia, że to „bandyci od Burego”. Czarzasty i Żukowska nie ujmą się za ofiarami wsi Pawłów czy Brzostownicy, gdzie Białorusini przy współpracy z Gestapo donosili i wyłapywali polskich żołnierzy. Nie przypomną ofiar Wąwolnicy, gdzie przerzucono winę na oddział Armii Krajowej (AK) majora Mariana Bernaciaka ps. „Orlik”. Takich pacyfikacji, gdzie Białorusini próbowali przerzucić winę na polskie podziemie było dużo więcej. „Bury” pisał o takich zajściach w swoich meldunkach. Przykład:
Na naszym terenie panują szpiclowsko-złodziejskie bandy. Kradną w nocy i biały dzień, biją i terroryzują ludność, księża proszą o pomoc. A potem idzie echo jak dzwon: „Narodowcy kradną”, „Narodówka kradnie, narodowcy [to] złodzieje”.

Formacje białoruskie mordowały polskich urzędników, policjantów, nauczycieli. Wyłapywali i zabijali też ludność żydowską. Białorusini nie tylko kolaborowali z najeźdźcą niemieckim, a później sowieckim. Brali czynny udział w mordowaniu Polaków, a na ich drodze stały takie oddziały jak ten „Burego”. To nie byli niewinni obywatele ciężko pracujący na roli, ale donosiciele i mordercy. Nie należy zapominać o białoruskim obozie koncentracyjnym w Kołdyczewie, gdzie niejeden Polak stracił życie. Przy okazji trzeba zaznaczyć, że taka ocena nie może być stosowana do wszystkich Białorusinów. Ogromna ich część sprzyjała Polakom i pomagała. W innym wypadku polskie oddziały nie miały by szans przetrwania na takim terenie.
Żołnierz AK, Stanisław Woronowicz wspominał (Archiwum Wschodnie):
W 1939 roku, kiedy Warszawa jeszcze się broniła, to w naszej świetlicy „Nasz dom” słuchaliśmy Warszawy, a Dzikiewicz przychodzi i przełącza nam radio i gasi i mówi: „Dość słuchać Warszawy, będziemy Moskwy słuchać!”. Ja wcale nie żałuję, że go Niemcy Rozstrzelali. Takich zwolenników Moskwy było więcej. Jak przyszli Rosjanie to Białorusini byli z nimi bliżej – i wcale się temu nie dziwię. Byli m.in. tacy Wasilewscy: Ludwik w 1931 r. sądzony był za komunizm, a Stasiek był w Brzozówce, a potem gdzieś wyjechał, a jeszcze wcześniej po wojnie /tej I-ej/ to był w policji, a jak przyszli Rosjanie w 1939 r., to on zrobił się straszny komunista i przyjechał do nas /przedtem był gdzieś w fabryce szkła w Polsce/. Występował na tych deputowanych czy jak – w Moskwie.
Jerzy Grzybowski:
W październiku 1942 r. w miejscowości Podziemienie w pobliżu Kobrynia stracono około 40 osób w odwecie za zamordowanie we wrześniu 1939 r. żołnierzy polskich przez grupę mieszkańców tej wsi. We wsi Czudziel (20 km na wschód od Białowieży) na podstawie donosu 18 VII 1941 r. żołnierze niemieccy aresztowali dziewięciu Białorusinów podejrzanych o sympatię do komunistów. W lipcu 1941 r. w miejscowości Antopol (powiat brzeski) miejscowi policjanci dokonali egzekucji na Sawie Draniuku, który we wrześniu 1939 r., działając w grupie skomunizowanej młodzieży, dopuścił się mordu ze szczególnym okrucieństwem na około 300 polskich wojskowych cywilach. Przykłady można by mnożyć. Wszystkich tych wydarzeń nie wolno traktować jako przejawu antagonizmów polsko-białoruskich.

Rozkaz „Kotwicza” mówi wyraźnie; pacyfikować należy morderców, współpracowników bezpieki i konfidentów. Zanim potępimy polskie podziemie niepodległościowe warto zapamiętać słowa białoruskiego komunisty: „Żywioł polski jest tępiony z niesłychaną zapamiętałością”.
Informacja Biura Wschodniego Polski Podziemnej (31. VIII 1942 r.):
Stosunek nacjonalizmu białoruskiego do Polaków zdecydowanie wrogi. Zachodzą liczne wypadki i aresztowań i rozstrzeliwań Polaków na skutek donosów miejscowych władz i policji białoruskiej. Ścisłości donosów przeważnie się nie sprawdza.
Zaleszany, Wólka Wygonowska, Zanie, Szpaki – to tylko niektóre wsie spacyfikowane przez Pogotowie Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (PAS NZW) za działalność antypolską. Białorusini zamieszkujący je aktywnie działali na szkodę Polski i Polaków. Bardziej utożsamiali się z Rosją niż z Polską. W powiecie bielskim, na terenie którego leżała większość wsi spacyfikowanych przez „Burego”, Białorusini stanowili większość wśród funkcjonariuszy znienawidzonego, komunistycznego UBP. To musiało zrodzić konflikt.
Zaleszany, w których lansował się Czarzasty to wioska, która znana był z sympatii prokomunistycznych i antypolskich. „Bury” ze swoimi podkomendnymi pod koniec stycznia 1946 roku weszli do wsi pozorując oddział z komunistycznego 9. Pułku Korpusu Bezpieczeństwa Narodowego (KBW). Tamtejsi działacze komunistyczni (KPZB) są znani z nazwiska. Pod wpływem komunizmu, jak wynika ze wspomnień ówcześnie żyjących, byli wszyscy przedstawiciele młodzieży białoruskiej. Podobnie rzecz się miała w odniesieniu do innych mniejszości narodowych. Jan Radkiewicz przed prokuratorem IPN zeznawał:

Jan Sakowski opowiadał mi, że w 1939 r. w Zaleszanach działała silna grupa komunistyczna. Jej członkowie należeli do Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Przywódcami tej grupy byli niejaki Sacharczuk, imienia nie pamiętam, i Jakub Bazyluk.
Michał Ostapiuk:
29 stycznia 1946 r. o godz. 5.00 do Zaleszan wkroczyła 3. Brygada jako pozorowany pododdział KBW. Żołnierze nie używali pseudonimów, lecz nazwiska, które tworzyli od swoich pseudonimów (np. „Osa” występował jako Osiński). Oficerowie „Bury”, „Rekin”, „Wiarus” i „Bitny” założyli zdobyte w Hajnówce sowieckie epolety, wydawali komendy po rosyjsku. Mieszkańcy więc nie wiedzieli, kim naprawdę są żołnierze. Można ocenić, że początkowo „Bury” nie miał wrogich zamiarów wobec Zaleszan. Jak słusznie zauważył Jerzy Kułak, dopiero rozwój wypadków podczas „dniówki” oddziału doprowadził do podjęcia decyzji o pacyfikacji wsi. Jest to bardzo ważne, ponieważ podważa częste twierdzenia, że motywem przewodnim działań pacyfikacyjnych przeprowadzonych przez kpt. Rajsa były uprzedzenia narodowościowo-religijne. O losie wsi zadecydował negatywny stosunek części jej mieszkańców do żołnierzy noszących polskie mundury. Mieszkańcy, sądząc, że kwaterujący we wsi żołnierze należą do wojsk „reżimowych”, pozwolili sobie na okazanie im lekceważenia i odmowę spełnienia części świadczeń rzeczowych na rzecz oddziału. Byli bowiem przekonani, że KBW nie odważy się podjąć akcji represyjnej przeciw wsi tak mocno powiązanej z Sowietami i zasłużonej dla systemu komunistycznego. Należy założyć, że gdyby mieszkańcy Zaleszan od razu zorientowali się, że we wsi kwateruje oddział partyzancki, wówczas wykazaliby o wiele mniejszą hardość, obawiając się ukarania wsi.
Nie przysporzyło mieszkańcom wioski sympatii to, że ktoś z jej mieszkańców rzucił kamieniem w „Rekina”. „Bury” nakazał zorganizowanie kilkudziesięciu furmanek, którymi chciał przetransportować zaopatrzenie dla oddziału. Mieszkańcy wykręcali się od nakazu i ostatecznie nie do końca go wypełnili.

Kapitan Romuald Rajs ps. „Burty”:
„Rekin” zaproponował mi podpalenie wsi. Zaznaczyłem mu, że o ile ma to zrobić, to z jednej i drugiej strony wsi podpalić po 2 do 4 gospodarstw. Wykonawcą tego był „Rekin”. Ja w tym czasie byłem na trasie, czekając na skoncentrowanie oddziałów.
19. VII 1949 r. Eugenia Bazyluk z Zaleszan zeznała, co następuje:
Spalona wieś nasza została tylko z tych powodów, że byliśmy dobrze ustosunkowani do Rządu Polski Ludowej, jak również do Związku Radzieckiego, i wrogo ustosunkowani do band leśnych, ponieważ u nas, we wsi, było już koło PPR [a od lat dwudziestych jaczejka KPZB] i Samopomoc Chłopska, i w ogóle była wsią postępową.

Oczywiście spalenie wsi nie miało na celu zamordowania jej mieszkańców. Choć, gdyby kilku konfidentów zabito, nie byłoby to niczym dziwnym, ani nadzwyczajnym. Tak też się stało. W celu uniknięcia niepotrzebnych ofiar w ludziach, polecono, aby wszyscy mieszkańcy zebrali się w jednym domu, należącym do Dymitra i Włodzimierza Sacharczuków. Podkomendni ppor. Kazimierza Chmielowskiego „Rekina” chodzili po chałupach i nakazywali wszystkim, aby stawili się na zebranie. Niestety część mieszkańców nie posłuchała i ukryła się w zabudowaniach. Przekonanie, że mają do czynienia z komunistycznym wojskiem, które może ich zabrać, jak sami zeznawali „na roboty”, albo wcielić w swoje szeregi okazało się tragiczne w skutkach.
Niestety od płonących domów zajął się także dom Sacharczuków, gdzie zamknięci byli mieszkańcy wioski. Wtedy jeden z żołnierzy otworzył drzwi i wypuścił ludzi. Potwierdzają to zeznania świadków zajścia, którzy zaświadczyli, że chociaż początkowo bali się wyjść, to kiedy już się zdecydowali, to nikt do nich nie strzelał.

Mieszkanka Suchowolców, która akurat była wtedy w Zaleszanach zeznała:
Wszystkim, którzy zgromadzeni byli w tym domu, to udało się uciec, ale ostatni to wyskakiwali z ognia. Najwięcej osób zginęło w domach, to znaczy ci, co nie poszli na zebranie, a w szczególności osoby starsze i dzieci.
Anna M. Żukowska z Lewicy wie więcej niż świadkowie:
To, co wydarzyło się później, trudno ubrać w słowa. Mieszkańcy Zaleszan, wśród których były kobiety i dzieci, spędzono do jednego z domów. Gdy drzwi zatrzaśnięto, budynek podpalono. Ci, którzy w akcie ostatecznej walki o życie próbowali wyskakiwać przez okna, byli bezlitośnie ostrzeliwani przez partyzantów. W płomieniach i od kul zginęło łącznie 16 niewinnych osób, w tym dzieci. Zamordowano ich wyłącznie dlatego, kim byli oraz jakiej byli narodowości i wyznania.
Wśród niezamierzonych ofiar pacyfikacji Zaleszan było dziesięć osób, przede wszystkim kobiet i dzieci, o których żołnierze nie wiedzieli. Osoby te ukryły się w domach, które zostały podpalone, albo zajęły się od innych płonących zabudować.
Czytaj dalej...


Komentarze