Relacje polsko-białoruskie, cz. II (2)

„Polenaktion” przybierała na sile. „Tylko zdecydowana czystka urzędników publicznych z elementów polskich jest w stanie odebrać im poczucie bezkarności i powstrzymać polską szowinistyczną propagandę wymierzoną przeciwko narodowi niemieckiemu i białoruskiemu” – twierdził Grzegorz Zybajło, działacz białoruski. Ofiarami tego toku myślenia padały także dzieci polskie, które zabijano wraz z rodzicami.


Grzegorz Zybajło:


Mniejszość polska za wszelką cenę usiłuje przeszkodzić zbliżeniu się władzy niemieckiej i narodu niemieckiego z narodem białoruskim. (…) Polacy prowadzą sabotaż. Prowadzą robotę na szkodę państwa i terroryzują ludność białoruską, grożąc jej odrodzeniem państwa polskiego. (…) Akcja polska ukierunkowana nie tylko przeciwko nam, lecz nade wszystko przeciwko naszemu sojusznikowi narodowi niemieckiemu.


Michał Wołłejko:


W powiecie baranowickim aresztowania Polaków trwały pomiędzy 26 a 30 czerwca 1941 r. Objęły one kilkadziesiąt osób, które zostały osadzone w więzieniu baranowickim i w większości rozstrzelane 13 lipca 1942 r. na terenie cmentarza prawosławnego. Ogółem, jak wykazały powojenne ekshumacje, latem 1942 r. rozstrzelano tam 400 osób. Do tego grona należy zaliczyć także aresztowanych wcześniej Polaków z Klecka, Nieświeża, Mira, wspomnianego Słonimia i innych miasteczek oraz wiosek Ziemi Nowogródzkiej. Ludzie ci byli przywożeni do więzienia w Baranowiczach i po krótkim śledztwie mordowani. Pośród ofiar było 17 księży katolickich, a także: Leonard Turski – dyrektor muzeum w Baranowiczach, Józef Łosowski – oficer 78 p.p. WP, Jan Ksieniewicz – kierownik szkoły z Liskowa nieopodal Klecka. (…)


Polenaktion nie ominęła również inteligencji z powiatu stołpeckiego. Czterdziestoosobowa grupa Polaków została aresztowana w czerwcu 1942 r., a następnie przewieziona do więzienia w Baranowiczach, skąd w listopadzie osoby te zostały przetransportowane do obozu zagłady w Kołdyczewie. Większość z nich zagazowano w specjalnie do tego przystosowanych samochodach. Była to zapewne pierwsza masowa egzekucja Polaków w obozie kołdyczewskim. Ogółem – według Antoniego Galińskiego – latem 1942 r. zostało zamordowanych kilkuset Polaków (nie mniej niż 680 osób).


Informacja Biura Wschodniego Polski Podziemnej (31. VIII 1942 r.):


Stosunek nacjonalizmu białoruskiego do Polaków zdecydowanie wrogi. Zachodzą liczne wypadki i aresztowań i rozstrzeliwań Polaków na skutek donosów miejscowych władz i policji białoruskiej. Ścisłości donosów przeważnie się nie sprawdza.


Kołdyczewo to niewielka wieś na dzisiejszej Białorusi. Jedną z niewielu ciekawostek na jej terenie jest stary cmentarz i pozostałości po parku dworskim Szalewiczów – dawnych właścicieli tego terenu. Syn Bronisława Szalewicza herbu Szaława i Aleksandry z Bychowskich-Łopott herbu Łopot Tomasz Szalewicz był absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w latach 1918 – 1920 walczył o niepodległość Polski w szeregach 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. Toczył boje z Ukraińcami i bolszewikami. W latach 1935 - 38 był posłem na Sejm RP z okręgu Baranowicze. W roku 1937 odznaczony został Złotym Krzyżem Zasługi za zasługi dla Rzeczpospolitej.


To właśnie na terenie Kołdyczewa utworzono największe miejsce kaźni w tej strefie okupowanego kraju. Komendantem obozu był F. Jörn, a dowódcą białoruskiej straży obozowej S. Bobko, który ten obóz zorganizował. Białorusini wymordowali w tym miejscu ponad 22 tysiące ludzi różnych narodowości: Żydów, Polaków, ale także Białorusinów i jeńców sowieckich. W roku 1944 ujawniono tam istnienie 24. masowych mogił.


Maria Lichutowa:


Przez parę dni poszukiwałam moich najbliższych w rozkopanych, wiejących trupią wonią, dołach mogilnych. W jednym z nich, znajdującym się na terenie samego kołdyczewskiego, odnalazłam i wydobyłam zwłoki moich rodziców, Adama i Anny Oleńskich , siostry Wiktorii Łotyszonek z domu Oleńskiej z przyciśniętym do piersi ciałkiem niemowlęcia płci żeńskiej, urodzonym w obozie przed paru tygodniami, a także zwłoki wujostwa Mariana i Hipolity Popkowskich z folwarku Poruszyn, które pogrzebałam we wspólnym grobie na cmentarzu parafialnym w Horodyszczu. Na wydobytych z mogiły zwłokach nagich i półnagich nie zauważyłam śladów od kul z broni palnej, z wyjątkiem ciała wuja Mariana Popkowskiego, który miał podziurawiony serią pocisków brzuch. W grobie, z którego wydobyłam zwłoki rodziców, znajdowało się mnóstwo drewnianych pałek, którymi, jak sądzę, ofiary były zabijane.


Inny świadek, były więzień obozu koncentracyjnego w Kołdyczewie, Mojsze Guttman zeznał, że wspominany już Sergiusz Bobko zabijał ludzi przy pomocy kijów, w które powbijane były gwoździe.


Ostatnia masowa egzekucja więźniów tego obozu miała miejsce w czerwcu 1944 roku. Tuż przed wkroczeniem na te tereny Armii Czerwonej wymordowano do 500. osób. Jednocześnie, w ramach zacierania śladów zbrodni, podpalono obozowe archiwum i zabudowania.

W czasach PRL niektórzy Białorusini zostali osądzeni i skazani, za swoją zbrodniczą działalność. Sąd wojewódzki we Wrocławiu skazał Sergiusza Bobkę i dwóch innych funkcjonariuszy obozowych na kary śmierci. Wyroki nie zostały jednak wykonane.


Bywało, że pod organizacje białoruskie i polskie podszywali się agenci sowieccy, których zadaniem było rozbijanie struktur polskiego podziemia niepodległościowego.


Jerzy Grzybowski:


Skala ofiar „Polenaktion” jest trudna do oszacowania. Jak wynika z fragmentarycznych źródeł, latem 1942 r. na Nowogródczyźnie śmierć poniosło około 700 osób, w tym w Nowogródku 63, Lidzie 14, Słonimie 90, Nieświeżu 72, Baranowiczach 400. W chwili obecnej ustalono tożsamość przeszło 200 przedstawicieli inteligencji polskiej zamordowanych w Nowogródzkiem. Aresztowania i egzekucje były kontynuowane przynajmniej do lata 1943 r. Tak na przykład jesienią 1943 r. w Słonimie rozstrzelano 84 Polaków. W lutym 1943 r. w Ostrowcu, Smórgoni i Oszmianie stracono blisko 400 osób. W maju i czerwcu 1943 r. w Baranowiczach zgładzono ok. 100 ludzi. W świetle powyższego nasuwa się wniosek, iż mamy do czynienia z ponad 1 tys. śmiertelnych ofiar, nie licząc tysięcy uwięzionych i wywiezionych na roboty do III Rzeszy.


Wynaradawianie Polaków nie ustało także po ustaniu działań wojennych. W relacji (Relacje z Archiwum Wschodniego) złożonej przez Władysława Jakowczyka czytamy:


Kiedy brat uciekł do Polski, to ja zostałem w domu z rodzicami, bo byłem jeszcze mały. Chodziłem do szkoły. W 1947 roku powołali mnie do wojska. Miałem wówczas 19 lat. W wojsku pytają mnie o dane: imię, nazwisko i td. To było w Puchowiczach Bobrujskiej obłasti. Białorusskij wojennyj okrug. Dane wpisali do książeczki wojskowej i w tej wojskowej książeczki napisali mi: „Białorusin”. Powiedziałem, że ja tej książeczki nie przyjmę, bo jestem Polakiem. Nic nie powiedzieli. Minęło trzy miesiące, nic mnie nie wzywali, służyłem bez dokumentów. A ja powiedziałem, że z wpisem „Białorusin” książeczki nie przyjmę, jak będzie „Polak” – wtedy wezmę. Przedtem nigdzie ani rodzice ani ja nie deklarowałem się jako Białorusin, ale Rosjanie od chwili przyjścia na kresy traktowali wszystkich jako Białorusinów; ludzie przed wojną nie mieli żadnych dokumentów, trudno było udowodnić, że się jest Polakiem. (…)


Dokumenty w Rohotnie były, bo tam przy parafii był pan, który się tym opiekował, ale tych dokumentów nikt nie honorował, ludzie byli bezprawni, byli traktowani jako Białorusini. O wyjazd starało się bardzo dużo ludzi. Z naszej wioski starało się o wyjazd ponad 30 rodzin /na 50 rodzin w wiosce/ i nikogo nie puścili.


Propaganda strony białoruskiej przypisuje polskim żołnierzom, czyli wg. tejże propagandy „bandom białopolskim” liczne mordy na ludności białoruskiej. Niektórzy historycy białoruscy szacują liczbę Białorusinów zamordowanych przez Polaków na kilka tysięcy. Oczywiście są to liczby mocno zawyżone. Należy zaznaczyć, że Białorusini byli eliminowani przez polskie podziemie niepodległościowe, ale niekoniecznie za to, że byli Białorusinami, albo wyznawali prawosławie. W tymże podziemiu działali przecież zarówno Białorusini, jak i prawosławni. Partyzantka polska eliminowała wszystkich nadgorliwych pomagierów okupanta, zarówno sowieckiego, jak i niemieckiego. Eliminowano nie tylko Białorusinów, ale także Polaków, Żydów, czy Rosjan. Zarówno katolików, jak i prawosławnych. Na niektórych obszarach Polakom udało się całkowicie zniszczyć białoruskie grupy antypolskie lub sparaliżować ich aktywność. Wszelka działalność antypolska, zwłaszcza poparta współpracą z okupantem postrzegana była jako zdrada. Niejednokrotnie wyroki śmierci zapadały w związku z nielojalnością wobec Polski w chwili wybuchu wojny. Mniejszości narodowe, współpracując z najeźdźcą sowieckim, albo niemieckim dopuszczały się mordów na polskich żołnierzach i osobach cywilnych. Nie należy tego przypisywać wszystkim – byłoby to zbyt duże uogólnienie, ale bywały całkowicie skomunizowane wioski, które przyczyniły się do porażki wrześniowej i śmierci wielu polskich żołnierzy. Odwet niejednokrotnie miał miejsce w latach późniejszych. Przy czym warto wiedzieć, że wielu żołnierzy walczących w 1939 roku o niepodległość Polski było Białorusinami. Przeciętni ludzie żyli w przyjaźni i nie interesowali się polityką. Nawet jeśli marzyli o niepodległej Białorusi, to nie chcieli aby zrodziła się kosztem wrogich stosunków z Polakami. Często żyli na tych ziemiach w specyficznej symbiozie od wielu pokoleń.


Jerzy Grzybowski:


W październiku 1942 r. w miejscowości Podziemienie w pobliżu Kobrynia stracono około 40 osób w odwecie za zamordowanie we wrześniu 1939 r. żołnierzy polskich przez grupę mieszkańców tej wsi. We wsi Czudziel (20 km na wschód od Białowieży) na podstawie donosu 18 VII 1941 r. żołnierze niemieccy aresztowali dziewięciu Białorusinów podejrzanych o sympatię do komunistów. W lipcu 1941 r. w miejscowości Antopol (powiat brzeski) miejscowi policjanci dokonali egzekucji na Sawie Draniuku, który we wrześniu 1939 r., działając w grupie skomunizowanej młodzieży, dopuścił się mordu ze szczególnym okrucieństwem na około 300 polskich wojskowych cywilach. Przykłady można by mnożyć. Wszystkich tych wydarzeń nie wolno traktować jako przejawu antagonizmów polsko-białoruskich.


We wrześniu 1939 roku Pantielejmon Ponomarienko, komunista białoruski pisał do Stalina:


Białoruscy chłopi przejawiają wspaniałe nastroje, jak mogą, tak pomagają Armii Czerwonej.


Osoby aktywnie działające na rzecz komunistów były likwidowane, a współpracujący z nimi karani admonicjami cielesnymi i materialnymi. Wieś Giełczyn miała być spalona za to, że jeden z jej mieszkańców zabrał zaprzęg konny należący do podziemia. Na szczęście tego, nazbyt surowego rozkazu nie wykonano. Tym niemniej odpowiedzialność zbiorowa była stosowana przez wszystkie strony konfliktu. Szczególnie skomunizowane wioski palono. Bywało, że wpływy komunizmu faktycznie objęły wszystkich, albo prawie wszystkich mieszkańców niektórych miejscowości.


Zaleszany, Wólka Wygonowska, Zanie, Szpaki – to tylko niektóre wsie spacyfikowane przez Pogotowie Akcji Specjalnej za działalność antypolską. Białorusini zamieszkujący je aktywnie działali na szkodę Polski i Polaków. Bardziej utożsamiali się z Rosją niż z Polską. To musiało zrodzić konflikt. I zrodziło. Białoruscy partyzanci napadali na ludność polską, a w szczególności na polskich policjantów, którzy posiadali broń i stali im na drodze do objęcia władzy w terenie. Ginęli także ziemianie i handlarze.


Z drugiej strony były też wsie zamieszkałe przez Białorusinów, które wspierały Polaków i sympatyzowały z polską racją stanu. Tych było zapewne więcej niż tych „czerwonych”, dlatego należy unikać uogólnień i zrzucania winy na ogół. Nie powinno to negatywnie rzutować na nasze relacje z Białorusinami.


Po każdej stronie konfliktu działały też zbrojne oddziały zwykłych bandytów, które dopuszczały się mordów, gwałtów i kradzieży. Białorusini tworzyli oddziały „Samoobrony”, które działając za przyzwoleniem Moskwy nierzadko zwalczały nie tylko bandytów, ale także polskie oddziały leśne. Spirala przemocy nakręcała się, ponieważ Polacy odpowiadali na tego typu występki, a przy okazji, jak to na wojnie ginęli niewinni ludzie.


Dzisiaj nasze stosunki z Białorusią są fatalne. Odepchnęliśmy Białoruś od siebie, co zaowocowało zbliżeniem się jej do Federacji Rosyjskiej. Nie ma tu żadnego zaskoczenia. Białoruś i tak była pod ogromnym wpływem swego potężnego sąsiada. Dzięki decyzjom podjętym przez prezydenta Łukaszenkę, wojna nie toczy się dzisiaj na Białorusi, tylko na Ukrainie. Białoruś wspiera Rosję w inwazji, a cały świat stoi w przededniu konfliktu globalnego.


21. 03. 2022 r.


 

Źródła:

- „Dzieje najnowsze”, kwartalnik nr 4/2018r. (K. Jasiewicz)

- „Dzieje najnowsze”, kwartalnik nr 1/2011r. (J. Grzybowski)

- „Glaukopis”, nr 31/2019 r. (Michał Wołłejko), (zdjęcie ofiar w masowym grobie)

- „Ministerstwo Spraw Przegranych”, Krzysztof Baliński

- „Komendant Bury”, Michał Ostapiuk