Szwedzi wobec wojny, cz. II (3)

Link do części I (3)


W czasie wojny nasze interesy narodowe z Niemcami i Włochami powierzone zostały Szwecji. Dla Polski dość istotny był fakt, że Szwecja była państwem neutralnym. Oczywiście do czasu. Później każdy próbował przeciągać tego typu kraje na swoją stronę.


Od sierpnia 1939 roku u brzegów Szwecji przebywał żaglowiec „Dar Pomorza”, a później także łódź motorowa „Batory”, która wyrwała się z okolic Helu pod koniec września. W Szwecji internowane były też nasze okręty podwodne: ORP „Sęp”, ORP „Ryś”, ORP „Żbik” oraz kilka okrętów handlowych. Po wojnie polskie władze, wdzięczne za opiekę nad okrętami i ich załogami odznaczyły kilkunastu oficerów szwedzkich.


Pod koniec wojny obronnej, 21. września szwedzka prasa (no, może poza komunistyczną) była pełna podziwu dla honoru i waleczności polskiego żołnierza. Tego dnia w „Dagens Nyheter” pisano, że „rozkład jest w pełnym toku, ale polskie bohaterstwo wznosi jeszcze swój pomnik”. Ostatnim akcentem zbrojnym wojny była bitwa pod Kockiem, gdzie Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” dowodzona przez znakomitego gen. Franciszka Kleeberga walczyła przeciwko wojskom gen. Gustawa von Wietersheima.


26. września niemiecki U-Boot storpedował szwedzki statek handlowy „Gertrud Bratt”, a dwa dni później niemiecki myśliwiec zestrzelił cywilny samolot, w którym zginął szwedzki inżynier Gustav Lamm. Mimo to Szwedzi woleli się nie wychylać.


Szwecja była jednym z naturalnych kierunków dla polskich żołnierzy, którzy próbowali się wydostać z okupowanego kraju i dalej walczyć w szeregach swoich sojuszników. Pod naciskiem dyplomatów niemieckich wydawanie wiz Polakom zostało szybko wstrzymane. Szwedzi za wszelką cenę starali się utrzymać status państwa neutralnego i nie podpadać Niemcom, ale nieoficjalnie sympatyzowali z Polakami. Dzięki szwedzkim dyplomatom udało się uwolnić część Polaków z więzień. Poczuwali się nawet do troski o obywateli polskich pod sowiecką okupacją, ale aparat władzy kierowany przez towarzysza Stalina odmawiał udzielania jakichkolwiek informacji. Szwed Zeth Höglund słusznie zauważył, że „nazizm i komunizm znalazły się w miłosnym uścisku”, a ich potomstwo „nazywa się wojna i niewola”.

Dar Pomorza, Gdańsk, Gdynia,

Niemcy przy współpracy ze Słowakami i Sowietami pokonali Polskę. 20 listopada, świeżo po odniesionym sukcesie wystosowali notę, w której poinformowali Szwedów, że od teraz oni przejmują polskie interesy. Oczywiście podbici Polacy wiele do powiedzenia nie mieli. Szwedzi wbrew prawu międzynarodowemu ulegli Niemcom bez większych oporów. Wiązało się to z tym, że administracji niemieckiej przekazano polskie nieruchomości oraz pewne finanse. Część majątku polskich dyplomatów udało się potajemnie wywieźć. Uratowano również część funduszy, z których Szwedzi potrącili sobie odpowiednią kwotę za magazynowanie majątku polskich dyplomatów oraz za opiekę nad polskimi interesami.


Paweł Jaworski:


W istocie, gdy zakończyła się kampania w Polsce, los Rzeczypospolitej przestał być popularnym tematem zarówno w bieżących serwisach informacyjnych, jak i wypowiedziach publicystycznych. Nieliczne głosy były zróżnicowane, najczęściej nacechowane obojętnością. Redakcja „Socjal-Demokraten” z optymizmem spoglądała w przyszłość: „Nie może to być stan utrzymujący się przez dłuższy czas. Nie można nie docenić niebywałych sił, tkwiących w polskim pragnieniu niepodległości. Historia Polski świadczy o niezłomnym duchu wolności, którego ma ten naród.¹


Część polityków i pismaków miała nadzieję, że sytuacja w Europie się ustabilizowała. Hitler chciał pokoju i idące w tym kierunku propozycje składał przedstawicielom państw Zachodnich. O tym, że był to tylko jeden z elementów gry, Szwedzi przekonali się kiedy Niemcy napadli na Norwegię 9. kwietnia 1940 roku. Pod koniec roku o pamięć o Polakach apelował Jacob de Geer, pisząc:


Mówi się o odbudowie Danii, Norwegii, Francji, ale kto mówi o Polsce? Każda klęska obnaża błędy i słabości. Powróciły mroczne wyobrażenia o polskim sejmie, „Polnische Wirtschaft”, Polakach jako kłótliwych i nierozważnych. Mówi się, że ponieśli klęskę z powodu swojej zwyczajowej niezgody. Jednak w ciągu roku naród polski okazał się, z wyjątkiem Anglików, jedynym, który tak zgodnie, przelewając krew, bronił swojej ojczyzny. Pod wieloma względami powinien być przykładem dla innych narodów.¹


W 1940 roku spojrzenie na zmagania wojenne Polaków było zupełnie inne. Osaczona przez znacznie silniejszych przeciwników Polska może i padła w kilka tygodni, ale w porównaniu z potężną Francją był to wspaniały wyczyn. Adam Romer pisząc o przyczynach klęski Francji w „Dzienniku Polskim” z 22. lipca 1940 roku zauważył:


Wiara patriotyczna łączy się naogół z wiarą religijną. Patriotyzm nie wyrasta nigdzie na podkładzie materialistycznym. Patriotyzm najlepiej rozwija się w atmosferze religijnej, wymaga bowiem gotowości do poświęcenia życia w każdej chwili dla ojczyzny a gotowość taka wymaga na ogół wiary, bardzo konkretnej, w życie pozagrobowe. Wiarę zastępuje niekiedy fanatyzm; tak jest niewątpliwie w narodowo-socjalistycznych Niemczech. Ale fanatyzm jest zjawiskiem przejściowym i nigdy nie może zastępować wiary, opartej o wartości niezmienne i wieczne. (…)

Patriotyzm mas, powołanych pod broń nie zdał egzaminu, ponieważ znalazło się zbyt wiele elementów, które w całej pełni odpowiadały ideałom wychowawczym bezwyznaniowej szkoły. Długoletnie rządy ugrupowań, których częścią składową byli płatni agenci obcego mocarstwa, nie mogły przejść bez katastrofalnych skutków. Linja Maginota, choć była niewątpliwie wielkim dziełem techniki, uśpiła równocześnie czujność Francji iluzją o rzekomym, absolutnym bezpieczeństwie.


Adam Romer zwracał uwagę na upadek wiary i moralności w narodzie francuskim, co przekładało się na spadek dzietności i „morale”. Osłabieniem dla „wytwórczości francuskiej”, przede wszystkim w kierunku zbrojeń były fascynacje i wpływy komunizmu. Ta mała dygresja powinna być formą ostrzeżenia dla obecnych decydentów, którzy forsują komunistyczno-socjalistyczne mrzonki w narodzie.


Ogromnym ciosem dla Szwedów był atak Związku Sowieckiego na Finlandię. W tym momencie dziejowym Szwedzi byli równie nieprzychylni reżymowi Stalina jak Polacy. Oczywiście starali się zachować pozory neutralności, ale dyskretnie pomagali Finom. Z zadowoleniem przyjęli wiadomość o podpisaniu porozumienia sowiecko-fińskiego 12. marca 1940 roku. Po klęsce Francji, Szwedzi stracili kolejny atut wobec Niemców i musieli iść na kolejne ustępstwa. Nie zgadzali się co prawda na tranzyt wojsk i uzbrojenia przez terytorium Szwecji, ale ulegli żądaniom tranzytu rannych żołnierzy niemieckich z Narviku. Z czasem ustępstwa były coraz większe. Podyktowane to było również chęcią stworzenia pewnej przeciwwagi dla Sowietów, których obawiano się bardziej niż Niemców. Hitler naciskał na pozwolenie na tranzyt swojej armii do Norwegii tak bardzo, że Szwedzi ogłosili częściową mobilizację na czas wojny. Postanowili też o budowie umocnień na granicy z Norwegią.


Po agresji Niemiec na Związek Sowiecki w 1941 r. hitlerowcy wymusili na rządzie Szwecji tranzyt 163. Dywizji Piechoty generała Erwina Engelbrecht’a z Norwegii do Finlandii. W propagandzie sowieckiej była to straszliwa zdrada rządu fińskiego, który nie zawahał się wesprzeć Niemców. O napaści na Finlandię oczywiście nie wspominano. Jeden z propagandowych tekstów:


163 DP, Niemcy, Szwecja, Szwedzi,
Emblemat 163 Dywizji Piechoty

Zdrada rządu fińskiego wyraziła się faktem, że już od pierwszego dnia napaści faszystowskich Niemiec na Z. S. R. R., część sił niemieckich działała z baz fińskich.

Te olbrzymie atuty, jakie dzięki zdradzieckiej polityce Finlandii osiągnęło niemieckie dowództwo dla swej marynarki i lotnictwa, postarali się Niemcy wykorzystać wszechstronnie. ¹¹


Rząd Szwecji nie tracił okazji do dobrego interesu i pod koniec roku zawarł układ handlowy ze Związkiem Sowieckim. W niczym nie przeszkadzało Szwedom jednoczesne wspieranie Niemców w walce przeciwko Sowietom. Niemieckie statki poruszały się po szwedzkich szlakach morskich i korzystały z ochrony okrętów szwedzkich. Tranzyt wojsk niemieckich przebiegał bez przeszkód, a handel rudą żelaza i elementami łożysk kwitł w najlepsze. Szwedzka neutralność od dawna była tylko pustym słowem.


Na początku 1942 roku wywiad polski ostrzegł Szwedów, że Niemcy planują atak na Szwecję. W lipcu Niemcy aresztowali siedmiu pracowników szwedzkich firm, którzy podróżowali do Warszawy. Oskarżono ich o współpracę z polskim podziemiem niepodległościowym, spośród którego także aresztowano wiele osób. Dwóch Szwedów uznano za niewinnych, jednego skazano na dożywocie, a czterech skazano na śmierć. W sierpniu ’43 r. Hitler zamienił wyroki śmierci na więzienie a później (w 1944 r.) wszystkich uwolniono.


Alianci Zachodni ciągle naciskali na Szwecję, aby przeszła na ich stronę, a przynajmniej nie ułatwiała walki Hitlerowi. Ta z kolei ciągle starała się zachowywać jak największe pozory neutralności, ale przymilać się do strony, która aktualnie ma większe szanse na zwycięstwo. Czasami balansowanie na linii frontu miało wydźwięk humorystyczny.


Paweł Jaworski:


Ostatecznie 20 października 1942 r. zniesiono zakaz ostrego ostrzeliwania obcych samolotów nad terytorium Szwecji. Wtedy też zaczęła krążyć anegdota na temat tolerowania przelotów alianckich bombowców. W zasadzie obrona przeciwlotnicza najpierw otwierała ogień ostrzegawczy, a dopiero później skuteczny. W społeczeństwie upowszechnił się dialog radiowy, jaki rzekomo został nawiązany między szwedzkim żołnierzem obrony przeciwlotniczej a pilotem alianckim: „Lecicie nad terytorium Szwecji!”, „Wiemy”, „Otwieramy ogień ostrzegawczy”, „Widzimy, ale strzelacie za nisko”, „Wiemy”.¹


Z czasem szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę aliantów i Szwecja w coraz większym stopniu sympatyzowała z potencjalnymi zwycięzcami wojny. Prasa szwedzka coraz śmielej poruszała tematy dotyczące Polski, choć przy na ogół przychylnej opinii społeczeństwa szwedzkiego, zdarzały się momenty trudne. Jedną z takich kwestii była sprawa odkrycia masowych grobów w Katyniu, ale też sprawa ustanowienia nowych granic. Rząd polski na uchodźstwie był atakowany za rozbijanie jedności aliantów Zachodnich z armią Stalina. Większość tytułów prasowych w Szwecji stanęła po stronie Sowietów. Łatwiej było przyklasnąć propagandzie sowieckiej, niż opowiedzieć się po stronie prawdy. Miało to swoje negatywne konsekwencje w latach późniejszych, kiedy ogromna część kontynentu wpadła w łapy komunistycznych siepaczy. Prasa szwedzka nadal była pod butem cenzury, a opinia publiczna podzielona. Na łamach „Aftonbladet” uznano zbrodnię katyńską za… „konieczny środek bezpieczeństwa” ze strony Sowietów. Z kolei Fin Örnulfa Tigerstedta w „Svenska Dagbladet” stwierdził, że „jednej rzeczy zaprzeczyć nie można: że bolszewicy stracili jeńców wojennych”. Inny dziennik szwedzki atakował rząd polski za głupotę w kwestii polityki wobec Związku Sowieckiego. Zarzucał Polakom niewdzięczność wobec Sowietów, którzy walczą o… suwerenność Polski i dają wiarę propagandzie niemieckiej w kwestii Katynia. Trudno o większe oderwanie od rzeczywistości.


Ciekawy komentarz do podejścia szwedzkiej prasy do kwestii katyńskiej, opublikował „Arbetaren”:


Dziwne jest, że są ludzie, którzy odrzucają i zwalczają jednego rodzaju barbarzyństwo i tyranię, i uznają tyranie innego rodzaju. Ludzie ci są zbyt ograniczeni i nie rozumieją prostego faktu, że istnieje coś, co nazywa się wolnością, kulturą i humanitaryzmem. Dla osoby stojącej z boku niemożliwe jest wywnioskowanie, ile jest prawdy w historii o zamordowanych Polakach. Wiadomo, że ten, kto odkrył polskie mogiły, nie cieszy się opinią człowieka miłującego prawdę. Jest oczywiste również, że całe to odkrycie zostało dokonane, jakby na zamówienie, aby rozbić jedność sprzymierzonych. Z drugiej jednak strony irytacja, z jaką Moskwa przyjęła propozycję bezstronnego dochodzenia, budzi u każdego podejrzenia. Ten, kto ma czyste sumienie, powitałby z największym zadowoleniem podobną propozycję. Byłby to jedyny sposób oczyszczenia się z ciążących podejrzeń.¹


Ten sam dziennik oskarżał Brytyjczyków i Amerykanów o nielojalność wobec polskiego sojusznika i stwierdzał z całą stanowczością, że „brutalność sowiecka w niczym nie ustępuje brutalności niemieckiej”.


Nadal byli w Szwecji ludzie, którzy jawnie opowiadali się za współpracą z Niemcami, aby „uratować Europę od azjatyckiej zarazy”. Większość decydentów szwedzkich opowiadała się jednak za współpracą z Sowietami i ocaleniem potencjału niemieckiego, dla stworzenia przeciwwagi dla komunistów w Europie. W zsowietyzowanej Rosji widziano głównego partnera handlowego po zakończeniu działań wojennych. W prasie dawało się odczuć ogromny wpływ propagandy sowieckich agentów wpływu.


W połowie 1943 roku Szwecja nie była już zagrożona atakiem hitlerowców. Spowodowało to zwrot w polityce ustępstw wobec III Rzeszy. Zelżała cenzura w prasie i podjęte zostały zabiegi mające na celu ocalenie niektórych Żydów w Norwegii i Danii. Sprawy polskie nadal przyćmione były przez konflikt polsko-sowiecki na tle zbrodni katyńskiej i kwestii ustalenia granic, zwłaszcza tej na wschodzie okupowanego kraju. W czasopiśmie „Trots Allt” pisano:


Dla Szwecji nie jest specjalnie interesujące, czy granica polsko-rosyjska zostanie ustalona o 100 km dalej lub bliżej w kierunku wschodnim, ale motywy Churchilla są przygnębiające. Po pierwsze, nie wypowiedział słowa o zbadaniu opinii ludności na omawianych ziemiach, przez co odstąpił od zasad Karty Atlantyckiej.¹

Karta Atlantycka, Sztokholm,
„Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, nr 49

Problemem dla propagandy przeciwnej polityce polskiej był wysiłek zbrojny żołnierza polskiego, który nieugięcie bił się na wszystkich frontach wojny. Kiedy padały oskarżenia o współpracę Polaków z Niemcami, co miało przede wszystkim za zadanie oczernienie rządu na uchodźstwie i Armii Krajowej, w sukurs przychodziły artykuły prasowe, które informowały o milionach obywateli polskich wymordowanych przez Niemców i rzeszach Polaków więzionych w obozach koncentracyjnych. Jednym z takich pozytywnych wydarzeń, które zadało kłam współpracy AK z Niemcami była likwidacja szefa SS w Warszawie. Udany zamach żołnierzy oddziału specjalnego Kedywu Komendy Głównej AK „Pegaz” na dowódcę SS i Policji Franza Kutscherę (1. lutego 1944 r.) był pretekstem do napisania wielu przychylnych Polakom artykułów prasowych w Szwecji i na świecie.


Ponownie stało się głośno o Polsce w czasie wybuchu powstania warszawskiego w sierpniu 1944 r.


Czytaj dalej...


 

Źródła:

- „Marzyciele i oportuniści”, Paweł Jaworski¹

- „Czas”, nr 215 z sierpnia 1934 r.²

- „Komunizm po polsku”, Nikołaj Iwanow³

- „Historia Komunistycznej Partii Polski w świetle faktów i dokumentów”, Jan A. Reguła

- „Przegląd morski. Kwartalnik Marynarki Wojennej”, nr 2/127¹¹

- „Dzieje najnowsze”, rocznik XLI – 2009,3

- „Dziennik Polski”, nr 9/1940 r.

- „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, nr 257/1944 r.

- „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, nr 49/1944 r.