Płk. Ignacy Oziewicz
- 11 sty
- 9 minut(y) czytania
Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) były ogromną siłą podziemia niepodległościowego podczas wojny, drugą po Armii Krajowej (AK), której szeregi w pewnym okresie zasilili. NSZ to żołnierze wywodzący się z narodowej prawicy – taki był trzon formacji. Z biegiem czasu dołączały inne organizacje, ale o wspólnych poglądach; patriotycznych z uwzględnieniem wiary katolickiej jako jednego z filarów polskości. Oczywiście służyli w NSZ również innowiercy (Żydzi, Białorusini, Ukraińcy…), ale z szacunkiem do religii dominującej i będącej podstawą cywilizacji, do której Polska należała i jeszcze, póki co należy.

NSZ powstały w roku 1942. We wrześniu tego roku wyszedł pierwszy rozkaz pułkownika Ignacego Oziewicza posługującego się pseudonimem „Czesław”. To właśnie ten oficer stanął na czele organizacji, co zakomunikował w rozkazie nr 1/42:
Z dniem dzisiejszym obejmuję dowództwo Narodowych Sił Zbrojnych, w skład których weszły niezależnie pracujące w Kraju Organizacje Wojskowe o obliczu narodowym.
Oziewicz urodził się w kwietniu 1887 r. w majątku ziemskim Łyngmiany na Wileńszczyźnie. Kilka lat wcześniej przyszedł tam na świat kuzyn Ignacego Stanisław Oziewicz – późniejszy pułkownik piechoty WP, kawaler Orderu Virtuti Militari, Krzyża Walecznych oraz innych odznaczeń.
Swoją karierę wojskową Ignacy Oziewicz rozpoczął w roku 1907. Służbę wojskową musiał rzecz jasna odbyć w wojsku rosyjskim, gdyż Polska była wówczas po okupacją. Jednostka, do której został przydzielony miała ponad stuletnią tradycję, a był to 106. Pułk Piechoty (106-й пехотный Уфимский полк) Cesarskiej Armii Rosyjskiej.

Po ukończeniu wileńskiej szkoły wojskowej (1908-11r.) oddelegowano go do 103. Pułku Piechoty (103-й пехотный Петрозаводский полк), w którym pełnił funkcję szefa łączności. Pododdział łącznościowców liczył wówczas kilkunastu gońców konnych i 21 telefonistów. Stan etatowy ówczesnego pułku rosyjskiego wynosił około 4 000 żołnierzy.
W roku 1912 ożenił się z Klementyną z poniatowskich. Doczekali się trójki dzieci: Leonarda Czesława, Witolda, Jadwigi.
Cztery lata później, podczas Wielkiej Wojny został oddelegowany do innej jednostki, ale szybko powrócił do rodzimej i objął dowództwo nad kompanią, a później batalionem.
Z karierą w Armii Rosyjskiej pożegnał się w roku 1917, roku rewolucji bolszewickiej. Pracował jako administrator majątku ziemskiego na Podolu. Tam doczekał odzyskania przez Polskę niepodległości. Nie był jednak biernym obserwatorem wydarzeń, ale współorganizatorem oddziałów Samoobrony, które walczyły z bolszewikami, którzy przejęli władzę w Rosji.

W 1919r. wstąpił do Wojska Polskiego. Służbę w odrodzonej Rzeczpospolitej rozpoczął w sformowanym w Zambrowie 1. Pułku Strzelców Suwalskich, który kilka miesięcy później przemianowany został na 41. Suwalski Pułk Piechoty. Pierwotnie pułk składał się tylko z dwóch batalionów, których trzon stanowiła kompania porucznika Sławomira Użupisa złożona z członków Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). To właśnie ta kompania jako pierwsza przybyła do Zambrowa i dała początek pułkowi. Jego dowódcą od października 1919 do kwietnia 1920 roku był właśnie Oziewicz. Po chwilowej przerwie ponownie objął dowództwo nad pułkiem w czerwcu 1920 r., ale już latem przeniesiony został w szeregi 17. Pułku Piechoty.
Pułk 41. na linii frontu przebywał od lutego 1919 r. Obsadzał stanowiska opuszczane przez Niemców w rejonie Mosty – Skidel. Z powodzeniem przeprowadził atak na Rosjan w Szpilkach i w marcu zdołał obsadzić rubież Dźwiny, skąd ruszył na Lidę. Niesamowicie zaciekłe walki o miasto zakończyły się zwycięstwem Polaków i z końcem kwietnia pułk przerzucono w rejon Wilna. Również walki o to miasto zakończyły się pełnym sukcesem i pułk, witany przez rzesze Polaków wkroczył do Wilna.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej Oziewicz dowodził pierwszoliniowymi oddziałami wykazując się przy tym odwagą i talentem dowódczym. Czterokrotnie odznaczony został Krzyżem Walecznych oraz Krzyżem Orderu Virtuti Militari za rozgromienie bolszewickiej brygady podczas odwrotu WP z Ukrainy. Pułk obsadził brzeg rzeki Sławecznej i kontrolował ogniem karabinów maszynowych dwa mosty przeprawowe. Oziewicz, wówczas w randze majora postanowił pozwolić bolszewikom na przeprawienie się przez rzekę, a później skosić nawałą ognia broni maszynowej. Fortel jak najbardziej się udał i niemający drogi odwrotu miłośnicy czerwonej rewolucji zostali zdziesiątkowani. Tym bardziej, że na ich tyły wyszła jedna z kompanii, która blokowała im ucieczkę.
Po wojnie major kontynuował karierę w wojsku i ukończył szereg kursów specjalistycznych. W Grupie koło Grudziądza wziął m.in. udział w kursie oficerów sztabowych. W 1925 roku objął dowództwo nad 76. Pułkiem Piechoty. Jednostka stacjonowała w Grodnie i zajmowała Koszary Legionów Polskich. Podczas wieloletniej służby w pułku Oziewicz nadal się dokształcał i kończył kolejne kursy szkolenia. W Rembertowie ukończył kurs dowódców pułków i w roku 1935 przeniesiony został na stanowisko dowódcy 16. Dywizji Piechoty (16.DP).
16. Dywizja Piechoty walczyła w składzie Armii „Pomorze” gen. dyw. Władysława Bartnowskiego. Był rok 1939 i tym razem przyszło toczyć walkę z nazistami z Niemiec i ich sojusznikami. Dywizja dzielnie walczyła nad Osą, w bitwie pod Mełnem i w rejonie Grudziądza. Później, po wycofaniu się odbiła Łowicz i atakowała Skierniewice. Zniszczona została w bitwie nad Bzurą w starciu z niemiecką 4. Dywizją Pancerną gen. por. Georga Hansa Reinhardta. Pułkownika jednak nie było w tej strefie działań wojennych. Od października 1938 r. był dowódcą 29. Dywizji Piechoty (29.DP) i to właśnie z tą jednostką wkroczył na arenę wojenną II wojny światowej.
29.DP weszła w skład zgrupowania Armii „Prusy” gen. Stefana Dęba-Biernackiego i w ramach mobilizacji przerzucona została w rejon Skierniewic a później Rawy Mazowieckiej. W ramach późniejszych działań dywizja rozwinęła się nad Pilicą, a płk. Ignacy Oziewicz urządził sztab w Józefowie.

Piątego dnia feralnego września 1939 r. niemiecka 1. Dywizja Pancerna (1.DPanc.) odrzuciła oddziały 29.DP spod Piotrkowa i opanowała miasto. Początkowo gen. Dąb-Biernacki planował nocny kontratak, ale wieczorem zmienił rozkazy. Nie po raz ostatni, bowiem niebawem nadszedł rozkaz Naczelnego Wodza, który zalecał wycofanie Armii „Prusy”. Rozkazy nie dotarły do wszystkich pododdziałów i np. jeden z batalionów 76. Pułku Piechoty skutecznie nacierał aż do opanowania Milejowca. Powstrzymany został dopiero pod Milejowem, gdzie zagroził sztabowi 1. DPanc. W walce na bagnety Polacy zwyciężyli i opanowali wioskę. W walkach wręcz zwyciężali tez żołnierze innych batalionów pułku. Niestety Niemcy mieli to, czego polskich piechurom brakowało: posiłki. Kiedy 6 września do walki wkroczyła piechota niemiecka wsparta czołgami, przebywający na otwartym terenie żołnierze WP zostali niemalże wybici.
Pozostałe jednostki wycofały się w okolice Koła. Rozkazy wydane płk. Oziewiczowi nakazywały koncentrację w rejonie Smardzewice-Twarda i następnie przeprawić się przez Pilicę. Batalion saperów rozpoczął prace nad budową przeprawy, a tymczasem Sztab dywizji usytuowano w Twardej. W kolejnych dniach 29.DP cofała się w kierunku rzeki Wisły. Sztab dywizyjny został rozbity przez niemiecką 13. Dywizję Piechoty Zmotoryzowanej pod Dobrą Wolą. W miarę zwartą jednostką na polu bitwy pozostał jedynie 76. Pułk Piechoty, który przeprawił się przez rzekę w rejonie Dęblina. Niektóre bataliony z 41. Pułku Piechoty i 81. Pułku Piechoty przedostały się do Warszawy i brały udział w obronie stolicy.

Pułkownik Oziewicz w czasie ataku na sztab został ranny, a dowodzenie przejął pułkownik Jan Bratro. Propaganda komunistyczna, która za wszelką cenę chciała zdyskredytować NSZ próbowała na siłę przypiąć organizacji łatkę „antysemitów” i „nazistów”. Ta krzywdząca i z pewnością niezasłużona opinia ma swoje odzwierciedlenie w czasach nam obecnych. Środowiska lewicowe dalej piszą historię o krwiożerczych oprawcach z NSZ, a oficerowie organizacji przedstawiani są jako ludzkie karykatury. W Wikipedii np. w kontekście rozbicia dywizji pisze się, że „ranny dowódca płk. Oziewicz wraz ze sztabem odjechali do Dęblina porzucając walczące oddziały”. Otóż z rozkazu gen. Dęba-Biernackiego te „walczące oddziały" otrzymały nowego dowódcę. Sztab, co oczywiste wycofał się, bo niby co miałby zrobić? Poddać się? Rzucić do boju? Nie od tego jest Sztab. Tak więc ranny pułkownik Oziewicz zdał dowództwo i dotarł do Grodna, gdzie walczył jeszcze jeden z najlepszych dowódców tej wojny, generał Franciszek Kleeberg ze swoją Samodzielną Grupą Operacyjną „Polesie”. Własne oddziały porzucił kto inny, nazywał się gen. dyw. Stefan Dąb-Biernacki. Później został zdegradowany i zwolniony z wojska. Jakiś czas przebywał też w brytyjskim więzieniu. Był to człowiek obdarzony niewątpliwą odwagą i udowodnił to w swoim żołnierskim życiu niejednokrotnie, jednakże był też satanistą i sadystą, który nie miał litości dla opozycji piłsudczykowskiej. Wierny sługa Marszałka nie wahał się katować nieprzychylnych władzy dziennikarzy i polityków. To właśnie ten oficer odpowiadał za zsyłanie do Berezy Kartuskiej polskich narodowców i zabójstwa na nich. Wróćmy jednak do pułkownika Oziewicza.
Co prawda dołączył do zgrupowania gen. Kleeberga, ale był ranny i nie mógł się wykazać w walce, a ta przybierała coraz bardziej dramatyczną postać. Brakowało amunicji, a do tego granicę z Polską przekroczyli Sowieci. W takich okolicznościach, po kilku potyczkach z nowym agresorem gen. Kleeberg musiał skapitulować.

Płk. Oziewicz został internowany na Litwie i przebywał w obozie w Kołatkowie. Został zwolniony dzięki interwencji księdza dr Stanisława Trzeciaka jako inwalida wojenny. Ksiądz Trzeciak również nosi łatkę „antysemity”. Jest między innymi autorem książek o Talmudzie, w których wykazał, że dla Żydów jesteśmy jedynie podludźmi, na równi z bydłem – goim. Wg. Talmudu zostaliśmy stworzeni tylko po to, aby im, Żydom służyć. Zachęcam do przeczytania chociażby „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce” ks. Trzeciaka. To naprawdę ciekawa i otwierająca oczy lektura. W Internecie oczywiście jest mnóstwo wypocin o tym jaką „gnidą antysemicką” był ks. Trzeciak bo chwalił Hitlera i postulował wypędzenie Żydów. Nie towarzyszą jednak tym słowom wyjaśnienia dlaczego Żydzi stali się masą niechcianą. Skąd ta niechęć do nich, skoro Polska tak życzliwie przyjęła ich w czasach, kiedy zewsząd byli wypędzani (wtedy również nie wiadomo czemu, nieprawdaż?). Jeśli kto żądny wiedzy, to może takową pozyskać w ostatniej książce Wojciecha Sumlińskiego i Ewy Kurek pt. „Porozmawiajmy o Żydach”. Zachęcam. Hitlera chwaliło wielu księży, ale nie były to czasy wojny, które doprowadziły do bestialskich mordów. Wiemy jaka jest polityka; dzisiaj „sto konkretów w sto dni”, a jutro środkowy palec na czole. Hitler wymordował tysiące księży.
U księdza Trzeciaka przy parafii św. Antoniego na Senatorskiej w Warszawie ukrywało się wiele osób, w tym pułkownik Oziewicz. Nie był jednak bierny i szybko przeszedł do pracy konspiracyjnej, przede wszystkim przy Komendzie Głównej Narodowej Organizacji Wojskowej (KG NOW). W lipcu 1941 r., tuż po ataku Niemców na Związek Sowiecki pełnił funkcje szefa III oddziału KG NOW i zastępcy ppłk. Józefa Rudnickiego.

Narodowa Organizacja Wojskowa (NOW) była podporządkowana Stronnictwu Narodowemu (SN), czyli w dużej mierze zależna politycznie od tej partii. SN powołało NOW zaraz po klęsce wojny z Niemcami, Słowacją i Związkiem Sowieckim (o Ukraińcach, mieszkańcach Wolnego Miasta Gdańska itp. nie wspominając) w roku 1939. W 1942 roku część NOW przeszła pod skrzydła Armii Krajowej (AK). Faktem stał się rozłam, dotyczący zarówno kierownictwa SN, jak i dowództwa NOW. W listopadzie 1942 r. duża część NOW podporządkowała się dowództwu AK. Inni, wraz z Organizacją Wojskową Związek Jaszczurczy (OW ZJ) utworzyli NSZ. W ich skład weszła też utworzona z żołnierzy NOW, którzy nie przeszli do AK Armia Narodowa.
Płk. Oziewicz należał do tych, którzy nie zaakceptowali zwierzchniej roli AK. Uważał, że organizacja jest w pełni zależna od przedwojennej sanacji, czyli zwolenników polityki Józefa Piłsudskiego, którzy odepchnęli od siebie wielu fachowców wojskowych o poglądach narodowych na korzyść niekompetentnych kolegów (przykładem gen. dyw. Dąb-Biernacki). Wojna dobitnie świadczyła o poziomie sanacyjnych oficerów, z pośród których niejeden zwyczajnie uciekł z pola walki. Przy czym należy zaznaczyć, że nie uogólniał swojej opinii i szukał porozumienia dla dobra wspólnego celu. Prowadził rozmowy z Komendą Główną AK i próbował uzgodnić warunki współdziałania na niwie niepodległościowej.

Pułkownikowi Oziewiczowi podporządkowali się niektórzy żołnierze Narodowej Organizacji Wojskowej, Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) i kilku mniejszych organizacji, jak np. Zakon Odrodzenia Polski, Zbrojne Pogotowie Narodu, Tajna Armia Polska, Polska Organizacja Zbrojna, Konfederacja Zbrojna. Co ciekawe do nowoutworzonej organizacji przeszło część struktur Armii Krajowej i innych organizacji, które niekoniecznie sympatyzowały z narodowcami, ale podzielały ich punkt widzenia i plany walki z okupantami. Wartościowszy element żołnierzy AK zasilił NSZ zwłaszcza na Białostocczyźnie.
9. czerwca 1943 r. płk. Oziewicz został aresztowany i osadzony przez Niemców w warszawskim Pawiaku. Stamtąd trafił do obozu w KL Auschwitz, a później KL Flossenbürg, skąd wyszedł za sprawą opanowania obozu przez wojska amerykańskie w roku 1945. Po uwolnieniu przebywał w Niemczech a następnie we Francji. Tam również zaangażowany był w pracę na rzecz odzyskania niepodległości i pełnił funkcję pełnomocnika NSZ na Zachodzie. Działał w ramach organizacji „Ogniwo” , która skupiała kombatantów NSZ i opiekowała się nimi. Więcej o „Ogniwie” po kliknięciu na LINK.
Kiedy w 1958 r. płk. Oziewicz powrócił do zajętego przez Sowietów kraju był już mocno schorowanym człowiekiem. Gruźlica, której nabawił się w czasie pobytu w obozach koncentracyjnych nie dawała za wygraną, do tego miał białaczkę. Zmarł 10. stycznia 1966 r. w Gdyni i pochowany został na tamtejszym cmentarzu Witomińskim. W czasach rządów komunistycznych aparatczyków nie mógł być pogrzebany z należnymi honorami wojskowymi. Trumnę z ciałem pułkownika odprowadziło nieliczne grono rodzinne i byli żołnierze. Jeden z nich, już po uroczystościach powiedział synowi płk. Oziewicza:
Byłem sierżantem sztandarowym, trębaczem 76. pp., a potem 29. Dywizji Piechoty. Nie tak powinien być chowany nasz Pułkownik, niech mi wybaczy, ale w duchu, stojąc na baczność razem z moimi kolegami, grałem Mu hejnał pożegnalny na trąbce.

W kolejną, 60-tą rocznicę śmierci płk. Ignacego Oziewicza na gdyńskim cmentarzu odbyła się uroczystość, której towarzyszyły okolicznościowe wydarzenia. Poprzedziła je Msza Święta w Bazylice NMP Królowej Polski przy ul. Świętojańskiej, koncelebrowana przez ks. Piotra Twardeckiego i ks. Marka Kiedrowicza. Już na cmentarzu poświęcone zostało miejsce pamięci przy grobie pułkownika oraz złożono kwiaty i zapalono symboliczne znicze świadczące o tym, że Polacy pamiętają. Na koniec były historyczne prelekcje i żołnierski poczęstunek. Organizatorem było Środowisko Patriotyczne Polski Północnej, a szczególne podziękowania należą się Jackowi W. Gierwatowskiemu, który podjął trud zorganizowania obchodów i, co warto odnotować został odznaczony (Krzyżem Zasługi) za swoją działalność w ramach Związku Żołnierzy NSZ.
W uroczystościach uczestniczył również wnuk pułkownika – Jan Białostocki, a powagi sytuacji dodało zaangażowanie prezydenta RP Karola Nawrockiego, w imieniu którego dyr. Gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Marek Szymaniak odczytał list skierowany do zgromadzonych.
Na Witomiński cmentarz przybyli też delegaci z różnych Okręgów Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych; ze Szczecina, Łomży, Warmi… Obecni byli też przedstawiciele innych środowisk patriotycznych, a wśród nich: Antykomuniści z Bydgoszczy, Stowarzyszenie Patriotyczne Kaszubscy Patrioci, Stowarzyszenie im. kpt. Antoniego Rymszy z Choczewa, Młodzież Wszechpolska - Okręg Pomorski, Bronimy Polskiej Granicy, Stowarzyszenie Gdyńska Rodzina Katyńska.



Komentarze