Sanacja cz.I (2)
- 3 godziny temu
- 7 minut(y) czytania
Sanacja to z łaciny „sanatio”, czyli „uzdrowienie”. W Polsce wojskiem sanacyjnym nazywamy piłsudczyków, którzy przejęli władzę w kraju w roku 1926 i nie oddali aż do roku 1939. Reżym Piłsudskiego i jego wiernych żołnierzy wziął swój początek w maju 1926 roku, w wyniku puczu. Uzdrowienia niestety nie było, a wręcz przeciwnie…

Marszałek Józef Klemens Piłsudski do roku 1923 pełnił rolę szefa Sztabu Generalnego WP. Po upadku gabinetu rządowego W. Sikorskiego zrzekł się tej funkcji i zamieszkał w Sulejówku. Wynagrodzenie z tytułu funkcji Marszałka Polski przekazał na cele charytatywne i częściowo odciął się od polityki. Na czele nowego Rządu stanął Wincenty Witos, a przy okazji doszło do głośnego skandalu z udziałem Marszałka, który jako satrapa i człowiek owiany legendą mógł sobie pozwolić na wiele. Piłsudski odmówił podania ręki ministrowi spraw zagranicznych Marianowi Seydzie, który był przedstawicielem Narodowej Demokracji (ND) i bliskim współpracownikiem Romana Dmowskiego. Marszałek nie był zadowolony z koalicji ND, PSL „Piast”, Chrześcijańskiej Demokracji i Narodowej Partii Robotniczej. W niewybrednych słowach wypowiadał się o nowym premierze i jego ministrach. Zarzucał Wincentemu Witosowi między innymi to, że demoralizował wojsko wprowadzając zmiany kadrowe. W wywiadzie dla przychylnego mu „Kuriera Porannego” Piłsudski nie szczędził rządzącym słów krytyki, ale władza nakazała konfiskatę gazety. Przy okazji wyciągnięto też rękę do zwolenników Piłsudskiego i rozważano udział Marszałka w sprawowaniu władzy. Nie wszyscy wiedzieli, że decyzja o puczu już zapadła dużo wcześniej i to nie w Polsce. Zamach majowy wymyślili i wsparli (duchowo i finansowo) Brytyjczycy. Piłsudski, który był jednym z tych, którym zawdzięczamy niepodległość, stał się tym przez którego ją straciliśmy. Śmiał się nawet po latach, że „Polskę przewrócić można za 600 000 dolarów”. O co chodziło? Rząd brytyjski sfinansował zamach kwotą 3 800 000 złotych. Pieniądze przekazał żydowski bankier, który otrzymał w zastaw od Brytyjczyków złoto. Biznes się opłacił bowiem złoto powróciło do rządu WB, ale już w kwocie 2 000 000 funtów, czyli dwa i pół raza więcej. Korzyści dla rządu brytyjskiego były jednak o wiele większe – przejęli kontrolę nad polską polityką i gospodarką, co stało się powodem biedy chłopów i robotników i zahamowało rozwój klasy średniej. Podobne zamachy przeprowadzone zostały m.in. w Jugosławii, Litwie, Łotwie i Estonii. Podcięło to skrzydła ruchom narodowym i umocniło międzynarodowe wpływy masońskie (wolnomularskie). Pisało o tym wielu, także w prasie zagranicznej. Londyński „The Times” donosił, że „za przewrotem Piłsudskiego stał rząd brytyjski”, a co ciekawsze, że Piłsudski… nadal jest na żołdzie brytyjskim. Józef Kossecki pisał, że „w niepodległej Polsce przeciw (…) organizacji narodowców sprzymierzyło się z piłsudczykami wolnomularstwo, które nie bez racji uznało za swego głównego wroga Obóz Narodowy”. Przywódca i ideolog polskich narodowców Roman Dmowski, któremu również zawdzięczamy odzyskanie niepodległości nie miał wątpliwości w czyim interesie jest przewrót:
Rewolucja polityczna w Polsce miała wyraźny cel negatywny. Tym celem nie było zniszczenie parlamentaryzmu – to był środek. Tu chodziło o niedopuszczenie do zorganizowania się trwałego rządu, niezależnego od czynników zewnętrznych, od masonerii, zdolnego do rządzenia w duchu narodowym, w interesie narodu.

Podwaliny pod planowany zamach położyli literaci, przede wszystkim żydowskiego pochodzenia. W prasie wyśmiewali ministrów i narodowców tacy ludzie jak: Marian Hemar, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, Bolesław Leśmian. Bezpośrednim zaś powodem miał być rzekomy zamach na życie Marszałka Józefa Piłsudskiego. Taką, fałszywą pogłoską nasycono Warszawę zanim Piłsudski z poplecznikami wyruszyli z Rembertowa na most Poniatowskiego.
12. maja 1926 roku Marszałek Piłsudski i Prezydent Wojciechowski spotkali się na moście Poniatowskiego w Warszawie. Jego przebieg wg. Wojciechowskiego:
Powitałem go słowami: Stoję na straży honoru wojska polskiego – co widocznie wzburzyło go, gdyż uchwycił mnie za rękaw i zduszonym głosem powiedział: - No, no! Tylko nie w ten sposób. – Strząsnąłem jego rękę i nie dopuszczając do dyskusji: – Reprezentuję tutaj Polskę, żądam dochodzenia swych pretensji na drodze legalnej, kategorycznej odpowiedzi na odezwę rządu. – Dla mnie droga legalna zamknięta – wyminął mnie i skierował się do stojącego kilka kroków za mną szeregu żołnierzy.
Oficer dowodzący żołnierzami nie zamierzał ugiąć się przed autorytetem Marszałka Polski i zakomunikował, że podlega władzy prezydenckiej. Niebawem kompania ze Szkoły Podchorążych opanowała most. W późniejszym okresie przypłacili to banicją do Komorowa koło Ostrowi Mazowieckiej.

Piłsudski spotkał się jeszcze z Marszałkiem Sejmu Maciejem Ratajem, na którym próbował wymóc ustępstwa polityczne. Zgody nie osiągnięto, prawo było po stronie rządu i oficjalnych władz RP. Za Marszałkiem opowiedziała się jednak część żołnierzy, zwłaszcza tych legionowych, z którymi szedł po niepodległość podczas Wielkiej Wojny. Kiedy pierwsze oddziały wierne Piłsudskiemu próbowały wejść na Plac Zamkowy, rozpoczęła się strzelanina. Dostępu do stolicy bronili żołnierze dowodzeni przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego, bohatera z okresu wojny polsko-bolszewickiej. W specjalnej odezwie, prezydent Wojciechowski nazwał piłsudczyków „szaleńcami”, którzy „targnęli się na majestat Ojczyzny, podnosząc jawny bunt fałszywymi hasłami, uwiedli czystą duszę żołnierza polskiego i dali pierwsi rozkaz do rozlewu krwi bratniej”. Działania Piłsudskiego poparli wszelkiej maści wywrotowcy; Komunistyczna Partia Polski, Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Chłopskie, PSL „Wyzwolenie”. Ich bojówki także wzięły udział w walkach.
14. maja piłsudczycy zaatakowali Belweder i lotnisko na Polu Mokotowskim. Prezydent przeniósł się do pałacu w Wilanowie i tam podjęta została decyzja o jego ustąpieniu. Głową państwa oficjalnie był od tej chwili Maciej Rataj, który porozumiał się z Marszałkiem i doprowadził do zawieszenia broni. Niestety zginęło blisko 400 osób, z czego około połowę stanowili cywile. Ponad 900 osób było rannych. Kilka dni później Piłsudski napisał:
W jedną ziemię wsiąkła krew nasza, ziemię jednym i drugim jednakowo drogą, przez obie strony jednakowo umiłowaną. Niechaj krew ta gorąca, najcenniejsza w Polsce krew żołnierza, pod stopami naszymi będzie nowym posiewem braterstwa, niech wspólną dla braci prawdę głosi.

Krwi braterskiej przelanej przez Piłsudskiego miało być w przyszłości jeszcze więcej. Marszałek ogłosił „sanację moralną”, pod którą rozumiał uzdrowienie polityki i armii. W rzeczywistości zniszczył morale żołnierza polskiego i stał się współtwórcą klęski z roku 1939. Już podczas zamachu majowego wielu oficerów miało ogromny dylemat; zachować wierność prawowitym władzom RP, czy iść za Marszałkiem? Pułkownik Stanisław Prus-Więckowski, dowódca 7. Pułku Piechoty wysłał swoich żołnierzy do wsparcia buntowników, ale sam odebrał sobie życie. W liście pozostawionym swoim podkomendnym napisał:
Rozkaz Komendanta iść za wszelką cenę na Warszawę - gen. Romer powrót do koszar. Wybierajcie - ja na swe sumienie nie mogę tego wziąć. Więckowski.
Sprzeczne rozkazy i wewnętrzne rozterki doprowadziły tego świetnego i lubianego oficera do honorowej śmierci.
Także bliski współpracownik Piłsudskiego, generał Kazimierz Sosnkowski strzelił sobie w pierś. Razem zakładali Związek Walki Czynnej, a Marszałek ufał mu bezgranicznie. Razem byli osadzeni w Twierdzy Magdeburskiej. Przyjaźnili się do czasu, kiedy Sosnkowski sprzeciwił się mieszaniu wojska z polityką. Marszałek miał odmienne zdanie, toteż przyjaźń między nimi została zerwana. Podczas zamachu majowego gen. Sosnkowski był dowódcą Okręgu Korpusu w Poznaniu. W czasie jego nieobecności, zastępujący go gen. Edmund Hauser wysłał żołnierzy przeciwko puczowi Piłsudskiego. Gen. Sosnkowski nie sprzeciwił się decyzji, ale sam postanowił odebrać sobie życie. Przestrzelił sobie prawe płuco, ale na szczęście po tygodniu szpitalnej walki przeżył.

Piłsudski w nowym Rządzie objął stanowisko ministra spraw wojskowych i pełnił je aż do swojej śmierci. Ostatniego dnia maja 1926. obrany został prezydentem (przez Zgromadzenie Narodowe), ale odrzucił ten wybór, a na prezydenta namaścił Ignacego Mościckiego. Sam zapewnił sobie władze i przywileje polityczne jako Generalny Inspektor Sił Zbrojnych. W ten sposób Marszałek Piłsudski stał się realnym władcą (dyktatorem) Polski, a prezydent był tylko marionetką w jego rękach. Józef Piłsudski wolał stać z tyłu niż wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za decyzje polityczne. W Warszawie krążyło powiedzenie na temat pierwszych prezydentów RP. Ponoć nieszczęśnicy na tym urzędzie faktycznie nie mają szczęścia; „jednego zastrzelono jak psa, drugiego wypędzono jak psa, trzeci słucha jak pies”.
Zaraz po zamachu Marszałek Piłsudski docenił tych, dzięki którym stał się wszechwładnym dyktatorem. Z wojska zaczęto wyrzucać fachowych i doświadczonych oficerów, a ich miejsca zajmowali zaufani, byli żołnierze Legionów, zwłaszcza ci z Pierwszej Kadrowej Piłsudskiego.
Generał Tadeusz Rozwadowski, któremu Marszałek zazdrościł opracowania planu zwycięskiej bitwy warszawskiej w 1920 r., a który w czasie zamachu majowego stanął po stronie prezydenta trafił do więzienia na wileńskim Antokolu. Po wyjściu zanotował, że Piłsudski
chcąc się bawić w wojsko, także pozbywa się tych, co by krytyczniej na te różne jego bzdury i kawały patrzeć i sądzić mogli, a pousuwawszy za karę różnych niebłogonadiożnych jako niezdatnych do zrozumienia tych jego mądrości, pozatrzymywał najgłupszych starych - lub najbardziej zwariowanych.
Senator Juliusz Zdanowski:
Za gardło chwyta rozmowa z oficerami degradowanymi dziś za stanie przy prawowitym rządzie. Im który więcej okazał się wiernym , odważnym i czynnym, im wierniej i z narażeniem siebie spełnił obowiązek, tym gorzej jest traktowany.

Na początku sierpnia 1926r. Parlament przegłosował pewne poprawki do Konstytucji i wkrótce potem prezydent Mościcki ustanowił Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych, na którego czele stanął nie kto inny jak Marszałek Piłsudski. W rządzie, który tworzył Piłsudski, ministrem spraw wewnętrznych został Felicjan Sławoj Składkowski - generał który przeszedł z Legionami cały szlak bojowy i oczywiście opowiedział się za Marszałkiem podczas przewrotu majowego. Nominacja odbyła się w typowy dla Piłsudskiego sposób. Składkowski:
Pan Marszałek podał mi rękę nad stołem, wskazał ręką krzesło i powiedział bez wstępów „No więc, zostaniecie ministrem spraw wewnętrznych, bo Młodzianowski nie chce współpracować z tym… Sejmem. Siedziałem cicho, czekając, co Komendant powie dalej, gdy jednak milczał, patrząc mi badawczo w oczy, zwróciłem posłusznie uwagę, że z polityką dotychczas się nie stykałem, że są inni koledzy nadający się lepiej. Na to Pan Marszałek, śmiejąc się i jakby przyznając mi rację, powiedział: „Niepotrzebna tu polityka. Wszyscy krzyczą, że jesteście administrator, więc dlatego będziecie ministrem. Zameldujecie się u pana Bartla. No, do widzenia”. Tu Komendant, jakby znudzony tą rozmową, opuścił głowę i zaczął stawiać pasjansa, nie podając mi ręki na pożegnanie.”
Już z tej relacji widać, że kompetencje nie były tym, co liczyło się na danym stanowisku najbardziej. Nie tylko stanowiska urzędnicze, ale i dobór kadr wojskowych odbywał się takim samym schematem. Czystki w wojsku objęły kilka tysięcy oficerów, doświadczonych i wykształconych. Ich miejsce zajęli bitni, ale nie mający pojęcia o pracy w Sztabie, czy dowodzeniu większymi związkami taktycznymi oficerowie wywodzący się z Legionów. A właściwie to z jednego Legionu, tego piłsudczykowskiego.

Andrzej Ceglarski:
W latach 1926-1934 czynną służbę wojskową opuściło ponad 6000 oficerów (czyli ponad 30 procent ogólnego stanu), w tym 109 generałów. Niemal w każdym przypadku były to emerytury przedwczesne. Najmłodsi z emerytowanych generałów, jak bohater spod Jazłowca, generał brygady Konstanty Plisowski, albo generał dywizji Marian Januszajtis, odchodzili na emeryturę w wieku zaledwie 40 lat.
Ze 143 generałów będących w służbie czynnej w 1924 roku po ośmiu latach, w roku 1932, zostało tylko 27. W tej liczbie tylko pięciu było innej proweniencji niż legionowa.


Komentarze