Świadkowie Miłosierdzia

Tuż przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego, świętem obchodzonym w Kościele katolickim, proponuję zapoznanie się z najnowszym wydawnictwem wydanym z okazji 90 rocznicy objawienia, którego doznała w Płocku św. siostra Maria Faustyna Kowalska. Książka zawierająca kilka świadectw z życia sióstr, księży, ale też osób świeckich, które doświadczyły owego Bożego Miłosierdzia nosi tytuł „Świadkowie Miłosierdzia”. Zawiera zarówno osobiste doznania konkretnych osób, jak i kwestie historyczne i filozoficzne.


Fragment świadectwa siostry Marii Elżbiety Siepak (ZSMBM) cytuję poniżej:


Chciałabym więc zaprosić Państwa do refleksji nad tym – czym jest miłosierdzie. Rzeczywistość Bożego Miłosierdzia i ludzkiego jest tak bogata, że nie da się jej zamknąć w jednym słowie. Biblia używa wielu terminów. Najczęściej używa określenia: „hesed”, co oznacza miłość wierną i odpowiedzialną oraz „rahamim”, co oznacza miłość czułą, bezinteresowną, jakiś przymus kochania. W Biblii mamy wiele słów, które pojawiają się w różnych kontekstach, a wszystkie w jakiś sposób opisują różne aspekty miłosierdzia. W języku polskim mamy słowo: miłosierdzie, które w słownikach definiowane jest jako współczucie okazywane komuś czynami; z łaciny: misericordia = mający serce dla biednego. Taka jest definicja słownikowa, ale ona nie wyczerpuje znaczenia tego słowa. Dlatego proponuję tę krótką refleksję nad samym słowem: miłosierdzie.


Potrzebę takiej refleksji doskonale rozumiał św. Jan Paweł II, który mając świadomość tego, jak różnie jest rozumiane miłosierdzie, już na początku swego pontyfikatu wzywał do zastanawiania się nad znaczeniem tego słowa. Odpowiedzią na apel Papieża była m.in. książka ks. prof. Józefa Tischnera „Drogi i bezdroża miłosierdzia”, w której autor zestawił trzy postaci. W porządku historycznym to: Robespierre, Nietzsche i św. Siostra Faustyna. Na pierwszy rzut oka to zestawienie wydaje się absurdalne, bo co może łączyć rewolucjonistkę z XVIII wieku i filozofa z XIX wieku z Apostołką Bożego Miłosierdzia? Okazuje się, że tym wspólnym mianownikiem jest słowo: Miłosierdzie. Wszyscy go używali, ale każdy rozumiał je inaczej.


Zacznijmy od Robespierre’a, który miłosierdzie rozumiał jako obdarowywanie ubogich przez zabranie na drodze rewolucji dóbr bogaczom. Takie miłosierdzie rodzi terror bez granic – napisał ks. Tischner. Na czym polegał błąd w rozumieniu miłosierdzia przez Robespierre’a? Na tym, że nie brał on pod uwagę moralnej oceny czynu. Tymczasem prawdziwe miłosierdzie musi być czynem moralnie dobrym. A kiedy czyn jest dobry moralnie? – Wtedy, kiedy jego przedmiot, intencja i okoliczności są dobre, czyli zgodne z obiektywnym prawem Bożym. (…)


Druga postać z książki „Drogi i bezdroża miłosierdzia” to Friedrich Nietzsche, który mylił miłosierdzie z samą litością i współczuciem. Twierdził, że miłosierdzie jest moralnością ludzi słabych i niewolników, których nie stać na wielkie rzeczy. Jego pogardliwy stosunek do miłosierdzia doprowadził nie tylko do jego negacji, ale też do negacji Boga, którego miejsce miała zająć wiara we własne siły człowieka. Źle interpretowane i zanegowane miłosierdzie przez Nietzschego wywarło negatywny wpływ nie tylko w sferze pojęć, ale przede wszystkim w praktyce życia. Wyrazem tego jest dostrzegana także dzisiaj apologia samowystarczalności człowieka w jego osobowym i społecznym rozwoju, odrzucanie pomocy ze strony Boga i ludzi, gloryfikowanie siły w relacjach międzyludzkich, postrzeganie miłosierdzia jako słabości niegodnej człowieka i zanik wrażliwości na potrzeby bliźnich.


Czytelnia
IMG_20180916_102220.jpg
Wybierz kluczowe słowo: