Bunt w Treblince

Postępy wojsk niemieckich, nacierających na niegdysiejszego sojusznika i sprzymierzeńca w napaści na Polskę Józefa Stalina, zmusiły Niemców do zmiany polityki względem Żydów. Już nie chcieli ich przesiedlać coraz dalej i dalej, bo przestrzeń która rysowała się przed potęgą III Rzeszy zdawała się być nieograniczona.


20 stycznia 1942 roku w miejscowości Wannsee miała miejsce konferencja, na której omawiano plan „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” (niem. „Endloesung der Judenfrage”). Uczestniczył w niej m.in. szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (niem. RSHA - Reichssicherheitshauptamt) gen. broni (niem. Obergruppenführer SS) Reinhard Heydrich; zwyrodnialec, który dał się poznać jako brutalny protektor Czech i Moraw. Odpowiedzialny był za germanizację narodu czeskiego, wysiedlenia i rozstrzeliwania opornych mieszkańców tych ziem. Jego postawa zadecydowała o wydaniu wyroku śmierci na niego. Operacja „Anthropoid” przeprowadzona przez spadochroniarzy Czechosłowackich w maju 1942 roku nie do końca się powiodła, ale Heydrich zmarł kilka dni po zamachu, wskutek powikłań pooperacyjnych. Heydrich znienawidzony był również w Polsce, gdzie był odpowiedzialny za mordowanie polskiej inteligencji; księży, nauczycieli, uczestników powstań narodowych, polityków…


Na jego cześć plan rozwiązania kwestii żydowskiej nazwano Operacją „Reinhard”. Plan operacyjny zakładał wymordowanie Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa, gdzie przebywała większość z 2,5 miliona wyznawców religii mojżeszowej na terenie podbitej Polski.


Już we wrześniu 1941r. Niemcy podjęli decyzję o wybudowaniu obozów zagłady, w których możliwe by było szybkie i skutecznie mordowanie ludzi. W Auschwitz wykorzystywano siły fizyczne i mordowano do tej pory Polaków, ale szybko powstał w okolicy podobóz Birkenau, gdzie zwożono głównie Żydów. W grudniu 1941 roku powstał obóz w Chełmie nad Nerem, a kilka miesięcy później sieć obozów rozrosła się o kolejne punkty na mapie. Powstały obozy w Bełżcu, Majdanku, Treblince…

W październiku 1942r. Heinrich Luitpold Himmler, zwierzchnik SS (niem. Schutzstaffel - „oddział ochronny” NSDAP) oraz jeden z głównych współpracowników Adolfa Hitlera polecił SS-Gruppenführerowi Odilo Globocnikowi (który jest uważany za projektanta ludobójczego planu) wdrożenie planu zagłady w życie. Decyzje o fizycznej eksterminacji Żydów zapadły prawdopodobnie w Wilczym Szańcu, gdzie obecny był także dowódca SS i Policji w GG (Generalne Gubernatorstwo) SS-Obergruppenführer Friedrich Wilhelm Krüger. Oczywiście w planach niemieckich zbrodniarzy GG było tylko preludium do całkowitego unicestwienia Żydów, a później także Polaków.


SS-Gruppenführer Odilo Globocnik prowadził okresowe podsumowania morderczego procederu. Finansowe podsumowania…


Otóż z jednego z zachowanych „zakończeń kasowych” Operacji „Reinhardt” z dnia 15 grudnia 1943r. wynika, że dochód z mordowania ludzi w trzech największych obozach na terenie okupowanej Polski wyniósł 178 745 968 marek i 59 fenigów. Oczywiście możemy się domyślać, że faktyczna kwota była o wiele większa, a część zysków nie była odnotowana w oficjalnych dokumentach.


Ludzie przebywający w obozach byli różni i postępowali różnie. Jedni poddawali się losowi, inni próbowali przetrwać i dostosować się do warunków życia w obozie. Byli też tacy, którzy zdecydowali współpracować z władzami obozowymi i tacy, którzy próbowali walczyć tylko po to, żeby zabrać ze sobą życie chociaż jednego z katów.


Franz Stangl paradował po Treblince w białym mundurze. Jego dzieciństwo, które z pewnością rzutowało na przyszłe życie było czymś w rodzaju historii z piosenki Kazika Staszewskiego pt. „Kochajcie dzieci swoje” https://www.youtube.com/watch?v=OOlkqAH4-6M Ojciec Stangla uważał, że Franz nie jest jego synem, często bił go za byle przewinienie. Po śmierci ojca wychowywał go ojczym, który… również nie był wzorem do naśladowania.

Komendant treblinskiego obozu nie był jednak bestią bez hamulców, raczej wyręczał się swoimi podopiecznymi. Co innego, gdy sobie mocno popił. Jeden z więźniów Treblinki Abram Jakub Krzepicki wspominał, że pod wpływem alkoholu purpurowiał na twarzy i wrzeszczał nazywając ludzi idiotami:


„Jak tylko dał się słyszeć ten kwik, można było być pewnym, że wydał już na kogoś wyrok, bo ten kwik wydawał z siebie w tej samej chwili, gdy zadawał ofierze cios, z całą energią i z całą pasją dobrze nażartego aktywisty. „Przeklęty naród”, ryczał.”


Zanim został komendantem obozu w Treblince, Franz Stangl pracował w

Towarzystwie Użyteczności Publicznej dla Fundacji mającej siedzibę przy ulicy Tiergarten 4. Tiergartenstrasse 4 powinna nam się kojarzyć z Akcją „T4” (niem. Aktion T4), w ramach której eliminowano „życie niewarte życia”. W ramach Akcji T4 mordowano chorych, upośledzonych umysłowo, wymagających stałej opieki, niepełnosprawnych… Szacuje się, że podczas wojny zamordowano około 200 tys. ludzi, których życie wg. niemieckich standardów nie miało żadnej wartości. Najbardziej przerażające jest to, że pokłosie tej polityki trwa po dzień dzisiejszy. Nadal morduje się dzieci nienarodzone, podejrzane o chorobę (również w Polsce) oraz dokonuje eutanazji osób w podeszłym wieku (na szczęście nie w Polsce).


To właśnie Akcja „T4” i rozszerzająca ją Akcja „14f13” były pierwszymi masowymi morderstwami dokonanymi przez narodowych socjalistów niemieckich. Liczba „13” w skrócie oznaczała „zagazowanie” więźnia.


Franz Stangl sprawdził się także w Sobiborze, a mając już pewne doświadczenia jako jeden z trybików w machinie śmierci III Rzeszy, przejął dowództwo nad obozem w Treblince po dr Irmfridzie Eberlu, którego komendantura nie zadawalała zwierzchników. Stangl miał zastąpić człowieka, który zawiódł pokładane w nim oczekiwania. Postanowił usprawnić morderczą machinę. Polecił wybudować nowe komory gazowe, do których mieściło się ok. 3 tys. ludzi jednocześnie.


Franz Stangl został schwytany wiele lat po wojnie. Proces sądowy zakończył się 22 października 1970r. Oskarżony został uznany za winnego śmierci 900 tys. ludzi i skazany na dożywocie. Sam Stangl twierdził, że ma czyste sumienie, ponieważ „wykonywał tylko swoje obowiązki”. Zmarł w więzieniu w 1971 roku. Dzień przed śmiercią w rozmowie z Gittą Sereny powiedział:


„Osobiście nie zrobiłem nic, co mogłoby obciążyć moje sumienie (…) Z własnej inicjatywy nikomu nie zrobiłem krzywdy – dodał nieco mniej dobitnie (…) Prawie pół godziny trwało, zanim wydusił z siebie tych parę zdań. – A więc dobrze – powiedział w końcu bardzo spokojnie – w rzeczywistości jestem również winny. Ponieważ moja wina… moja wina… dopiero teraz, w tych rozmowach… teraz, kiedy porozmawiałem o tym wszystkim po raz pierwszy… (…) Moja wina – powiedział – polega na tym, że wciąż tu jestem. To jest moja wina”.


Treblinka pod dowództwem Stangla stała się sprawnie funkcjonującym przedsiębiorstwem śmierci. Pierwszy dzień pracy w obozie wspominał tak:


„Kiedy wysiadłem z samochodu na placu (Sortierungsplatz), stałem po kolana w pieniądzach. Brodziłem w banknotach, monetach, kamieniach szlachetnych, biżuterii, odzieży. Leżały rozrzucone po całym placu. Fetor był nie do zniesienia. Wszędzie leżały setki, nie, tysiące rozkładających się ciał. Za placem w lesie, kilkaset metrów dalej, po drugiej stronie płotu z drutu kolczastego i wokół obozu, pośród namiotów i ognisk zobaczyłem grupy Ukraińców i kobiet – były to, jak się później dowiedziałem, prostytutki z całej okolicy – wszyscy pijani, tańczyli, śpiewali i grali na instrumentach”.

Transporty kolejowe docierające do Treblinki często przez wiele dni stały na bocznicy czekając na swoją kolej do eksterminacji. Czasami pozwalano otworzyć drzwi wagonów i podać więźniom trochę jedzenia i picia. Czasami miejscowi Polacy ryzykowali życiem próbując podać trochę wody do wagonu. Czasami były to okazje do ucieczki, ale pomimo ostrzeżeń, że jadą na śmierć ludność żydowska była na tyle zrezygnowana i pogodzona ze swoim losem, że nie chciała uciekać. Nieliczni, co zdecydowali się uciec zdołali przetrwać wojnę.


Abram J. Krzepicki wspominał:


„Gdy otwarto drzwi, ci, którzy leżeli na pół nago, chcieli się przyodziać, ale nie każdemu udało się to w pośpiechu. Na rozkaz esesmanów Ukraińcy wskoczyli do wagonów i waląc nahajkami na lewo i prawo, wypędzali ludzi. Wyszliśmy wymęczeni i wyczerpani. Po tylogodzinnym przebywaniu w mrocznym wagonie słońce nas oślepiło (…)

Jedne na drugich leżały ogromne ilości zwłok. Według moich obliczeń było tam z dziesięć tysięcy trupów. Wokoło był straszny fetor. Trupy były spuchnięte, miały potwornie wzdęte brzuchy. Pokryte były brązowymi lub czarnymi plamami. Na zwłokach mrowiło się robactwo. Niesamowity grymas na wpół otwartych ustach, z których wystawał koniec języka, sprawiał wrażenie otwartych pyszczków śniętych ryb. Jak się następnie dowiedziałem, były to przeważnie trupy ludzi uduszonych w wagonach”.


10 grudnia 1942 do rampy rozładunkowej podjechał transport z Ostrowca (prawdopodobnie). Traf chciał, że Niemcy musieli zająć się nim osobiście, z pomocą swoich ukraińskich pomagierów. Trzydziestu nowoprzybyłych facetów odmówiło posłusznego udania się do komór gazowych (oficjalnie do łaźni) i w ramach protestu chwycili co kto miał pod ręką i zaczęli demolować co się da. Oczywiście wszyscy zginęli na skutek strzałów karabinowych. Obozowi mordercy byli tak wściekli na buntowników, że jeszcze długo mścili się na ich zwłokach.


Prawdziwy bunt, na większą skalę miał miejsce w roku następnym. Zanim do niego doszło, więźniowie dobrze się przygotowali. Przede wszystkim zdobyli broń. Podjęli też skuteczną próbę skontaktowania się z ruchem oporu poza obozem. Plan był prosty. Należało opanować wieżyczki strażnicze i wybić jak największą liczbę niemieckich i ukraińskich esesmanów. Dodatkowe zamieszanie miały stworzyć podpalone budynki. Zamierzano zniszczyć obóz zagłady. Do opanowania był również obóz pracy, gdzie pracowali Żydzi i Polacy. Po przedostaniu się poza druty obozu, należało uciekać w pobliskie lasy. Im dalej, tym lepiej.

Pierwsza faza planu w dużej mierze się powiodła. Więźniowie wydostali się na zewnątrz, ale, albo zostali zabici na miejscu, albo pojmani podczas ucieczki. Zbiegli nieliczni. W pobliskiej Małkini stacjonowały jednostki Wehrmachtu i SS oraz oddziały przygraniczne, które dość szybko przybyły na miejsce. Co prawda Jan Gozdawa-Gołębiowski opisuje pomoc organizacji niepodległościowych spoza obozu, ale nie była to pomoc skoordynowana z planami spiskowców, a jedynie doraźna potrzeba chwili. Polskie oddziały raczej nie dostały pozwolenia na taką akcję. Samo rozniesienie obozu pewnie nie stanowiło problemu, natomiast problemem było przechowanie uciekinierów i represje dla całej okolicy, które z pewnością miałyby miejsce. Te czynniki przeszkodziły w rozbiciu niejednego obozu. W każdym razie Jan Gozdawa-Gołębiowski pisał tak:


„Po stronie polskiej do opanowania i zniszczenia obozu wytypowany został oddział „Poraj”. Plan akcji opracowany w dniu 5 czerwca 1943 roku na rozkaz komendanta Podokręgu Wschodniego pułkownika „Szeligi” przesłany został do akceptacji do szefa Kedywu obszaru podporucznika Franciszka Humankiewicza „Sztygara”. Czy gen. „Łaszcz” plan ten zatwierdził – nie wiadomo. W każdym razie oddziały dyspozycyjne obszaru na tym terenie, a takim jak wiadomo był oddział „Poraj”, nie zaniechały przygotowań, a nawet je wzmogły. Fakt ten wskazuje na to, iż w dalszym ciągu myśl zniszczenia obozów była aktualna.


Poza oddziałem „Poraj” w akcji miał wziąć udział między innymi pluton dywersji kolejowej z Obwodu Ostrów Mazowiecka porucznika Stanisława Siwka „Śliwy”.


O przygotowaniach do uderzenia informowani byli Żydzi m.in. przy pomocy „Dawnego”. Ostateczny termin wybuchu powstania miał być wspólnie ustalony pod koniec lipca. Niestety, do zaplanowanego spotkania nie doszło.”


Porucznik Władysław Rażmowski „Poraj”:


„Pierwsza fala więźniów, około trzystu ludzi, rzuciła się do lasu, za nią wypadły dalsze, luźne grupy. Poleciłem „Orwidowi” podzielić zbiegłych więźniów na grupy. Powiadomiłem ich, by pilnowali się przewodników i szybko opuścili rejon obozu. „Wichura” otzrymał te same wytyczne. Uciekający biegli wprost przed siebie całymi falami. Mało zwracali uwagi na wołania przewodników. Powstał trudny do opanowania chaos.”


Jan Gozdawa-Gołębiowski:


„Większość uciekinierów żydowskich została złapana w lasach Sadownego; część przeprawiła się łódkami przez Bug na zachód od Wilczogęb.


Wyjaśnienia wymagają jeszcze wydarzenia, jakie nastąpiły w obozie. Jak się później okazało spiskowcy, ulegając naciskowi nie wtajemniczonych w przygotowania więźniów, ustalili termin wybuchu na 2 sierpnia na godz. 17.00. Nie zdołali jednak terminu tego przekazać Polakom.

W tym dniu 2/3 załogi obozu kąpało się w Bugu. Ponadto, dzięki uprzednio dorobionemu do magazynu broni kluczowi, udało się wykraść trochę broni i rozdzielić wśród powstańców. Znęcanie się esesmana nad dwoma robotnikami spowodowało wybuch. Posypały się strzały. Gromady oszalałych ludzi runęły na bramę. Akcja, aczkolwiek z dawna planowana, przerodziła się w szereg bezładnych starć. Poczęły się palić baraki. W rezultacie nie udało się uwolnić zatrudnionych przy trupach, którzy najbardziej domagali się przyspieszenia akcji, nie został również zniszczony właściwy obóz śmierci wraz z komorami gazowymi. Do akcji nie mogli włączyć się też więźniowie Polacy, znajdujący się w pociągu zatrzymanym przez Niemców na wieść o buncie parę kilometrów przed Treblinką.


Szczęśliwym dla Żydów zbiegiem okoliczności data powstania (2 sierpnia godz. 17.00) zbiegła się z terminem planowanej przez Grodzickiego ucieczki (2 sierpnia godz. 12.00). Dzięki temu oddział „Poraj” znajdował się w rejonie obozu. Pozwoliło to uratować życie kilkuset ludziom. Nie to jednak było podstawowym zadaniem przygotowanej akcji. Obu stronom -Polakom i Żydom – chodziło przede wszystkim o uwolnienie wszystkich więźniów i całkowite zniszczenie obu obozów.”


W czasopiśmie „Odrodzenie” w 1944r. opisano jedną z wersji wydarzeń w Treblince. Ponoć zginęło 25 oprawców obozowych i około 800 robotników. „Jedynie jakimś cudownym przypadkiem 200 ludziom udało się wydostać z ginącej Treblinki. Z tej liczby kilkudziesięciu poległo w lesie w potyczce z Niemcami, którzy wyruszyli w pościg z sąsiedniego obozu pracy”.

Źródła:

- „W stronę ciemności”, Gita Sereny

- „Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci”, Michał Wójcik

- „Cieniom Treblinki”, Ryszard Czarkowski

- „Kedyw Białowieży”, Jan Gozdawa-Gołębiowski

- „Najtrudniejszy front”, Zygmunt Zonik

- „Archiwum Ringelbluma”

Czytelnia
Wybierz kluczowe słowo:

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com