Bitwa o Belgrad



W maju 1453 roku Turcy zdobyli stolicę Cesarstwa Bizantyjskiego. Podbity Konstantynopol stał się stolicą Imperium Osmańskiego. W okresie swojej świetności Konstantynopol był największym i najbogatszym miastem europejskiego świata. Wiele budynków miejskich, zwłaszcza liczne kościoły zachwycały swoim pięknem i majestatem. Infrastrukturę podziwiał każdy, kto przekroczył bramy miejskie. Tymczasem druga po Rzymie stolica chrześcijaństwa padła w niespełna dwa miesiące. Cesarz Konstantyn XI Paleolog otrzymał propozycję od oblegającego Konstantynopol sułtana Mehmeda II, polegającą na tym, że cesarz miałby poddać miasto i zostać „marionetkowym” władcą Morei. Cesarz Rzymski odrzucił tę propozycję i zginął w walce. Sułtan konno wjechał do wspaniałej bazyliki Hagia Sofia i wkrótce zamienił ją na meczet. Miasto, w stylu wojennym zostało ograbione, a część ludności wymordowana.


Mehmed II
Mehmed II Zdobywca

Upadek Konstantynopola zaskoczył świat chrześcijański. Zwłaszcza, że sułtan Mehmed II nie bez powodu otrzymał przydomek „Zdobywca”. Już kilka lat wcześniej planował wyprawę na ziemię chrześcijan i kiedy nadszedł odpowiedni moment zgromadził niemałe siły militarne, aby osiągnąć swój cel. To ten sam sułtan stworzył turecką armię regularną i potężne imperium, które w chwili jego śmierci miało powierzchnię przekraczającą 2 210 000 kilometrów kwadratowych. Podbił tereny Serbii, Bośni, Mołdawii, Albanii…


Podbicie Konstantynopola otworzyło Turkom Osmańskim drogę na Bałkany, a tym samym na Belgrad – obecnie stolicę Serbii, a wówczas pod panowaniem węgierskim. Jednak świat chrześcijański nie mógł spokojnie patrzeć na podboje muzułmańskiego władcy. Dość mozolnie, ale ruszyły przygotowania do wojny krzyżowej. Krucjata w świętej sprawie ogłoszona została również w Rzeczpospolitej. Wielogodzinne kazania Jana Kapistrana przyciągały tysiące słuchaczy, a ogromny rynek w Krakowie był zapełniony do maksimum. Tłumaczył je niejaki Stanisław z Kobylina.


Jan Kapistran z zakonu minorytów – obserwantów świętego Bernardyna – zostaje podjęty w Krakowie ku wielkiej radości wszystkich zakonów, głosi tam kazania i pokrzepia chorych. – zapisał Jan Długosz.


Niestety Polski król nie mógł pozytywnie odnieść się do antytureckiej krucjaty, ponieważ Polska zmagała się w tym czasie z Krzyżakami.


Tymczasem do bitwy przygotowywali się Węgrzy. Twierdza Belgrad musiała wytrwać do czasu, kiedy nadciągną posiłki. Obroną miasta nad Dunajem dowodził Michał Szilagyi, a do dyspozycji miał około siedmiotysięczną załogę, w której składzie znalazło się wielu łuczników i kuszników. Przeciwko nim ruszyła ok. 150-tysięczna armia muzułmanów, której atrybutem była duża ilość dział (około 300), w tym kilkadziesiąt, których naprawdę trzeba się było obawiać.


Ze wsparciem dla obrońców wybierał się Jan Hunyadi, szwagier Szilagyi’ego, a prywatnie magnat o ogromnych wpływach. Kaznodzieje, którzy z polecenia Papieża Kaliksta III nawoływali gdzie tylko mogli do wyprawy krzyżowej nie poprzestawali jedynie na słowach – nie wszyscy. W tworzenie osobnej armii, złożonej z pospólstwa zaangażował się Jan Kapistran – franciszkanin. Jego osobliwa armia składała się z Polaków, Węgrów, Czechów… Łączyła ich jedna, chrześcijańska wiara i imię „Jezus”, które często wymawiał ich duchowy przywódca. Może i nie byli doświadczonymi żołnierzami i nie mieli wystarczającego wyszkolenia i uzbrojenia, ale morale jakie im towarzyszyło było do pozazdroszczenia.


Również obrońcom Belgradu sułtan wspaniałomyślnie zaproponował kapitulację. Ci jednak nie skorzystali z jej warunków i patrząc na turecką potęgę modlili się o szybkie nadejście posiłków. Zwłaszcza, że niemała, bo złożona z 200. statków flota muzułmańska zablokowała pobliskie rzeki i uniemożliwiła dostawy żywności do oblężonego miasta.


Jan Hunyadi
Jan Hunyadi podczas walki

Jan Hunyadi zgromadził zaledwie 25 tysięcy żołnierzy, w większości piechurów, co nie napawało optymizmem. Mimo to wyruszył ze wsparciem do oblężonego Belgradu. Towarzyszyła mu armia Jana z Capestrano, który jeszcze niedawno robił co mógł na wrocławskim rynku, aby zwerbować jak najwięcej plebejuszy. Węgierski dowódca mógł więc liczyć na wsparcie kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Może i marna to pociecha, biorąc pod uwagę ich wartość w boju, ale jednak. Dodatkową motywacją dla najpotężniejszego człowieka w Królestwie Węgierskim był fakt, że bronić Belgradu miał m. in. jego pierworodny syn Władysław.


Krzyżowcy dotarli do miejscowości po dwóch tygodniach drogi. Mogli też liczyć na flotyllę statków, które choć nie tak liczne jak przeciwnika, to stanowiły pewną przeciwwagę dla statków wroga spod zielonego sztandaru. Zadziwiająca była bitwa rzeczna z 14 lipca 1456 r. Po pierwsze przeszła do historii jako jedna z największych bitew tego typu. Po drugie, ku zaskoczeniu wszystkich flota chrześcijan odniosła w niej sukces. Przybyła odsiecz mogła dzięki temu dołączyć do załogi obleganego miasta, a dostawy żywności znowu były w zasięgu obrońców. Potęgi oblegającej armii nie należało jednak lekceważyć, zwłaszcza, że tureckie działa odezwały się z całą mocą i dokonywały kolejnych zniszczeń w murach obronnych twierdzy.


Zewnętrzna fortyfikacja miasta była w ruinie, kiedy nastąpił spodziewany szturm. Muzułmański kronikarz porównał nacierających żołnierzy do „pszczół rzucających się do swego ula”. Owe „pszczoły” bez problemu sforsowały obrócone w gruz mury miejskie i znalazły się przed głównymi murami miasta. Tutaj czekało ich gorące powitanie. Otóż obrońcy przygotowali pułapkę i kiedy janczarzy sułtana wtargnęli w przestrzeń między jedną częścią miasta a drugą, w ich kierunku wyleciał rój, ale nie pszczół, tylko płonących strzał, które zapalały przygotowany wcześniej łatwopalny grunt. Część atakujących spłonęła żywcem, ale zasoby ludzkie sułtana były duże. Ruszył kolejny szturm.


Żołnierze wspomagani plebejuszami pobożnego kapucyna dzielnie odpierali próbę zdobycia miasta. Walka przeciągnęła się aż do świtu. W krytycznym momencie zwolennicy Mahometa wdarli się nawet na mury miasta i jeden z nich próbował zawiesić zielony sztandar na wierzy obronnej. Tutaj odwagą popisał się jeden z obrońców - Titus Dugović. Nie mając odpowiedniej broni Dugović rzucił się na napastnika i razem z nim spadł z wierzy. Zielony sztandar sułtana poszybował w dół wraz z napastnikiem i obrońcą. Był to wymowny znak dla obu walczących stron. Jednym podbudował morale, a innym podkopał. Turcy wycofali się na swoje stanowiska, ale sytuacja obrońców była bardzo zła. Wiedzieli, że wróg ponowi natarcie, a tym czasem w mieście z powodu niedożywienia i wszędobylskiej śmierci zaczęła szerzyć się nieodłączna towarzyszka wojen, zaraza. Coraz więcej obrońców chorowało na tyfus. Dowódca obrony, biorąc pod uwagę swoje szanse, brał pod uwagę również wycofanie się i oddanie Belgradu. Inaczej myśleli prości ludzie, którzy na strategii się nie znali…


Dla chłopów widok uciekających Turków był jasnym sygnałem, że skoro uciekają, to… trzeba ich gonić! Zagrzewani do walki przez Jana Kapistrana, jak pomyśleli, tak też zrobili. Wraz z nimi ruszył, z krzyżem w ręku ich duchowy ojciec Jan. Ruszyło też i rycerstwo, które upatrywało już chwili wytchnienia, gdy padła komenda „do ataku!”.


Zaskoczenie Turków było tak ogromne, że wybuchła wśród nich panika. Samo wezwanie przez atakujących imienia „Jezus” miało potęgować siłę natarcia. Imię Boga stało się hasłem do boju i była to niewątpliwie zasługa ojca Jana. Używał Go bowiem tak często, że w przeszłości musiał się z tego tłumaczyć przed komisją papieską, czy aby nie nadużywa świętego imienia. To samo wpoił ludziom, za których był odpowiedzialny, i których wzywał do walki z wdzierającym się w chrześcijańskie ziemie islamem. Jan Długosz w „Dziejach Polskich” zapisał:


Św. Jan Kapistran
Św. Jan Kapistran

Taki przestrach i taka groza na wymówione to święte imię Turków ogarniała, że jakby gromem rażeni, porzucając walkę i opuszczając ręce, sami bez żadnego oporu gardła pod miecz poddawali.


Paniczny odwrót armii sułtana spotęgował fakt, że Mehmed II Zdobywca został ranny w trakcie walki. Zdołał jednak ujść spod miecza, pozostawiając za sobą namioty, sztandary i trupy swoich żołnierzy. Zwycięstwo było zaskakujące. Mieszkańcy Belgradu i jego obrońcy mogli odetchnąć z ulgą. Starcie się dwóch cywilizacji z lipca 1456 roku okupione zostało ogromną liczbą zabitych Turków. Poległo ich aż 50 tysięcy, a kolejnych 25 tysięcy uciekających zabili chłopi.


Oczywiście straty, choć nie tak duże były również w szeregach obrońców. Największą jednak była śmierć Jana Hunyadi’ego, który niebawem zmarł na tyfus. Z tego powodu, choć zwycięstwo odepchnęło potęgę Turecką, to nie zostało w pełni wykorzystane. Sułtan Mehmed II Zdobywca szybko odbudowywał swoją potęgę militarną, aby uderzyć ponownie. Turcy w dalszym ciągu podbijali kolejne ziemie. W roku 1461 padło cesarstwo Trapezuntu na terenie Azji Mniejszej. Trzy lata później sułtan opanował Karamanię, którą odbiły wojska Uzun Hassana w 1472 r. Turecki zdobywca zniszczył wojsko Hassana w roku 1473 pod Terdżanem i uderzył na Rumunię i Węgry. W pewnym stopniu w konflikt zaangażowała się wtedy także Polska. Kolejnym łupem żołdaków sułtana miała być Italia i zakon joannitów na Rodos. Jednakże nie docenił obrońców i musiał odstąpić. Planował jednak kolejną potężną wyprawę, która potwierdziłaby jego status „Zdobywcy”. Sułtan Mehmed II Zdobywca zmarł w roku 1481 i nie doczekał się większych niż dotychczasowe sukcesów.


Jan Kapistran zmarł w opinii świętości 23. X 1456 roku i został pochowany w klasztorze franciszkańskim w Ujlak na Węgrzech (obecnie terytorium Chorwacji).


Elżbieta Szilagyi, wdowa po Janie Hunyadim napisała list do papieża z prośbą o rozpatrzenie możliwości przeprowadzenia procesu kanonizacyjnego bohaterów spod Belgradu - jej męża oraz Jana z Capestrano. Jan Kapistran został beatyfikowany, a w roku 1724 papież Benedykt XIII ogłosił go świętym.


Papież Kalikst III, dla upamiętnienia wspaniałego zwycięstwa ustanowił święto Przemienienia Pańskiego obchodzone 6. sierpnia. Pamiątką po tych wydarzeniach jest także bicie dzwonów w samo południe. Dzwony w całej chrześcijańskiej Europie rozszalały się na wieść o zwycięstwie pod Belgradem i tak już zostało po dziś dzień.


W lipcu Węgrzy wspominają wiktorię belgradzką jako jedno z największych zwycięstw w ich historii. Nie zapominają także o bohaterach sprzed setek lat. W pobliżu Baszty Rybackiej przy ul. Jana Hunyadi’ego znajduje się jego pomnik. Swój pomnik ma także Jan Kapistran.


 


Źródła:

- „Saeculum Christianum”, nr 23 (131-144) – Barbara Kowalska

- „Pokój, dobro, wojna”, O. Wawrzyniec M. Waszkiewicz i O. Ambrogio M. Canavesi.

- „Dziejów polskich ksiąg dwanaście”, Jan Długosz

- www.capestrano.com