„Jedwabne. Niemieckie zbrodnie na Polakach”

„Jedwabne. Niemieckie zbrodnie na Polakach” – książka

Marcina Sochonia i Dariusza Szymanowskiego


Jedwabne – nazwa niewielkiej miejscowości, która znana jest na całym świecie. Nazwa, która zmusza do nadstawienia uszu. Czy aby nikt tam nie próbuje zburzyć oficjalnej narracji wokół dokonanej tam zbrodni. Zbrodnia to jedna z wielu; ani największa, ani najstraszniejsza ze zbrodni popełnionych podczas ostatniej wojny światowej. Jednak słowo „Jedwabne” traktowane jest jako synonim zbrodni popełnionej na „sąsiadach”. Każde słowo sprzeciwu, chociażby tylko polemiczne jest z góry osądzone, jako przejaw ohydnego antysemityzmu. Na brak badań, poszukiwań i dyskusji nie powinno być naszej zgody!


Do szczególnej opieki nad prawdą historyczną i opieką nad dobrym imieniem naszego kraju powołanych jest cały szereg instytucji państwowych. Urzędnicy utrzymywani za nasze pieniądze, powołani do działania w naszym, szeroko pojętym interesie powinni działać w myśl interesu narodowego. Tak niestety nie jest. Państwo działa sprawnie w sprawach małych, ale do zasadniczych działań podchodzi z białą szmatą zatkniętą na patyku.


Jedną z takich spraw, jest historia spalenia Żydów w Jedwabnem. Wystarczy, że zacznie się „grzebać” wokół Jedwabnego, a już się jest na celowniku. Nie, nie tylko środowisk żydowskich, którym zależy na tym, aby zbrodnią byli obciążeni Polacy. Dociekliwi znajdują się na celowniku instytucji i urzędników rodzimych. Takich przykładów mamy mnóstwo. Tutaj jest to praca stowarzyszenia „Wizna 1939”.


Mało kto wie, że sam tytuł książki wydanej przez stowarzyszenie jest, jak to się mówi „kontrowersyjny”. Jak wynika z różnych spraw sądowych określanie zbrodniarzy niemieckich względem narodowościowym jest niedopuszczalne. Znajdujemy orzeczenia prokuratorów, czy sędziów, że nie można stwierdzić, że tej, czy innej zbrodni dopuścili się Niemcy. Należy więc używać słowa „naziści”, czyli narodowi socjaliści. W ten cudowny sposób, przy udziale polskojęzycznych urzędników odium sprawstwa zostaje zdjęte z Niemców i przerzucone na frazes – na nazistów. Czyli na kogo?


Tak więc sam tytuł jest bezkompromisowy. I bardzo dobrze! Jednak bezkompromisowość stowarzyszenia „Wizna 1939” ma swoje konsekwencje. Odnośnie badań w lesie koło Przestrzela niedaleko Jedwabnego także nie obyło się bez problemów. Oddaję głos członkom stowarzyszenia:


Przy wyjaśnianiu tej zbrodni niemal na każdym kroku spotkaliśmy się z wyrazami poparcia, a nawet wdzięczności, często od zwykłych ludzi – takich jak my. Ale spotykały nas też przeciwności; byli tacy, którym nasza praca się nie spodobała, dla których nasze działania okazały się niewygodne. Takim urzędnikiem była Małgorzata Dajnowicz – Podlaski Wojewódzki Konserwator Zabytków (PWKZ), która z nieznanych nam powodów złożyła doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa i wykroczenia przez członków Stowarzyszenia „Wizna 1939”, w związku z ekshumacją polskich rodzin w lesie przestrzelskim 12 czerwca 2021 roku.


W zakresie oskarżenia Prokuratura Rejonowa w Łomży odmówiła wszczęcia dochodzenia, a Sąd Okręgowy w Łomży decyzję prokuratury utrzymał w mocy, także uznając, że działania Stowarzyszenia „Wizna 1939” były zgodne z prawem.


Z kolei, na skutek zawiadomienia Małgorzaty Dajnowicz o popełnieniu wykroczenia, w oparciu o zeznania Małgorzaty Kierzkowskiej – zastępcy PWKZ, łomżyńska policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie prezesa Stowarzyszenia „Wizna 1939” Dariusza Szymanowskiego. Sąd rejonowy w Łomży wyrokiem z dnia 3 marca 2022 r. sygn. II W 1373/21, uniewinnił prezesa od postawionego zarzutu, także uznając, że działania Stowarzyszenia były zgodne z prawem.


Ostatecznie okazało się, że wszystkie oskarżenia PWKZ wobec członków Stowarzyszenia „Wizna 1939” o jakiekolwiek przestępstwa lub wykroczenia (także w innych sprawach) były bezpodstawne i nie znalazły swojego potwierdzenia w rzeczywistości.



Dlaczego urzędnicy państwowi nękają (bo tak to trzeba nazwać) społeczników, którzy poświęcają swój czas i pieniądze na pracę na rzecz nas wszystkich? Odpowiedź zdaje się być dość prosta, a kluczem do odpowiedzi jest jedno słowo: „Jedwabne”.


Otóż każda zbrodnia dokonana przez „rycerski Wehrmacht” w Jedwabnem i okolicy świadczy o tym, że Niemcy nie tylko tam jedli i pili, ale także mordowali. Nie tylko Żydów, ale także Polaków. Ta prawda burzy oficjalną narrację, jakoby Polacy współpracując z Niemcami („nazistami”) mordowali Żydów, a przy tym byli w głębokiej komitywie z okupantami.


Badania podjęte w lesie przestrzelskim trwają. Stowarzyszenie nie poddaje się presji i konsekwentnie szuka kolejnych ofiar, których ciała zakopano na terenie tegoż lasu.


Historia opisana w prezentowanej publikacji to historia smutna, ale też napawająca optymizmem. Warto szukać i oddawać rodzinom prochy ich przodków. Warto wygrzebywać kości bohaterów z lasów i wysypisk śmieci, aby godnie je pogrzebać na poświęconej ziemi, gdzie można zapalić symboliczny znicz.



Ekshumacja, do której doprowadzili członkowie Stowarzyszenia „Wizna 1939” pozwoliła na uroczysty pochówek dwóch małżeństw, które spoczywały w leśnym dole przez ponad 77 lat. Bohaterowie tej opowieści, nieśli pomoc nie tylko polskim organizacjom niepodległościowym, ale także Żydom uciekającym przed niemieckim bestialstwem. Bestialstwem, za które winą chce się obarczyć… Polaków.


Prezes Stowarzyszenia „Wizna 1939” Dariusz Szymanowski w swoim wystąpieniu podczas uroczystości pogrzebowych mówił:


(…) Dziś ważny dzień, żegnamy Bohaterów. Wielkich Polaków, którzy jako ludność cywilna przysłużyli się Ojczyźnie, a poprzez swoją śmierć ocalili od śmierci innych żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, a być może uchronili wieś od spalenia i wymordowania jej mieszkańców.

Władysława i Franciszek Mościccy, Anna i Józef Bronakowscy…

Nie ugięli się przed najcięższymi katuszami i torturami, znieśli męczarnie, poświęcili życie – a jednak nie zdradzili! Ludzie silni w wierze, gotowi do poświęceń, niosący pomoc innym, niezłomni jak stal – tacy byli wasi sąsiedzi! I taka jest prawda o mieszkańcach Jedwabnego! Taka jest prawda o Jedwabnem!

Niemieccy zbrodniarze, żandarmi z posterunku w Jedwabnem i Stawiskach, torturowali Polaków w okrutny sposób! Józef Bronakowski miał połamaną rękę, w dwóch miejscach – najpewniej zasłaniał się nią, gdy był okładany kolbą od karabinu lub innym narzędziem. Franciszek Mościcki miał strzaskane żebra. Anna Bronakowska – ślady po pękniętych obojczykach – to pozostałości jeszcze z domu w Borawskich, skąd uciekła z dziećmi do rodziny do Jedwabnego.

Po kilku dniach krwawych przesłuchań na posterunku żandarmerii w Jedwabnem, całą czwórkę poprowadzono do lasu koło Przestrzela. Szli kilometr drogi, w bólu i cierpieniu; wiedzieli, że idą na rozstrzelanie. Tam nad wykopanym wcześniej dołem oprawcy rozstrzelali swoje ofiary. Najpierw serią z broni automatycznej, a potem każdego z osobna dobijali z pistoletu.

Nie wyprą się tego!

Tam w dole, podczas ekshumacji, zostały odnalezione dowody zbrodni: łuski i pociski od broni automatycznej i pistoletu; dowody zbrodni niemieckiej! (…)



Zachęcam do zapoznania się z publikacją Stowarzyszenia „Wizna 1939” oraz finansowego wsparcia organizacji. Szczegóły można uzyskać pod adresem E-mailowym: stowarzyszeniewizna1939@gmail.com


15 października 2022 r. Stowarzyszenie „Wizna 1939”, współpracując z żołnierzami Obrony Terytorialnej i Laboratorium Kryminalistycznym Żandarmerii Wojskowej odkryło kolejne miejsce zbrodni w lesie przestrzelskim. Tym razem ofiar jest jedenaście.