Ludobójstwo w Namibii

August 16, 2018

 

 

         „Słowianie powinni pracować dla nas. Jeżeli nie są nam potrzebni, mogą umrzeć. Dlatego szczepienia i w ogóle wszelka pomoc lekarska dla nich są zbędne. Rozmnażanie się Słowian jest niepożądane, a kształcenie ich niebezpieczne.”

 

Takie zdanie, na temat ludów słowiańskich miał Martin Bormann, jeden z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera.

Sam Hitler uważał, że ludy słowiańskie nie są godne do noszenia niemieckiego munduru, a tym bardziej broni. Kiedy w 1941r. zaatakował Związek Sowiecki, wygraną miał praktycznie „w kieszeni”. Człowiek sowiecki niczego nie pragnął bardziej, niż obalić znienawidzony reżym komunistyczny. Dlatego żołnierze niemieccy wjechali na tereny sowieckie, jak przysłowiowy nóż w masło. To był istny pogrom. Sowieci porzucali broń i uzbrojenie i masowo przechodzili na stronę niemiecką. Żołnierze Wehrmachtu witani byli jak wyzwoliciele, chlebem i solą. Niestety, dla Hitlera i jego sfory aryjskich psów byli tylko słowiańskimi podludźmi. Hitler zaprzepaścił szansę wykorzystania tych ludzi do walki z bezwzględną dyktaturą Stalina. Tuż za pierwszymi formacjami Wehrmachtu, wkraczały formacje, które terroryzowały miejscową ludność. Skutek takich poczynań, był łatwy do przewidzenia; zamiast ochoczo iść w szeregi niemieckie, Sowieci zaczęli organizować się w partyzantki, dla własnej obrony.

Cóż począć? - dla Hitlera, podbite ziemie Związku Sowieckiego miały być „przestrzenią życiową” dla Niemców, a ludzie je zamieszkujący, mieli być niewolnikami na styl afrykański. Z tym, że jak mawiał Führer: „naszym Missisipi będzie Wołga, a nie Niger”. Zapowiedział (i tego się trzymał), „że będzie traktował Słowian jak ludy kolonialne.”

         W Afryce, Niemcy mieli dość dużą praktykę w obchodzeniu się z podbitymi ludami. Pierwsze obozy koncentracyjne wybudowali tam, już w roku 1904. Dzisiaj jest tam kraj południowo – zachodnioafrykański o nazwie Namibia. Kiedyś obszar ten nazywano Afryką Południowo – Zachodnią. W XVw. kraj penetrowali Portugalczycy, a później Holendrzy. Potem dołączyli też Brytyjczycy. Duży napływ ludów plemiennych spowodował konflikty zbrojne, do których wtrącali się też Brytyjczycy i Niemcy, rywalizując między sobą o panowanie nad tym terenem. Rezultatem było utworzenie Niemieckiej Afryki Południowo – Zachodniej.

 

Od 1882 roku, na tereny dzisiejszej Namibii zaczęli przybywać osadnicy niemieccy. Niestety, nie byli mili dla tubylców. Na skutek złego traktowania, miejscowe plemiona zaczęły się buntować i wywołały szereg powstań. Wszystkie były stłumione z niezwykłą bezwzględnością. Po odkryciu złóż diamentów, napływ osadników jeszcze się nasilił. Zaczęło brakować dla nich ziemi, a miejscowe plemiona nie były chętne jej oddać. Do tego ich ziemia, była potrzebna pod budowę linii kolejowej. Wojna była nieunikniona. Dominujące tu ludy plemienne Herero i Nama, podjęły walkę, którą ostatecznie przegrały po bitwie pod Waterbergiem 11 sierpnia 1904r.

Większość tubylców wypędzono na pustynię, z której nie było powrotu. 80% populacji Herero i 50% Nama, w sumie około 75 tysięcy ludzi, straciło życie z rąk okupanta niemieckiego. W obozach zamordowano ok. 20 tysięcy kobiet i dzieci.

Afrykańskie ludy przez lata kształtowane przez misjonarzy, zachowywały się przy tym bardziej rycersko, niż cywilizowani ponoć Europejczycy.

 

         Los Afrykańczyków w zorganizowanych przez Niemców obozach koncentracyjnych był taki, jaki wiele lat później zgotował Hitler i jego poplecznicy na ziemiach odbitych z rąk bolszewików: bez lekarstw, jedzenia, opieki zdrowotnej, ubrań… Średnia życia w tych obozach nie przekraczała kilku miesięcy.

 

Casper W. Erichsen:

 

„Shark Island to niewielka skała położona w pobliżu portowego miasteczka Lüderitz. Z lądem łączył ją wtedy niewielki mostek. Straszne miejsce. Bez drzew, bez żadnego schronienia. Zimą z powodu lodowatych prądów oceanicznych, wiatrów i rozbijających się o wyspę fal jest tam niezwykle zimno. Niemcy umieścili na niej kilka tysięcy tubylców. Mężczyzn, kobiet, dzieci. Wykorzystywali ich do budowy nabrzeża. Więźniowie cały dzień brodzili w lodowatej wodzie. Nadzorcy byli przy tym wyjątkowo brutalni. Niekiedy więźniowie woleli sobie rozerwać gardło gołymi rękami, niż trafić na Shark Island. (…)

Niemal wszyscy więźniowie zginęli. Warunki były ludobójcze, eksterminacyjne. Wyjątkowo drastyczne jest to, że ciała zmarłych i zamordowanych wrzucano prosto do morza. I często dryfowały one wzdłuż wspaniałego, rozświetlonego nabrzeża Lüderitz, na którym w licznych piwiarniach i ekskluzywnych restauracjach bawili się Niemcy. Więźniowie na Shark Island słyszeli dochodzące stamtąd muzykę i kobiecy śmiech…”

 

        Pomoc medyczna ze strony Niemców też nie była zbytnio wyczekiwana. O ile strażnicy zgodzili się czasami na pomoc niesioną przez misjonarzy, którzy faktycznie jej udzielali, to po przybyciu lekarzy wojskowych, medycyna poszła w kierunku tego, co znamy m.in. z obozów koncentracyjnych, które Niemcy utworzyli na terenie podbitej Polski po ‘39r. Więźniowie obozów posłużyli, jako obiekty eksperymentów medycznych. Spreparowane ciała (albo ich fragmenty) wysyłano do niemieckich uniwersytetów medycznych. Co wysyłano? Casper W. Erichsen odpowiada:

 

„Wszystko: mózgi, wątroby, dłonie, uszy, osocza, narządy rodne, penisy. Wszystko wycięte i zapeklowane w słojach. Przede wszystkim wysyłano jednak czaszki. W obozie Swakopmund zmuszono więźniarki do gotowania obciętych głów, a następnie oskrobywania ich z resztek mięsa kawałkami szkła. Te głowy często należały do najbliższych krewnych tych kobiet. Czaszki trafiały do instytutów naukowych, ale również do prywatnych kolekcjonerów. Do dzisiaj w zbiorach w Niemczech można znaleźć wiele czaszek i zasuszonych głów Herero i Nama.”

 

         Josef Mengele, zwany „Aniołem śmierci”; owiany ponurą, złą sławą lekarz SS w KL Auschwitz, też nie był samorodkiem. Jego nauczycielem był Theodor Mollison, który praktykował właśnie w Afryce. Już wówczas, w Afryce wprowadzano eksperymenty medyczne na szeroką skalę i pracowano nad teoriami wyższości jednej rasy nad drugą.

Profesor Eugen Fischer, Fritz Lenz i Erwin Bauer prowadzili m.in. badania nad cechami umysłu i fizjonomią ciała u dzieci, zrodzonych w wyniku gwałtów białych kolonizatorów na czarnych kobietach. Wśród doktorów był również niejaki dr Bofinger, zadaniem Bofingera „była selekcja. Przyglądał się więźniom i wybierał tych, którzy charakteryzowali się ciekawymi w jego ocenie cechami antropologicznymi. Takie osoby były zabijane, ich głowy odcinano i konserwowano w formalinie, następnie jako eksponaty badawcze wysyłano do Berlina. Obaj doktorzy wysłali około 780 murzyńskich głów. Każda z nich była dokładnie pomierzona, opisana i skatalogowana.”

 

       Hitler stronił od podpisywania pewnych dokumentów, podobnie jak Stalin, więc wiele dokumentów dotyczących ludobójstwa nie istnieje i nigdy nie istniało. Dokument, to obciążenie, a jego brak, to jakiś dowód uniewinniający. Do tej pory pojawiają się absurdalne głosy, jakoby Hitler nie wiedział o tym, co się dzieje w obozach koncentracyjnych...

Z Afryki natomiast, zachował się pierwszy rozkaz eksterminacyjny, który został udokumentowany na papierze. Wydał go, dumny zwycięzca spod Waterbergu generał Adrian Dietrich Lothar von Trotha. Ludobójstwo na jego rozkaz, poszło zgodnie z planem. Przedstawiciel „rasy panów”, generał von Trotha mógł chełpić się swoim, pełnym sukcesem:

 

„Każdy Nama, który zostanie dostrzeżony na niemieckim terytorium i natychmiast się nie podda, zostanie zastrzelony. Reguła ta obowiązuje wszystkich, aż do ich całkowitej eksterminacji. Ci, którzy na początku rebelii dopuścili się osobiście morderstw na białych lub kazali innym ich mordować, podlegają zgodnie z prawem karze śmierci. Co do tych, którzy się nie poddadzą i będą stawiać opór, postępować się będzie tak samo jak w przypadku Herrero, którym w ich zaślepieniu zdawało się, iż mogą ważyć się na wojnę z potężnym niemieckim cesarzem i wielkim narodem Niemiec? Gdzież są dziś ci Herero, kto mi odpowie?”

 

To prawda, odważnych i dumnych Herero, praktycznie już nie było…

 

Po powrocie do Niemiec, gen von Trotha otrzymał od cesarza Wilhelma II pochwałę oraz order Poul le Merite. Co ciekawe, order wywodzi się z ustanowionego w 1687 przez kurfürsta Brandenburgii i księcia Prus Książęcych Fryderyka III (I) odznaczenia... Orderu Szlachetności.

 

       Pozostałych przy życiu, wykorzystywanych do niewolniczej pracy Namibijczyków uwolniły dopiero wojska Związku Południowej Afryki (ZPA), pod dowództwem Brytyjczyków. Miało to miejsce w roku 1914, podczas Wielkiej Wojny. Natomiast Namibia wybiła się na niepodległość dopiero w roku 1990, po wieloletniej wojnie z Republiką Południowej Afryki (RPA). Dominującą rolę w Namibii przejęli Ovambowie i nie byli zainteresowani sprawami zdziesiątkowanych plemion Herero i Nama. Zwłaszcza, że Niemcy, co zrozumiałe nie chcieli rozgłosu w sprawie swoich ludobójczych zapędów i opłacali się Namibii inwestując w handel i gospodarkę.

Prof. Jürgen Zimmerer:

 

„Namibia dostała się pod opiekę mandatową Ligi Narodów i była zarządzana przez Związek Południowej Afryki. Do 1990 roku panował tam apartheid. Dekolonizacja nastąpiła więc bardzo późno. Poza tym mamy tam sytuację, w której wczesny ruch wyzwoleńczy SWAPO, który pomógł wywalczyć niepodległość, jest przy władzy. Środowisko SWAPO uchodzi jednak za zdominowane przez lud Ovambo, przez co wielu Herero i Nama czuje się marginalizowanych. Nie czują, że są w tej sprawie reprezentowani przez własny rząd. Jest to też powodem, dlaczego Herero i Nama skarżą Niemcy w Nowym Jorku. W skardze chodzi z jednej strony o zadośćuczynienie, ale także o możliwość udziału w negocjacjach.”

 

        Zepchnięci na margines potomkowie Herero i Nama, postanowili dochodzić sprawiedliwości przed nowojorskim sądem. Tymczasem nad pozwem do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, pracuje zespół namibijskich i brytyjskich prawników. Namibia domaga się od Niemców rekompensaty, w kwocie 30 mld euro. Póki co, strona niemiecka uznała, że „wojna ludobójcza w Namibii w latach 1904 – 1908 była wojną zbrodniczą i ludobójstwem.”

 

        Rozwojowi wypadków przyglądają się też inne państwa, które mają swój brud za paznokciami: Belgia i Francja. A także Kongo i Algieria, które chętnie przygarnęłyby rekompensatę od tych krajów.

 

        Do dzisiaj żyją w Namibii potomkowie niemieckich kolonizatorów, jak i dzieci przez nich spłodzone. Jeszcze w latach 90-tych żywy był tam kult narodowego socjalizmu, rodem z najczarniejszego snu Hitlera.

 

       Paradoksem jest fakt, że dzisiaj to właśnie kraje, które zniszczyły Afrykę i dopuściły się tam nieprawdopodobnych aktów ludobójstwa, pouczają nas w kwestii imigrantów. Oczywiście nie wspominają nawet o pomocy, jaką Polska świadczy tam, na miejscu, w Afryce. Tam gdzie ona jest najbardziej potrzebna.

A można było zachować się jak… Polacy: http://www.portalwrona.com/single-post/2016/07/08/Zamorskie-kolonie-Rzeczpospolitej

 

 

Źródła:

- „Historia zbrodni i okrucieństwa” – Simon S. Montefiore

- „Niemcy” – Piotr Zychowicz

- „Witamy w Białej Afryce” – Wojciech Rogala

- „Zeszyty naukowe WWSE” – nr. 51/2012r.

 - „Historia. Do Rzeczy” – IV/2013r.

- www.polskieradio.pl

- www.niezlomni.com

- www.malydziennik.pl

- www.wiadomości.onet.pl

- www.rp.pl

 

Please reload

© 2015 by "This Just In". Proudly created with Wix.com