Przeprawa

8. IX 1939 roku 3. Armia Niemiecka, którą dowodził gen. Georg von Küchler otrzymała rozkaz przeprawienia się przez Bug na wysokości Wyszków – Małkinia i po sforsowaniu rzeki uderzenia na zgrupowania polskie w rejonie Mińska Mazowieckiego. W skład 3. Armii wchodził I Korpus Armijny (I KA), XXI KA, Korpus gen. Alberta Wodriga, 217 Dywizja Piechoty (217 DP) oraz Grupa Operacyjna „Brand”. W szeregach tego ostatniego ugrupowania znalazły się dwie dywizje pancerne i 20. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej (20. DPZmot.) – jednostki odpowiedzialnej za rozbicie 18. Dywizji Piechoty pod Andrzejewem.
Stosowne rozkazy otrzymał także generał Heinz Guderian, dowódca XIX KA z 4. Armii feldmarszałka Günthera von Kluge. Jego podkomendni mieli przeprawić się przez Bug w rejonie Siedlec. Na drodze marszu była jeszcze jedna przeszkoda – Narew i, niestety nieliczne polskie oddziały, które miały za zadanie opóźnić atak nieprzyjaciela.

Gen. Guderian objął dowodzenie nad zbliżającymi się do Narwi jednostkami pancernymi z 10. Dywizji Pancernej (10. DPanc.) i 20. DPZmot. przydzielonymi mu ze składu 3. Armii. Wkrótce znalazł się w sztabie 10. DPanc. w Wiźnie.
Gen. Heinz Guderian:
O godzinie 8 rano przybyłem do Wizny, gdzie zastałem sztab 10 dywizji pancernej, której dowództwo, wskutek nieszczęśliwego wypadku dowódcy dywizji generała Schaala, przejął generał Stumpff. Poinformował mnie on, że jego piechota, po sforsowaniu rzeki, zameldowała mu, iż zdobyła broniące tego odcinka betonowe schrony bojowe Polaków i toczy nadal pomyślne walki.

Obrona konkretnego odcinka frontu polega nie tylko na sile bojowej obrońców, ale także na umiejętnym wykorzystaniu warunków terenowych. Poszczególne schrony obronne nad Narwią były tak pomyślane, żeby jeden mógł bronić drugiego i jednocześnie skutecznie razić przeciwnika na przedpolu. Decydującą rolę na tym odcinku pełniła rzeka, która stanowiła naturalną przeszkodę dla sił niemieckich. Bez tego czynnika schrony byłyby mało znaczącym problemem dla nacierających.

Aby wzmocnić rejon Wizny, przed wojną zdecydowano o budowie nad brzegiem Narwi kilku schronów bojowych. Powstało sześć dużych, osiem małych i dwa niewielkie schrony. Niestety nie wszystkie były ukończone, co w oczywisty sposób osłabiło potencjał obronny tego odcinka. Usytuowano je nie tylko na terenie Wizny, ale też w Kołodziejach, Giełczynie, Kurpikach, Perkusach i Maliszewie. Odcinka „Wizna” bronili żołnierze z 18. kompanii 135. Pułku Piechoty Rezerwowego, którym obsadzona została Twierdza Osowiec oraz 136. Kompania Saperów kapitana Tadeusza Jurowskiego. Trzon obrony stanowiły obsługi karabinów maszynowych z 3. Kompanii CKM Batalionu Fortecznego „Osowiec”, którymi dowodził, jako i całym odcinkiem kpt. Władysław Raginis. Wsparcie artyleryjskie zapewniała Bateria Artylerii Pozycyjnej z zambrowskiego 71. Pułku Piechoty, wyposażona w armaty 76 mm oraz jeden pluton artyleryjski piechoty. Artylerią dowodził porucznik Stanisław Brykalski. Również z 71. Pułku Piechoty był pluton pionierów pod dowództwem ppor. Witolda Bieleckiego. Zwiad zapewniali jeźdźcy konni przydzieleni z 33. Dywizji Piechoty Rezerwowej Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”.

Najwygodniej jest przejechać przez most, ale tego typu udogodnienia zostały skutecznie usunięte przez polskich obrońców. W koryta rzek zapadły się mosty w Łomży, Nowogrodzie i Wiźnie. Z wysadzeniem mostów związanych jest wiele relacji świadków, którzy nie zawsze są wiarygodni. Raz, że opowiadają o tym co niekoniecznie dobrze zapamiętali, a dwa, że wplatają w swoje opowieści rzeczy zasłyszane. Z biegiem lat każda historia zostaje w jakimś stopniu zniekształcona. Tak też jest w tym przypadku. Niektórzy świadkowie twierdzą, że wraz z mostem w Wiźnie spadł też niemiecki czołg, który nań wjechał. Nie jest to zgodne z materiałem zdjęciowym, w który obfituje Odcinek „Wizna”. Na fotografiach wykonanych przez żołnierzy niemieckich widać, że wjazd na most był uniemożliwiony poprzez drewniane zapory przeciwczołgowe. One pozostały nienaruszone aż do chwili wysadzenia konstrukcji.

Potęga zgrupowania niemieckiego obliczona jest na około 42 tysiące żołnierzy wyposażonych w setki czołgów, dział i armat. Na przeprawę liczyła 10. Dywizja Pancerna gen. Ferdinanda Schaala, 3. Dywizja Pancerna gen. Leo Schweppenburga, 20. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej gen. Mauritza Wiktoryna oraz Brygada Forteczna „Lőtzen” dowodzona przez gen. Otto Offenbächera.
Oczywiście niemożliwością było, aby te wszystkie jednostki rozwinęły się do natarcia i podjęły walkę z polskimi obrońcami tego jednego odcinka. Bezpośrednio zaangażowane w walkę siły niemieckie możemy oszacować na kilka tysięcy żołnierzy. Rola Polaków polegała na tym, aby wszystkimi, skromnymi siłami powstrzymywać tę potęgę najdłużej jak to możliwe. Kapitan Władysław Raginis doskonale zdawał sobie sprawę, że zadanie przed nim postawione wymaga krwi, honor zaś wskazywał na to, że będzie to jego własna walka do ostatniego tchnienia. Kazimiera Puchowicz tak zapamiętała tamte wydarzenia:

Jak wojna wybuchła, ja miałam 17 lat, mieszkaliśmy tu co i teraz, w Górze Strękowej.
To już jak wybuchł ten most, no to kapitan był w pokoju, akurat był, i jak most wybuchł wyszedł z pokoju i dopiero mama moja mówi, że giniemy, bo tego, bo już Niemiec, bo pamiętała kiedyśniejsze tamte Niemcy, a on mówi „Już Niemiec w Jedwabnem, wy to odjedziecie stąd, ale ja to zginę, ja stąd nie wyjdę” powiedział, a już Niemiec w Jedwabnem był, jak most wybuchł. No i wziął… słomy od nas zabrali, bo jeszcze te bunkry byli nie wykończone, to nabrali słomy, wojsko, już tu wojsko było, nabrali słomy do tego bunkru tam nanosili, żeby mieli tam na czym przespać się, leżeć. A on wyszedł, tam co miał swoje te dokumenta zabrał i mleka i wody nabrał w menażkę. Ja krowę wydoiłam, bo to tak myślę, już wieczór było, jak ten most wybuchł, słońce zachodziło. To nabrał menażkę wody i mleka i odszedł, powiedział „do widzenia” i się skończyło…

Ponieważ Niemcy nie zdołali opanować mostu, musieli szukać innego sposobu na przeprawę przez Narew. Trochę ratował ich niski poziom rzeki i możliwość znalezienia brodów. Część pododdziałów przeprawiła się w ten sposób. Inną metodą było przepłyniecie na pontonach lub promach. W przypadku jednostek pancernych i zmotoryzowanych było to jednak przedsięwzięcie mozolne, długotrwałe. A tutaj chodziło o nowy sposób prowadzenia wojny – blitzkrieg, czyli wojnę błyskawiczną z nowatorskim sposobem użycia czołgów. Możliwość wybudowania odpowiedniej ilości mostów w Wiźnie była poza zasięgiem Wehrmachtu. Tym bardziej, że część materiałów została już zużyta do bieżących napraw na trasie natarcia. Pośpiesznie ściągano więc sprzęt i zasoby ludzkie z przepraw na Wiśle. Korpus „Wodrig”, Grupa „Falkenhorst” i XIX KA otrzymały dodatkowe kolumny mostowe, ale ich dostarczenie musiało trwać, a czas naglił.

W tym czasie dzielnie broniona była Łomża i Nowogród, a na Odcinku „Wizna” nadal tkwiły załogi niektórych schronów, które przeszkadzały Niemcom w koncentracji i przeprawie. Było to niewątpliwie sprzeczne z meldunkiem gen. Stumpffa, który optymistycznie stwierdził, że schrony zostały zdobyte. Piechota niemiecka co prawda sforsowała rzekę, ale leżała z nosem w ziemi, przygnieciona ostrzałem karabinów maszynowych z polskich schronów. Gen. Guderian mógł się o tym przekonać, kiedy osobiście przeprawił się przez Narew. Jak sam pisał, był „bardzo oburzony”:

W pierwszej linii rozgrywała się jakaś niepojęta scena. Na moje pytanie, co się tu właściwie dzieje, odpowiedziano mi, że odbywa się luzowanie kompanii stojących na przednim skraju. Przypominało to raczej zmianę warty w czasach pokoju. O rozkazie do natarcia nikt tu nic nie wiedział. (…) Przede wszystkim kazałem więc przerwać to dziwaczne widowisko „luzowania” kompanii. Kazałem sprowadzić dowódcę pułku i dowódcę batalionu. Dywizjon ciężkiej artylerii otrzymał rozkaz rozpoczęcia ostrzału polskich schronów bojowych. Gdy zaś po jakimś czasie przybył dowódca pułku, udałem się wraz z nim na rozpoznanie przedniego skraju nieprzyjacielskiej obrony, przy czym wysunęliśmy się tak daleko do przodu, że znaleźliśmy się pod ogniem Polaków. Leżeliśmy tuż przed ich betonowymi schronami bojowymi. (…) Nie mogę zataić, że byłem bardzo oburzony wszystkim tym, co tutaj widziałem.
Rozkazy wydane przez gen. Guderiana poskutkowały zwiększeniem intensywności natarcia. Przede wszystkim przy udziale dział czołgowych, artylerii i lotnictwa. Dziewiąty dzień września nie był pomyślny dla obrońców spod Wizny. Niemcom udało się zdobyć niemalże wszystkie schrony. Załogi albo ginęły, albo poddawały się na skutek braku amunicji. Zdarzały się też przypadki dezercji. Nadal bronili się kapitan Raginis i porucznik Brykalski na Górze Strękowej. Wytrwali na stanowisku do 10. września.

Opis zaciętej obrony załóg schronów znajdujemy u niemieckiego korespondenta wojennego Eugena Hadamowsky’ego:
Walka była ciężka i zacięta. (…). Gdy pułk przeprawił się, otrzymał tak silny ogień, że wielokrotnie i z dużymi stratami musiał się cofać. W następnym blokhauzie załoga broniła się z zaciętą wściekłością. Blokhauz ten, wbudowany w starą groblę mostową, musiał być unieszkodliwiony flankującym ogniem dział przeciwlotniczych w strzelnice boczne. Granat rozbił jego kopułę pancerną i rozszarpał część załogi, ale pozostali przy życiu bronili się dalej i nie można było granatami zmusić ich do milczenia. Granat po granacie wybuchał na ścianie betonowej, nie mogąc jej przebić, aż wreszcie piechota i pionierzy wspólnie wysadzili żelazne drzwi pancerne. Obrońcy jednak padli dopiero po walce wręcz i znaleźli obok blokhauzów skromny żołnierski grób, znaczony drewnianym krzyżem i polskim hełmem.
Trzeci blokhauz (…) bronił się tak długo i zacięcie, aż granat szybkostrzelnej armaty trafił w strzelnicę. Niemiecki granat rozbił działo, przebił strzelnicę i eksplodował wewnątrz blokhauzu ze straszliwą siłą (…). W blokhauzie zapaliła się słoma, ogień rozszerzył się gwałtownie. Gdy weszliśmy, dzielny obrońca leżał w poprzek drzwi pancernych jak czarna zwęglona bryła.

Zanim Niemcy przeprawili się przez Narew, mieli sporo problemów natury logistycznej. Część winy leży po stronie samego gen. Guderiana. Rozkazał on bowiem wybudowanie dwóch mostów pontonowych, gdzie leżało to poza zasięgiem niemieckich pionierów. Zwyczajnie nie mieli na to wystarczającej ilości materiałów. A nawet jeśli przeprawa poszłaby zgodnie z planem, to zabrakłoby zasobów na przeprawy przez Bug – kolejną przeszkodę rzeczną. Gen. Wiktorin, dowódca 20. DPZmot. wiedział, że nie jest w stanie wybudować mostu dla swoich wojsk i zdecydował się na zbudowanie nowej, mniejszej przeprawy w dole rzeki. 10. IX, kiedy Gen. Guderian zbudził się ze snu dowiedział się, że mostu dla jego żołnierzy nie ma bo materiały do jego budowy pochłonął ten, budowany przez pionierów z 49. Zmotoryzowanego Batalionu Pionierów gen. von Wiktorina. Do dyspozycji wojsk pancernych (10. DPanc.) był jedynie drewniany prom.

Do końca, na straconej pozycji bronił się kapitan Władysław Raginis i porucznik Stanisław Brykalski. Kpt Raginis rozerwał się granatem, a jego towarzysz broni zginął w wyniku odniesionych ran.
Kazimiera Puchowicz:
Tak, tato mój był całym „dowódcą”, jak tylko wróciliśmy, to zara poszedł zobaczyć, co z tym kapitanem się stało, przyszedł zapłakany i powiedział, że leży na podłodze i piersi ma wyrwane, a ten porucznik na tech pryczach leżał, miał głowę zabandażowaną, widocznie był ranny, ale już trup.
Porucznik to wyszedł sobie pewno na górę i dostał w głowę i bandażowaną miał głowę. No i później Niemcy przyjeżdżali tutaj do tego bunkru i tu bali się jego, tu ze wsi pochować a myśmy mieli pole i zaraz… siostra tam ma obok tego, bo to było rodzinne moje. I myśmy kopali ziemniaki i przyjechał samochód, taksówka, taka czarna, ciemna taka, pięciu tych Niemców wysiadło z tego samochodu i poszli tam do tego bunkru, jeszcze oni byli niepochowane. Poszli do tego bunkru i tam pobyli z dłuższy czas, nareszcie wyszli stamtąd, a strasznie się śmieli, tam po tym swojemu świergotali, a tak się śmieli tylko do tego wsiedli odjechali a tu pah! pah! coś strzela! Naboje, bo tam były naboje, a oni podpalili Raginisa. Tak, myśmy uciekli wszyscy, tato mówi „uciekajcie dzieci, bo jeszcze którego trafi”!. Trawa taka wysoka, pole takie wysokie było i my za tą miedzę się pokładliśmy, ale tam długo nie strzelało, bo nie było powietrza, długo się nie paliło. Po jakimś czasie, już później, na sam wieczór mieliśmy zjeżdżać na pole, tato mówi „pójdę zobaczę, co oni tam zapalili” tak, jeszcze myśmy byli na polu. Wyszedł, poszedł tam, wychodzi i ten się wyraził dobrze „skurczybyki”, mówi „kapitanowi włosy podpalili”. Tak się pomścili Niemcy, naprawdę tak było, i po jakimś czasie to już tam „czuć było” i tego, tych Niemców każdy się bojał. Nareszcie a my te pole mieli, tam te ziemniaki kopali, i tato mówi, jeszcze z jednym kolegą, sam nie wyszedł, jak te Niemcy przyjechali, to wyszedł do nich i jakoś tam się dogadał z tymi Niemcami, tam na migach czy jak, nie wiem jak. Pokazywał, że to po prostu.. ich straszył, że to może tyfus być, może tu choroba, a oni tam przyjeżdżają, czy można ich pochować? I oni pozwolili, ale tato zażądał, żeby dali na kartce, bo jedni właśnie każą, a drugie, a gdzie to? a może ze wsi? a może jaka rodzina? a może co? Właśnie, tato był naprawdę przebiegły taki, bo kiedyś w ruskiem wojsku służył i sołtysem został na wsi, było dwanaście lat, to właśnie wiedział jak to zrobić, żeby nie było później…, bo jeszcze całą wieś nas tu spalą…

Niemcy zlekceważyli polskie możliwości. Generał Guderian był przekonany, że po sforsowaniu Narwi nie będzie miał już większych problemów. No, może poza faktem, że nie miał materiałów na przeprawę przez Bug. W jednym z rozkazów pisał o rozpoznaniu jedynie „drobnych oddziałów” w odwrocie. Jak mniemał, przed jego oddziałami pancernymi pozostał już tylko „słaby nieprzyjaciel”. Szybko zrozumiał swój błąd, kiedy jego podkomendni dotarli pod Zambrów.
Gen. H. Guderian:
20 zmotoryzowana dywizja piechoty pod dowództwem generała Wiktorina toczyła tego dnia zacięte walki koło Zambrowa. Silne oddziały tej dywizji maszerowały na Bug w kierunku miejscowości Nur; na tę przeprawę przez Bug wysłałem przed nią szkolny batalion rozpoznawczy, który dotarł tam bez walk. 10 dywizja pancerna doszła do Brańska, stoczywszy po drodze wiele walk. Pod wieczór podążyłem za nią i nocowałem w płonącym Wysokiem Mazowieckiem. Sztab mego korpusu, który w godzinach wieczornych przeprawiał się przez Narew i podążał za mną, znalazł się po nastaniu ciemności w płonącej wsi na północ od Wysokiego Mazowieckiego, skąd nie mógł już dotrzeć do mego miejsca postoju, tak że noc musieliśmy spędzić osobno – dla wydawania rozkazów okoliczność wysoce niepożądana. Za bardzo się pośpieszyłem z przeniesieniem stanowiska dowodzenia, lepiej byłoby, gdybym tego wieczora pozostał jeszcze w Wiźnie.

Przedpołudnie 11 września zeszło mi na niecierpliwym oczekiwaniu przybycia sztabu korpusu. Na południe od Zambrowa siły polskie zamierzające wycofać się z Łomży na południowy wschód ciągnęły ku szosie, którą marszem czołowym posuwała się 20 zmotoryzowana dywizja piechoty; była zatem w ciężkiej sytuacji. Dowódca dywizji postanowił zawrócić oddziały, które wysunęły się już do przodu w kierunku Bugu, i okrążyć oraz zniszczyć przeciwnika; zawróciłem przeciw niemu także oddziały 10 dywizji pancernej. Tymczasem wśród 3 dywizji pancernej, posuwającej się na lewo od 10 dywizji, rozeszła się pogłoska, że mnie pod Wysokiem Mazowieckiem grozi okrążenie przez Polaków. 3 batalion motocyklistów zawrócił więc do Wysokiego, aby przyjść mi z odsieczą. Żołnierze i oficerowie bardzo się ucieszyli, gdy zobaczyli mnie w tej miejscowości stojącego przy szosie. Ten przejaw tak szczerze okazanego uczucia żołnierskiego koleżeństwa miał w sobie coś krzepiącego.
Jeszcze tej nocy sztab pozostał w Wysokiem Mazowieckiem.
12 września 20 zmotoryzowanej dywizji piechoty oraz przybyłym jej dla wsparcia oddziałom 10 dywizji pancernej udało się okrążyć Polaków koło Andrzejewa. 10 dywizja pancerna poszła do Wysokiego, 3 dywizja pancerna – do Bielska. Ja sam pojechałem z pierwszymi patrolami batalionów rozpoznawczych do Bielska, gdzie z pierwszej ręki otrzymałem od nich wiadomości o przeciwniku. Po południu widziałem się z mym synem Kurtem.

Obrońcom nadnarwiańskiego odcinka udało się opóźnić wrogie natarcie i przysporzyć trochę kłopotów niemieckiemu najeźdźcy. Oprócz żołnierzy gen. Otto Offenbächera, walką w tym rejonie związane były oddziały przede wszystkim 10. DPanc. Znamy straty osobowe tej dywizji, które zapisano i dołączono do „Dziennika Bojowego XIX Korpusu” gen. H. Huderiana. W okresie walk na Odcinku „Wizna”, liczonych w okresie od 7. do 10. Września 1939r., po stronie niemieckiej poległo pięciu oficerów oraz dwudziestu sześciu podoficerów i szeregowych z 10. DPanc. 9. oficerów, 97. podoficerów i szeregowych uznano za zaginionych. Nie wiemy ilu konkretnie Niemców poległo na odcinku „Wizna".
Wbrew oczekiwaniom gen. Guderiana, Niemców czekała jeszcze ciężka przeprawa lądowa. Tym razem w bitwie o Zambrów i pod Andrzejewem.
Poniżej kilka zdjęć z tegorocznych (2026 r.) uroczystości przy schronie Bohaterów Odcinka "Wizna":
Źródła:
- „Wspomnienia żołnierza”, Heinz Guderian
- „Nie tylko polskie Termopile. Wizna w latach 1939-1945”, Stowarzyszenie „Wizna 1939”
- „Obrona odcinka "Wizna"1939”, Zygmunt Kosztyła.
- „Wrzesień 1939. Między Narwią, Bugiem i Wisłą”, praca zbiorowa
- „Historia Do Rzeczy”, nr. 9 (43)/2016r.
Ciekawie zrobiony filmik na temat obrony Wizny:


Komentarze