Czyżew, cz. IV (7)
Po wojnie z bolszewikami i Ukraińcami o kształt granicy wschodniej sytuacja w kraju na jakiś czas się ustabilizowała jeśli chodzi o działania wojenne. Czyżewo-Osada liczyło wówczas (1921 rok) około 1900 mieszkańców. Zdecydowaną większość stanowili żydzi. Głównie za sprawą organizacji syjonistycznych kwitło życie społeczności żydowskiej w miejscowości. Powstało także kilka instytucji związanych z rozwojem sektora rolno-spożywczego. W tzw. dwudziestoleciu międzywojennym istniał w Czyżewie Bank Ludowy, a w Czyżewie-Złote Jabłko Kółko Rolnicze utrzymujące się ze składek członków. Część sprzętu gospodarskiego można było wypożyczyć na miejscu. Wokół Dużego Rynku, przy kościele katolickim powstały niewielkie kamieniczki i zabudowania handlarzy. Tutaj też organizowano targi. Większość tych zabudować spłonęło podczas kolejnej wojny światowej.

Czyżewo w większej części należało (od końca XVIII wieku) do rodziny Skarzyńskich. Po śmierci Tadeusza Skarżyńskiego h. Bończa, posła ziemi łomżyńskiej majątek przeszedł na jego dzieci, a tuż przed kolejną odsłoną wojny światowej na wnuki. A właściwie na wnuczki. Dorota wyszła za mąż za Leopolda Sokołowskiego, który powiększył majętność poprzez całkowity wykup Czyżewa Kościelnego. To oni byli jednymi z większych posiadaczy ziemskich w okolicy. W dwudziestoleciu międzywojennym właścicielem tego majątku został syn Sokołowskich Antoni. Do rodziny należało wówczas blisko 500 hektarów ziemi.

W styczniu 1937 roku, podczas jarmarku w Czyżewie doszło do zajść, w wyniku których dwie osoby straciły życie. Wydarzenia odbiły się szerokim echem w całym kraju i dyskutowane były w gremiach rządowych. „Tygodnik Polityczny Warszawskiego Dziennika Narodowego” pisał:
Kto zaczął? „Rozmawiałem w Czyżewie z rozmaitymi ludźmi, muszę się zdobyć na objektywizm, żeby powtórzyć to co słyszałem z tylu ust. Wszystkie prawie opowiadania były sprzeczne. Żydzi ciągną do Sasa, Polacy do Lasa. Najdrażliwsze pytanie pada: „kto zaczął ?” Trudno o zgodność zdań w tym wypadku. Sprawa jednak miała podłoże czysto – gospodarcze” – nikt nie zaprzeczy. Do tego roku Żydzi mieli hegemonię nad całym handlem w Czyżewie, nagle Stronnictwo Narodowe zaczęło stosować akcję bojkotową.
W końcu ubiegłego roku znów powstały cztery nowe polskie sklepy, i spółdzielnia rolnicza, która pod kierunkiem młodego ale nadzwyczaj energicznego studenta W. S. H. rozwijała się doskonale.
Ta spółdzielnia zwłaszcza była solą w oku żydowskich kupców zbożowych. Zaagitowani odpowiednio chłopi przestali zbywać zboże u Żydów, a zaczęli ściągać hurmem do spółdzielni.

W zaistniałej sytuacji kupcy żydowscy, aby wyeliminować konkurencję robili to, co obecnie zrobiły z polskim biznesem zagraniczne korporacje. Skupowali towar po mocno zaniżonych cenach, czasami poniżej ceny przynoszącej jakikolwiek zysk. Jak donosi tygodnik pieniądze otrzymywali od Funduszu Międzynarodowej Pomocy Żydom. Taki stan rzeczy nie mógł jednak trwać długo i żydowscy kupcy musieli wreszcie podnieść ceny. Chłopi przetrzymali tę nieprzychylną koniunkturę i w większości nie ulegli konkurencji. Handlarze żydowscy tracili klientelę w całej okolicy. Z ich usług nie chcieli też korzystać rolnicy z Zambrowa i Andrzejewa. Mało tego, osobnicy o usposobieniu narodowym stawali przed sklepami żydowskimi i zniechęcali Polaków do robienia w nich zakupów. „Uj będzie nam kadoches” – narzekali żydowscy mieszkańcy Czyżewa. Dalej w „Tygodniku” pisano:
Wodzem „narodowców” czyżewskich był Organiński. Wywiezienie go do Berezy Kartuskiej oraz dwóch innych: adw. Jursza i Stefana Kraszewskiego było wyrąbaniem drzwi do prawdziwych rozruchów. Przez te wyrąbane drzwi runął tłum groźny, nienawistny i szedł z głuchym pomrukiem przez ciche zazwyczaj ulice Czyżewa.
Wszyscy twierdzą jednak zgodnie, że Organiński powstrzymywał od rozruchów i nawoływał tylko do bojkotu gospodarczego.
Gospodarczy konflikt polsko-żydowski stawał się coraz bardziej agresywny. Policja wzmocniła swoje posterunki w Czyżewie i oczekiwała eskalacji. W czasie dorocznego jarmarku jeden z narodowców, który zniechęcał do zakupów w sklepie żydowskim został odepchnięty przez sklepikarkę, a jej mąż uderzył młodzieńca „kułakiem w pierś”. Szybko rozpętała się bitwa, do której włączyła się również policja.

„Tygodnik Polityczny Warszawskiego Dziennika Narodowego”:
Padł śmiertelnie ranny Żyd Jelin, posypały się ofiary po obu stronach walczących. Jeden z młodych przywódców narodowych Cymer sam walczył z policją, polanem uderzył policjanta po głowie i straszliwie zmasakrował mu twarz.
Żydzi zaczęli przeskakiwać płot cmentarny i chować się między mogilne pomniki, straszni, czarni, wymazani krwią i błotem, prędzej do upiorów, niż ludzi podobni. Tłum poszedł dalej na miasto. (…)
Na posterunku policjant manewrował ręcznym karabinem i nieopatrznie wystrzelił, kula trafiła w gospodynię domu Gwardiakową, która potem zmarła w szpitalu naskutek rany.

Wspomniany w relacji Cymes jakiś czas ukrywał się, ale ostatecznie sam oddał się w ręce policji i trafił do więzienia w Łomży. Żydzi oczywiście mieli swoje racje i narzekali w prasie na liderów i członków Stronnictwa Narodowego. Nie wierzyli, że endecy nawołują do bojkotu gospodarczego i zachęcają do powstrzymania się od fizycznych napaści. Co prawda przeczy temu chociażby zachowanie Organińskiego, ale jest rzeczą oczywistą, że część społeczeństwa posuwała się do rękoczynów dla dobra własnych interesów. A takich dopuszczali się zarówno Polacy, jak i Żydzi. W tym wypadku ważny jest także wątek aresztowania adwokata Mariana Jursza i Albina Organińskiego. Zwiększone siły policyjne były zgromadzone właśnie po to, że spodziewano się protestów i rozruchów. Według doniesień prasowych pierwsze przejawy konfliktu miały miejsce już wcześniej, kiedy kilkaset osób poszło protestować pod posterunkiem policji i zostali przez funkcjonariuszy rozpędzeni. To właśnie wtedy miała zostać śmiertelnie ranna Józefa Gwardiak. Przez przypadek postrzelona była też jej córka Janina. Rozwścieczony tłum prawdopodobnie wyładował frustrację na napotkanych żydach. Tym łatwiej to przyszło, gdyż coraz śmielej poczynały sobie organizacje uważane za wrogie Polsce. Żydzi i tak uważani byli za „elementy wywrotowe”, a do tego chcieli założyć w Czyżewie oddział Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Zaprosili nawet posła Dubois, ale ten do Czyżewa nie przyjechał. Do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej trafiało coraz więcej Żydów – za komunistyczne przekonania i poczynania. Nie milkły jeszcze echa oburzenia Polaków na fakt, że Żydzi chcieli kawałek ziemi polskiej przeznaczyć na swoje własne państwo, chociaż ich udział w odzyskaniu niepodległości był znikomy.

W maju, po kilku miesiącach rozpraw sądowych sąd w Łomży ogłosił werdykt w sprawie „o zajścia w Czyżewie”. Drugiego dnia procesu prokurator Tuszowski odstąpił od oskarżenia Konstantego Netera, Józefa Bieńkowskiego, Kazimierza, Wacława, Mieczysława i Stanisława Godlewskich oraz Lucjana Obrębskiego. Obrońca Stefan Niebudek stwierdził, że ławę oskarżonych „stworzyło nieopanowanie nerwów, brak spokoju, brak łagodności oraz serca ze strony władz bezpieczeństwa publicznego”. Powoływał się przy tym na zeznania księdza Zaremby i komisarza Hahna. Domagał się uniewinnienia wszystkich pozostałych 34. oskarżonych.
Stefan Niebudek podczas procesu:
Przecież ani zeznania świadków Żydów, którzy mieli wszystko dokładnie widzieć i słyszeć, ale - jak zwykle w tego rodzaju procesach – przez szparkę, albo zza płotu, albo mieli oczy na plecach, bądź też o wiarygodności ich świadczą skazujące „świadka” wyroki sądowe za oszustwo i paserstwo.

Adwokat oskarżenia Graubart w swojej mowie podkreślił, że przemawia jako obywatel polski i Żyd. Mówił o tym, że Żydzi są współgospodarzami Polski i ubolewał nad ich losem. W podobnym tonie przemawiał adwokat Karniol z Warszawy. Polsko-żydowskie serce żydowskich adwokatów nie spotkało się ze zrozumieniem. Konrad Borowski stwierdził, że „nie ma polsko-żydowskiej Ojczyzny i my, Polacy nigdy nie zrozumiemy takich zawiłych wywodów. Idea polsko-żydowskiego serca dowodzi prostactwa myśli”. Zapewne podpisałby się pod tymi słowami profesor Feliks Koneczny, który w swoich pracach pisał, że dwa odmienne cywilizacyjnie narody nie mogą współegzystować w ramach jednego państwa. Stąd konflikty w każdym miejscu, gdzie pojawiają się ludzie o odmiennej kulturze i tradycji.

Ponieważ żydowski adwokat zapytywał czy ktokolwiek położył kwiaty na grobie zabitego Zeliga Jelenia, Borowski ripostował: „czy zanieśliście róże na grób ś.p. Wacławskiego, ś.p. Grotkowskiego, ś.p. Wieśniaka, gdy wyrokami sądowymi stwierdzono, że Żyd ich zabił?” Słowa były pokłosiem zajść w Przytyku, odnośnie których wyrok zapadł w maju 1937 roku. W podobnych zajściach tylko dwaj Żydzi (Welberg i Haberberg) zostali skazani i przyjęli wyrok bez kontynuacji procesu. Inni siedzieli na ławach oskarżonych aż do rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. Owy Żyd, który zabił Polaków to Szulim Leski. Skazany został na osiem lat więzienia. Luzera Kierszencwajga sąd ukarał sześcioma latami pozbawienia wolności za strzelanie do tłumu. Kilka lat odsiadki dostali też Icek Frydman i Srul Banda. Inni otrzymali od roku do kilku miesięcy więzienia. Sąd skazał też za „udział w zbiegowisku” Fronckiewicza i Iwańskiego. Poza nimi jeszcze 17-tu Polaków otrzymało kary kilku lub kilkunastu miesięcy więzienia.

Adwokat wykazywał całkowite brednie świadków, którzy kłamali, że Zeliga Jelenia jeden z oskarżonych dobijał. Mowa o Kazimierzu Grodzkim, którego sąd skazał na osiem miesięcy więzienia. Najwyraźniej sędzia nie uwierzył w winę oskarżonego odnośnie morderstwa. Co innego Anna Karolina Kłys, która w 2016 roku poczyniła tekst o tytule „Jedwabne zaczęło się na początku lat 30-tych”. Sugeruje w nim, że takie awantury jak w Czyżewie były nakręcane przez partie „narodowo-katolickie” i doprowadziły między innymi do tego, że spłonęła stodoła w Jedwabnem. Rzecz jasna spalili ją wraz z Żydami Polacy, co na szczęście nie ma odzwierciedlenia w faktach. Zobaczmy jak szybko aparat państwowy zabrał się za posła Brauna, który rzekomo „negował Holokaust”. Proces za procesem w trybie przyspieszonym. Tymczasem w kwestii Jedwabnego można przeczyć ogólno przyjętej narracji o winie Polaków, a nikt przed sądem nie stanął. Dlaczego? Czyżby prawnicy bali się grzebania w dowodach? Już nawet pobieżne prace ekshumacyjne wykazały wiele kłamstw krążących wokół tej historii i zadały kłam wielu „naocznym świadkom”. Pani Kłys to nie przeszkadza, winni Polacy i już. Atmosferę lat 30-tych i mające wówczas miejsce wystąpienia antyżydowskie opisała też w książce „Tajemnica Pana Cukra”. W książce pogrom w Bojmiu z 1920 roku to tragedia Żydów, ale nie odnajdziemy w niej faktów, że tamtejsi Żydzi tłumnie witali bolszewików, wrogów i okupantów Polski. Chyba ma to jakieś znaczenie, prawda? W innej książce („Brudne serca. Jak zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu i ubeków”) podjęła nieudolną próbę wybielenia swojego ojca Stanisława, który był aparatczykiem UB i SB. W 2007 roku poznański IPN przygotował wystawę pt. „Twarze poznańskiej bezpieki”. Jedną z tych twarzy była ta należąca do jej ojca. O Czyżewie Anna Karolina Kłys pisze tak:

5 stycznia 1937 roku w Czyżewie około 400 narodowców rozniosło w pył i proch jarmark. Pobili kilkudziesięciu żydowskich mieszkańców Czyżewa, z czego 14 osób (w tym Rywka Słucka w siódmym miesiącu ciąży) było w stanie ciężkim. Przewiezieni do warszawskiego szpitala na Czystem walczyli o życie. Dwie osoby były w stanie beznadziejnym. Izrael Baran (lat 58) i Zelig Jeleń (36 lat) nie przeżyli „akcji bojkotowej”. Jeleń był siłaczem, takim, do którego w pojedynkę strach się bać podejść, więc obskoczyli go zgrają, walili drągami, kłonicami. Przewrócił się w końcu, ale jeszcze próbował się ruszać. Musiał naprawdę wkurwić chłopców, których mottem było: „odwaga i uczciwość – to główne cechy narodowca”, bo Kazimierz Grodzki, który podbiegł do niego z krzykiem: „co, Żydzie, jeszcze żyjesz!” dostał takiej siły w rękach, że jednym walnięciem drąga roztrzaskał mu czaszkę.
Oczywiście o śmierci polskich mieszkańców Czyżewa nie wspomniała, ani też o tym, że czyżewscy narodowcy zabraniali fizycznych napaści a nakłaniali jedynie do bojkotu gospodarczego, który wymierzony był w nieuczciwą konkurencję. Księża sympatyzowali z narodowcami, ale przecież nie nakłaniali do zabijania. Tymczasem trzeba w to wmieszać i Kościół.
Kłos napisała też, o podpaleniach w Czyżewie i wykłuciu oczu handlarzowi z Ciechanowca. Niestety nie wiem na ile są to wiadomości wiarygodne.

Anna Karolina Kłos:
W Czyżewie, w sierpniu 1937 roku doszczętnie spłonęły cztery, podpalone żydowskie domy, ludzie nie mieli gdzie mieszkać, za co żyć.
25 sierpnia do szpitala w Ostrowie Mazowieckim przewieziono starego handlarza z Ciechanowca, Lejbę Kozę. Jechał na jarmark do Zarębów Kościelnych. W połowie drogi został napadnięty. „Chłopcy oenerowcy” wykłuli mu oczy scyzorykami.
„Kurier Warszawski” z 5 maja 1937 r. donosił:
Wyrokiem Sądu Okręgowego w Łomży w procesie o zajścia antyżydowskie w Czyżewie: 16 oskarżonych uniewinniono, 18 skazano: Kazimierza grodzkiego – na 10 mies. więzienia, Stefana Jaźwińskiego – na 8 mies. więzienia, Stefana Nettera – na 8 mies. więzienia, 8-iu następnych po 6 mies. więzienia, 6 pozostałych – po 6 miesięcy z zawieszeniem na 2 lata. Areszt śledczy zaliczono. Wszystkich zwolniono z aresztu. Powództwo cywilne zasądzono w wysokości 500 zł. (od 3-ch oskarżonych).

II wojna światowa zaczęła się w 1939 roku od wielu aktów bestialstwa. Niemcy zaatakowali cele strategiczne z militarnego punktu widzenia, ale nie mieli też litości i bombardowali obiekty cywilne. Powietrzna operacja, mająca za zadanie zniszczenie konkretnych obiektów na terenie Polski została opatrzona kryptonimem „Ostmarkflug”.
Niemieckie bombowce zrzuciły bomby m.in. na stacje kolejowe w Małkini i Czyżewie, gdzie właśnie przybyła jedna z najlepszych jednostek WP - 1. Dywizja Piechoty Legionów (1. DP Leg.) ze świeżo utworzonej Grupy Operacyjnej „Wyszków”. Naloty bombowe na Małkinię trwały przez cztery kolejne dni, skutkiem czego zablokowany został istotny węzeł kolejowy na trasie Warszawa – Białystok. Zginęło też wielu cywilnych mieszkańców miejscowości.
Ppłk. Henryk Pohoski tak opisał działania 1. DP Leg. w swoich wspomnieniach (maszynopis):
Transporty dywizji były kierowane na trzy stacje wyładowcze: Małkinia, Ostrów Mazowiecka i Czyżew. Zgodnie z doręczonymi im rozkazami, opracowanymi przez sztab dywizji, poszczególne pododdziały, po wyładowaniu, kierowały się do rejonów postoju. Rozkazy te były im doręczone przez oficerów sztabu, kpt. Edwarda Mazurkiewicza i chorążego Feliksa Dziennika, pozostawionych w tym celu na stacji Łapy.
Do rejonu koncentracji przybyło, zgodnie z planowanym rozkładem, siedemnaście transportów kolejowych. Następnie, dnia 29 sierpnia, transporty przestały nadchodzić. Sztab dywizji interweniował w Oddziale III Sztabu Naczelnego Wodza oraz u Dowódcy Okręgu Korpusu III w Grodnie. Interwencje te wyjaśniły, że dalsze transporty nie wyszły z Wilna z braku składów kolejowych. Dnia 31 sierpnia rozchodzą się pogłoski, że została ogłoszona mobilizacja powszechna. (…)
Dnia 1 września zaczynają znów płynąć transporty dywizji. Żołnierze opowiadają o przeżytych bombardowaniach stacji Łapy, Białystok i Grodno. Strat jednak nie było.

Bombardowanie Czyżewa miało miejsce pierwszego września 1939 r., a ponowiono je tydzień później. Dziesiątego dnia wojny niemieckie wojsko wkroczyło do Czyżewa. Plan najeźdźców został nieco zmieniony, gdyż zamiast szybko ruszyć dalej, w kierunku Brześcia, musieli część sił cofnąć w kierunku Andrzejewa. Tam bowiem wycofała się spod Zambrowa, dowodzona przez pułkownika dyplomowanego Stefana Kosseckiego 18. Dywizja Piechoty. Niemcom nie udało jej się zniszczyć wcześniej, a co więcej sami znaleźli się w pewnym momencie w sytuacji zagrożenia. Jednakże potencjał militarny nazistowskiej machiny wojennej był bez porównania większy, chociażby za sprawą zmotoryzowania niemieckich formacji.
Leon Mitkiewicz:
W nocy 10/11 września dowódca Podlaskiej BK, nie mogąc się doczekać zapowiedzianego rozkazu na dzień następny, opierając się na południowej rozmowie z generałem Podhorskim, postanowił przesunąć Podlaską BK na szosę Zambrów – Czyżewo do rejonu miejscowości Ołdaki. Podlaska BK ruszyła o godz. 1, dnia 11 września dwiema kolumnami: główna przez Ruskołękę na Przeździecko, boczna przez Andrzejewo na Dmochy. O godzinie 2 – już w czasie marszu – przybył oficer z rozkazem generała Podhorskiego… O świcie Podlaska Brygada Kawalerii była na wysokości Andrzejewa.

W czasie gdy Suwalska Brygada Kawalerii toczyła bój o Zambrów, to dalej na południe, w kierunku Czyżewa, podchodziła do szosy Czyżewo – Zambrów Podlaska Brygada Kawalerii. „Gdy 9. Pułk Strzelców Konnych zbliżał się około godz. 8 (z kierunku Andrzejewa) do lasu położonego na wschód od m. Przeździecko – Grzymki, od strony szosy słychać było szum motorów. Na wschodnim skraju lasu 9. Pułk Strzelców Konnych [Pod pułkownikiem Tadeuszem Falewiczem] urządził zasadzkę, w którą kolejno wpadły trzy mniejsze – nadjeżdżające od Czyżewa – niemieckie elementy pancerno – motorowe i za każdym razem zostały zniszczone. 2. szwadron 9. Pułku Strzelców Konnych (wzmocniony następnie przez 3. szwadron tegoż pułku) ukrył się w lesie i celnym ogniem z rusznic ppanc. zmuszał nieprzyjaciela do zatrzymania się, po czym wypadł i niszczył go w walce wręcz [na bagnety]. (Dowódca 2. szwadronu 9. psk: porucznik Zygmunt Tucewicz, dowódca 3. szwadronu tegoż pułku – rotmistrz Marian Waldeck). Skład poszczególnych elementów niemieckich był następujący: 1 czołg, kilka samochodów ciężarowych z piechotą, 1-2 samochody osobowe i 1-2 motocykle. W akcji tej uwolniono też około 20 jeńców polskich. Po godz. 10 zapanował spokój i około południa Podlaska BK stanęła na szosie >>jeżem<<. 9. Pułk Strzelców Konnych imienia generała Kazimierza Pułaskiego zamknął szosę od południa, obsadzając linię Dmochy-Wochy – Zaręby-Bindugi; Przydzielona do pułku bateria 1/14. dak ostrzeliwała Czyżewo. 10. Pułk Ułanów (z bat. 2/14. dak) stanął frontem na płd. zach. w rejonie Grzymki-Parcele – Łętownica a 5. puł (2 i pół szwadronu z bat. 3/14. dak) w rejonie Przeździecko – Mroczki, frontem na północ. Miejsce postoju dowódcy Podlaskiej BK – flw. Drogoszewo. Łączności z dowódcą GO Kawalerii (z generałem Podhorskim) nie było. Około godz. 16 nieprzyjaciel rozpoznawał uderzeniem na Dmochy i został odparty przez 9. Pułk Strzelców Konnych. Wkrótce potem artyleria niemiecka od strony Czyżewa zaczęła silnie ostrzeliwać stanowiska polskie pod Dmochami. W związku z tym dowódca 9. Pułku Strzelców Konnych (płk T. Falewicz) – nie mając łączności z dowódcą swej brygady – zaczął o zmierzchu skupiać pułk ku północy, wycofując stopniowo oddziały z rejonu Dmochy do m. Ciemno.
Źródła:
- „Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej”, W. Smoleński
- „Wspominki starowarszawskie”, J. Ficowski
- „Kwartalnik historyczny”, 3/2020 r. (W. Konończuk)
- „Powstanie listopadowe 1830/1831”, S. Szpotański
- „Z pamiętników guwernera”, Bronisław Piętka
- „Czerwony lampas i niebieskie kepi”, B. Piętka
- „Pamiętnik podlaskiego szlachcica”, Julian Borzym
- „Rola neofitów w dziejach Polski”, Stanisław Didier.
- „Żydzi w powstaniu 1863r.”, Merwin Bertold
- „Pamiętniki włościanina”, Jan Słomka
- „10. Pułk Ułanów Litewskich 1918-1939”, Jerzy S. Wojciechowski.
- „Historia 18 Dywizji Piechoty Wojska Polskiego. 1918-1944”, B. Zakrzewski
- „Wschodni rocznik humanistyczny”, nr 2/2025 r. (Adam Buława)
- „Tygodnik Polityczny Warszawskiego Dziennika Narodowego”, nr 4/1937 r.
- „Kawaleria samodzielna Rzeczypospolitej Polskiej w wojnie 1939 roku”, Leon Mitkiewicz
- „Studia Łomżyńskie”, nr 6/1996 r.
- „Goniec Warszawski”, nr 123/1937 r.
- „Krokiem zdobywców”, Innocenty Libura
- „Słowo, Dziennik powszechny” nr 254/1912 r:
- „Nowiny, Dziennik Powszechny”, nr 209/1912 r
- „Kurier Warszawski”, nr 259/1912 r.
- „Biuletyn IPN”, nr 9/2020 r.
- „Zbudzona Polska”, nr 2/1937 r.
- „Kurier Warszawski”, nr 122/1937 r.
- „Orędownik”, nr 20/1937 r.
- „Pamięć i Sprawiedliwość”, Tom 25, nr /2015 r. (IPN)
- „Tajemnica Pana Cukra”, Anna K. Kłys
- „Bez przedawnienia”, W. Monkiewicz, J. Kowalczyk
- „Żołnierze wyklęci ziemi ostrowskiej” – Kazimierz Krajewski
- „Mein kampf”, Adolf Hitler
- „Ekshumacja”, W. Sumliński, M. Grupa
-„Sefer Zikaron Czyzewo”, Szymon Kanc
- „Studia Podlaskie”, Tom 2/1991 r.
- „The Encyclopedia of Jewish life before and during the Holocaust”, Tom 3
- „Losy mieszkańców gminy Zaręby Kościelne w latach wojny 1939-1945”, Daniel E. Skłodowski
- „Biuletyn IPN”, nr 3/2022 r.
- „Studia nad Totalitaryzmami i Wiekiem XX”, T. VI (Igor Michał Niewiadomski).
- „Zakola wojennej pamięci” – Ryszard Czarkowski
- www.umczyzew.pl
- „Partyzantka NOW na Ziemi Ostrowsko Mazowieckiej”, S. Zamęcki


Komentarze