Cmentarze

W Polsce religią dominującą jest katolicyzm, dlatego najwięcej cmentarzy na terytorium Rzeczypospolitej to miejsca związane właśnie z tym wyznaniem. Są jeszcze, zwłaszcza na Podlasiu cmentarze prawosławne. Poza tym spotkać można miejsca pochówków protestanckich, żydowskich i muzułmańskich, a także kilku mniejszych liczebnie grup wyznaniowych. Część z nich jest od dawna opuszczonych. Większość żydów wymordowano w czasie wojny, a niemieccy protestanci zostali wysiedleni lub wyjechali wraz z wojskami Wehrmachtu. Część się spolonizowała i przeszła na katolicyzm. Wysiedlono również, w ramach Akcji „Wisła” wiele wiosek sprzyjających szowinistom ukraińskim w Bieszczadach. Cmentarze pozostały, ale nie zawsze traktowano je z należnym szacunkiem. Jest z tym problem także teraz, a cóż dopiero podczas wojny.

Szczególnej dewastacji uległy, często zabytkowe cmentarze żydowskie. Niemcy nie tylko nakazywali rozkopywanie grobów zamożnych żydów w celach rabunkowych, ale kradli też nagrobki (macewy). Pozyskany w ten sposób materiał (piaskowiec, marmur, granit) był odsprzedawany do powtórnej obróbki, albo służył do prac budowlanych. Kamiennymi płytami brukowano ulice, alejki, lotniska... Rozdrobione macewy dodawano do fundamentów budynków, albo umacniano nimi zbiorniki na wodę, rowy melioracyjne bądź, tak jak w Poznaniu sztuczne jeziorko Rusałka. W Wałczu, już w czasach PRL-u nagrobnymi płytami umocniono brzegi rzeki Młynówki i jeziora Raduń.

Wykorzystywano przy tym robotników z obozów pracy. W przypadku Poznania z obozu w Żabikowie. W Skierniewicach macewy posłużyły do spiętrzenia wody i urządzenia kąpieliska. W Treblince płytami nagrobnymi wyłożono drogę łączącą część obozu zagłady z obozem pracy. Elementy kamiennych macew zwożono między innymi z pobliskiego Kosowa Lackiego. Niemcy, aby dodatkowo upokorzyć żydów, zakładali na terenie ich cmentarzy toalety. Obóz koncentracyjny w Krakowie (Płaszów) naziści założyli na terenie cmentarza żydowskiego. Zabudowania stawiane były na, często jeszcze świeżych grobach, a kamienne macewy posłużyły do utwardzenia dróg i ścieżek obozowych.

W późniejszych latach okupacji proceder związany z dewastacją jeszcze się nasilił. Rozkradano wszystko: kamień na budulec, elementy metalowe do hut, a cmentarze równano z ziemią i urządzano na nich parki albo boiska. Bywało, że obszar cmentarza zamieniany był na ogród, w którym hodowano warzywa i pasiono bydło. Nagrobne macewy służyły jako strzelnice dla niemieckich okupantów i miejsca masowych egzekucji, co było jedną z przyczyn dewastacji. Na przykład w Czyżewie.

W Andrzejewie na terenie dawnego cmentarza epidemicznego również obecnie właściciele prowadzą ogródek, a krzyż, którym był oznaczony przesunęli w inne miejsce. Cóż, smacznego. Okupanci to samo zrobili na cmentarzu w Zamościu, czy Warszawie.

Niemcy profanowali cmentarze i groby, ale zdarzały się podobne sytuacje wśród miejscowych katolików i mętów społecznych. Bywało, że hitlerowscy żołdacy wystawiali wykopywanego trupa, aby „nadzorował prace” lub zatykali czaszkę na kiju, aby była swoistą ozdobą albo obiektem żartów. Część tego typu „eksponatów” zabrali do celów badawczych nad pochodzeniem ras. W Supraślu istniała kiedyś drewniana cerkiewka, ale pozostały po niej tylko katakumby. Niestety puste bo w czasach PRL-u było to miejsce, gdzie miejscowa młodzież popalała papierosy. Kości zaś zabierali studenci Akademii Medycznej z Białegostoku.

Na katolickich cmentarzach młode wyrostki także bawiły się kośćmi zmarłych, aby straszyć dziewczyny. Między innymi w Andrzejewie, gdzie kiedyś był dostęp do otwartych grobowców miejscowej szlachty. Bywało przy tym, że nagrobki były niszczone. Ta młodzieńczo-rubaszno-makabryczna mentalność na szczęście odchodzi do lamusa, ale nadal są wśród nas hieny cmentarne, które rabują cmentarze i okradają ciała zmarłych.

Pracownicy przycmentarnych zakładów różnie sobie radzą z zimowym brakiem zleceń na budowę pomników. Jedni odpoczywają, inni chwytają jakieś dorywcze zajęcia, jeszcze inni okradają pobliskie zakłady – te zamknięte na czas zimy. Wypruwają przewody ze ścian (cenny surowiec: miedź) i wynoszą, co się da. Rabują zakłady kolegów po fachu, sąsiadów. Cenne zdobycze, sprzedają jako złom. Część tych łupów, to tak naprawdę rzeczy bezcenne.

Zimą sprzedawany jest również złom, nagromadzony podczas całego sezonu. Co to za złom? Stare, zabytkowe trumny. Kiedyś trumny bardziej zamożnego społeczeństwa, były wykonane z materiałów innych niż drewno i jak najbardziej nadają się na sprzedaż w cenie złomu. Podczas przygotowywania miejsca pod kolejnego „lokatora”, dochodzi do wydobycia trumny, która doskonale nadaje się na surowce wtórne.

Tną więc pięknie zdobione trumny na kawałki i składują w jakimś kącie zakładu. Na zimę jak znalazł. Tną ozdoby, klamry i wszystko pozostałe. Tną głowy aniołków siedzących na trumnach. Tną anielskie rączki i tną anielskie nóżki. Tną wszystko. Na złom. Nie gardzą też wykopanym złotym zębem, czy obrączką.

Czasami można liczyć na intratny interes z pochowaniem w rodzinnym grobie ukochanego pieska. Oficjalnie jest to zakazane, ale za drobną opłatą… Przy czym bywa, że ulubiony czworonóg wcale do grobu nie trafia. Wystarczy trochę zruszyć ziemię na grobie, żeby wyglądało, że tam jest zagrzebany i wszyscy są zadowoleni. To oczywiście margines marginesu, ale tak, takie rzeczy nadal się dzieją. Często zdarzają się również dewastacje cmentarzy poprzez umieszczanie na nagrobkach różnych napisów, albo symboli.

Są to również miejsca, które upatrzyli sobie sataniści i pseudo sataniści, dla swoich magicznych rytuałów. Również niechęć do państwa Izrael, które dokonuje ludobójstwa w okupowanej Palestynie negatywnie wpływa na cmentarze diaspory żydowskiej, nie tylko w Polsce. „Stop żydowskiej okupacji” i „Izrael = III Rzesza” to napisy, które pojawiły się kiedyś na cmentarzu w Sopocie. W roku ubiegłym zdewastowano w podobny sposób cmentarz w Dukli.

Bywa, że cmentarz, albo inne miejsce kultu jest wykorzystywane do osiągnięcia celów finansowych lub politycznych. Często słyszymy o antysemickich aktach wandalizmu, ale czasami gdy policja pochwyci sprawców okazują się oni Żydami, a akcja dewastacyjna zwykłą prowokacją. Dotyczy to nie tylko kraju nad Wisłą, ale też innych części świata. Głośnym medialnie przypadkiem była sprawa Jamesa Polyeeo w USA, który malował swastyki i hasła antysemickie na synagodze brooklyńskiej.

Warto zauważyć w jak śmieszny sposób usprawiedliwia się tego typu występki. Otóż jest to tylko „próba zwrócenia uwagi publicznej na problem antysemityzmu”. Urocze. Skoro problemu za bardzo nie widać, to trzeba go stworzyć. Po co? Ano, już pracują środowiska żydowskie, aby część naszego budżetu przeznaczyć na „walkę z przejawami antysemityzmu”. Także spodziewajmy się, że dewastacji cmentarzy i synagog będzie więcej.

Jest też duży problem z podejściem do cmentarza jako miejsca szczególnego, pełnego zadumy, w którym powinniśmy pamiętać zawsze słowa „memento mori”. Grabarze nie zawsze z należytym szacunkiem podchodzą do wykopanych szczątków ludzkich, a gawiedź traktuje cmentarze jak miejsca schadzek i libacji alkoholowych. Niedawno, bo w sierpniu tego roku (2026) we Wrocławiu zgromadzili się ludzie w celu podziwiania zaćmienia Słońca.

Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że na miejsce zgromadzenia upatrzyli sobie Cmentarz Żołnierzy Polskich na Wzgórzu Oporowskim. Leżeli sobie na kocykach między grobami i popijali alkohol. Jeszcze bardziej haniebnym czynem odznaczyła się młodzież, która pluła na groby powstańców warszawskich kilka lat temu i jeszcze chwaliła się tym w Internecie. Mentalność obca naszej cywilizacji i wieszcząca kryzys tejże.

W procederze niszczenia brali też udział polscy gospodarze, którzy korzystając z okazji kradli elementy opuszczonych cmentarzy. Przeważnie żydowskich, kiedy już nie miał kto nad nimi czuwać. Częściowo podyktowane było to problemami z pozyskaniem budulca i trudnymi warunkami bytowymi w czasie okupacji i zaraz po zakończeniu oficjalnych działań wojennych. Fragmenty nagrobków odnaleźć można w fundamentach i ścianach domów, obór, stajni...

Drzewa na cmentarzach rąbano kiedy nastała zima i trzeba było się ogrzać. Elementy piaskowcowych macew można odszukać w przydomowych warsztatach, gdzie przerabiano je na osełki do ostrzenia noży i kos. W trudnych czasach rozebrano w Paproci Dużej zbór ewangelicki, a pozyskany materiał wykorzystano jako budulec. Taka to, smutna rzeczywistość. Na tamtejszym cmentarzu ewangelicko-augsburskim nie zachowało się nic. Teren wchłonęła przyroda.

Do zniszczenia swoich cmentarzy przyczynili się też sami żydzi. Podczas wojny oni również zajmowali się rozgrzebywaniem grobów i okradaniem zwłok. Pisał o tym kronikarz warszawskiego getta Emanuel Ringelblum:
Na cmentarzu dzieją się okropne rzeczy. Masowe groby, niegodziwy sposób grzebania biedaków (wrzucają ich jak psy do grobów) – to jeszcze nie wszystko. Okazuje się, że w nocy rozkopują groby, wyciągają nieboszczykom złote zęby i ściągają z nich śmiertelne całuny. Ostatnio toczyło się dochodzenie dyscyplinarne przeciw policjantom żydowskim, którzy się tym parali. Jednym słowem, samo dno upadku.

Prawo żydowskie (Halaha) stanowi, że cmentarz żydowski jest na zawsze, tam gdzie powstał. Nie ulega likwidacji i nie może być sprzedany. Nie można też czerpać zysków z cmentarza. Prawo prawem, a rzeczywistość rzeczywistością. W 1988 roku cmentarz we Wrocławiu udostępniono zwiedzającym w ramach Muzeum Architektury Cmentarnej, a w roku 1991 zyskał status Muzeum Sztuki Cmentarnej. Swoją drogą jest on imponujący i wart zobaczenia.

To samo prawo rzekomo zakazuje ekshumacji, ale one miały miejsc setki, a może i tysiące razy. Po wojnie, gdzie ludzi chowano gdzie popadnie, szczątki ekshumowano i przenoszono na cmentarze. Również żydowskie. W Kokoszkach niedaleko Gdańska, w 2011 roku natknięto się na szczątki ludzkie, co do których zachodziło podejrzenie, że są to zamordowani przez Niemców więźniowie jednego z podobozów KL Stutthof. Z powodzeniem przeprowadzono prace ekshumacyjne za zgodą rabina M. Schudricha, który odmawia tego typu działań w Jedwabnem i okolicy. Powołuje się przy tym na… zakazy prawne. Wspomnę tylko, że chodzi tu o prawo, które dobrowolnie interpretuje sobie każdy rabin, a które w Polsce nie powinno obowiązywać. Priorytetem jest dochodzenie prokuratorskie i zbadanie wszystkich aspektów zbrodni, a w następnej kolejności godny pochówek pomordowanych. Tutaj jednak godność, prawda i szacunek nie są brane pod uwagę. Mało tego. Żydzi uczestniczący w niedokończonych pracach ekshumacyjnych, przerwanych przez Lecha Kaczyńskiego palili w miejscu kaźni papierosy i rzucali niedopałki na miejsce, w którym zagrzebano spalonych w Jedwabnem Żydów (nie wiadomo, czy też nie Polaków). Na uwagi Małgorzaty Grupy, która prowadziła prace archeologiczne reagowali śmiechem i drwiną.

W Pucku był cmentarz, na którym chowano żydowskie dzieci. Według prawa żydowskiego nadal jest, bo raz założony cmentarz jest już cmentarzem na zawsze. Tam rabin Schudrich także nie miał problemu z poświęceniem cmentarza pod inwestycję. Znamy stenogramy z pewnych rozmów, podczas których poruszany był temat cmentarzy odzyskanych przez środowiska żydowskie. Jest tam mowa o sprzedaży cmentarzy i padają takie oto słowa Andrzeja Zozuli, dyrektora Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich:
Pytaliśmy rabinów i mówią, że nam nie wolno wziąć za to pieniędzy, ale myślę, że wy będziecie potrafili znaleźć rabinów, którzy dadzą na to zgodę.
Widać tu nie tylko kupczenie cmentarzami, ale też instrumentalne podejście do żydowskiego prawa rabinicznego. Inny, uczciwy Żyd Bolesław Szenicer – jeden z tych, którzy walczą z Schudrichami tego świata, został pozbawiony funkcji opiekuna cmentarza warszawskiego po tym, jak przeciwstawił się nieuczciwym praktykom rabina Schudricha i jego kolegom. Zacytuję wypowiedź Szenicera z książki W. Sumlińskiego „Ekshumacja” (polecam!):
Chodzi o to, by to jasno wybrzmiało: nikogo nie interesuje zachowanie żydowskich cmentarzy, czy w ogóle spuścizny. Dla tych od Michaela Schudricha to tylko towar, liczy się zysk i docelowo Polin – nic więcej. Mówimy o ludziach, którzy nie pozwalają przenieść pomordowanych w Jedwabnem z dołu śmierci – tak, z dołu śmierci, bo ci ludzie do dziś nie mają nawet mogiły! – na pobliski cmentarz, ale chętnie sami handlują żydowskimi cmentarzami.

Bolesław Szenicer powiedział też:
Rozmawia pan z człowiekiem, który wychował się, dorastał, pracował i całe życie spędził na żydowskim cmentarzu. I z tej perspektywy mówię panu wprost – rabin Michael Schudrich kłamie. To, co powiedział o ekshumacji, to wierutna bzdura. Ja w każdym razie większej bredni nie słyszałem, jak żyję. Potwierdza to nie tylko cała moja wiedza i doświadczenie, ale też wiedza rabinów, w tym amerykańskich, których opinii zasięgnąłem. Nie ma takiego prawa u Żydów, które zabraniałoby ekshumacji. Powtarzam – nie ma takiego prawa według religii mojżeszowej! Przeciwnie: w sytuacji, w której szczątki Żydów spoczywają poza cmentarzem żydowskim – a tak jest w Jedwabnem – powinny bezwzględnie zostać przeniesione na cmentarz lub do Izraela. Tak mówi Halacha. W Jedwabnem byłoby to tym łatwiejsze, że cmentarz żydowski znajduje się dwadzieścia metrów od mogiły. Osobiście uczestniczyłem i dokonywałem wielu ekshumacji, więc gdy rabin Schudrich mówił – i wciąż to robi – że ekshumacja jest niemożliwa, ośmiesza się. Ale o to mniejsza – on przede wszystkim ośmiesza państwo polskie, które uległo i nadal ulega szantażowi opartemu o argumenty wyssane z palca. Tymczasem sprawa jest jasna: Schudrichowie tego świata, zwłaszcza ze Światowego Kongresu Żydów, boją się prawdy demaskującej bzdurną, wieloletnią narrację o rzekomej polskiej winie za Holokaust, która ma doprowadzić do wyłudzenia od Polski wielomiliardowego haraczu. Jak zawsze – pieniądze i władza, reszta to nieistotne dodatki.

Nie ma tu miejsca, aby bardziej opisać haniebny proceder kupczenia cmentarzami żydowskimi, ale ciekawych wątków we wspomnianym stenogramie jest dużo więcej. Między innymi padają tam stwierdzenia, że jednak zabudowane cmentarze „przestają być cmentarzami”. Skoro chodzi o pieniądz prawo można naginać w każdą stronę… Na tym jednak nie koniec, a niestety początek. Oto zbliża się „Krajowa strategia zwalczania antysemityzmu i wspierania życia żydowskiego” w Polsce. Przeglądając kolejne karty owej „strategii” za nasze pieniądze, jest to kolejny krok do obrabowania nas. Pomocną w tym względzie będzie cenzura i propaganda na szczeblu edukacyjnym. Teoretycznie ma się przysłużyć zwalczaniu antysemityzmu, który to ponoć „wyssaliśmy z mlekiem matki”.

Jest tam mnóstwo cenzury i odpowiedzialności karnej za wszystko co można podciągnąć pod „antysemityzm” i „mowę nienawiści”. Polacy maja kupić to, co już się sprzedało na Zachodzie: nikt tak nie cierpiał podczas wojny jak Żydzi, a Polacy albo byli bierni, albo wręcz współpracowali z Niemcami w procederze mordowania swoich sąsiadów. Opisał to między innymi Jan T. Gross w swojej zakłamanej książce pt. „Sąsiedzi”. Część tych kłamstw udało się obalić dzięki wstępnym pracom ekshumacyjnym w Jedwabnem. Ileż jeszcze by można było obalić, gdyby ekshumacja doszła do skutku? W Krajowej Strategii Donald Tusk i jego kompania zamierzają także finansować „koszty utrzymania terenu cmentarzy” żydowskich. Kto wie, czy stojący na cmentarzu biurowiec nie będzie podciągnięty pod te „koszty”…? Zbliża się indoktrynacja i cenzura na całego. W jej myśl takie strony jak ta będą usuwane z Internetu, a tacy jak ja pociągani do odpowiedzialności karnej. Bo przecież antysemityzmem może być wszystko. Na pewno znajdzie się jakiś rabin „który da na to zgodę”.

To jest proceder, który ma też związek z zawłaszczaniem przestrzeni należnej innym ofiarom wojny. Śmierć Żydów podczas Holokaustu była pod pewnymi względami wyjątkowa, ale cierpieli i też Polacy, katolicy. Z rąk niemieckich, czy sowieckich zginęło miliony katolików. Mordowano też Cyganów, kapłanów, oficerów, nauczycieli… każda z tych grup jest w jakimś sensie wyjątkowa. Tyle, że pewne środowiska żydowskie nie życzą sobie konkurencji. Krzyże usunięto z terenu KL Auschwitz – obozu stworzonego dla Polaków i rozgłoszono, że jest to miejsce kaźni Żydów. Podczas gdy Żydzi ginęli w okrutny sposób, ale przede wszystkim w pobliskiej Birkenau – jednym z podobozów.

Teraz trwają zakusy na usunięcie krzyży z terenu Treblinki. Niedługo dojdzie do tego, że w każdym miejscu zagłady pozostanie pamięć tylko i wyłącznie o żydowskich ofiarach, a inne będę nieważne. Jak powiedział prof. Barbara Engelking: „Dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka”. Rasizm w czystej postaci, ale jej, Żydówce wolno, nam już nie bo „antysemityzm”!!! „Nasi” dzielni politycy dzielnie walczą z antysemityzmem, ale już z antypolonizmem to nie, nie ma takiej potrzeby.
Tak więc do dewastacji cmentarzy przyczyniły się nie tylko działania wojenne oraz okupanci (zarówno niemieccy jak i sowieccy – ci też kradli nagrobki), ale też zwykli ludzie. W procederze brali udział Polacy, Żydzi, Cyganie i Bóg wie kto jeszcze. Jak nadmieniłem powyżej proceder ten, o zgrozo nadal trwa.

Ogrom zniszczeń dokonał się za czasów władzy komunistycznej, podczas okupacji sowieckiej po 1945 roku. Ocalałe elementy opuszczonych cmentarzy były niszczone i wykorzystywane podczas prac budowlanych, a miejsca pochówków w skandaliczny sposób likwidowane. W rezultacie zacierania śladów niemieckich na tzw. Ziemiach Odzyskanych niszczono cmentarze niemieckie. W najlepszym wypadku pozwalano im niszczeć w wyniku warunków pogodowych i w konsekwencji naturalnego upływu czasu.

W ten sposób zapomniane zostały cmentarze z okresu Wielkiej Wojny, które uznawano za niemieckie, obce. Tyle, że wówczas w każdej z armii zaborczych walczyli i ginęli także Polacy. Tego typu cmentarze znajdują się na terenie Gminy Andrzejewo, gdzie trudno rozpoznać zarys miejsc pochówków i w gminach ościennych. W miarę zadbane są na terenie Czyżewa. Niedaleko Ostrowi Mazowieckiej na mogile wojennej postawiono dom, w którym dzieją się różne nadprzyrodzone rzeczy. Zdaje się, że niedawno zmienił właściciela, a ostatni ślad po miejscu pochówku w postaci niewielkiego krzyża zniknął.

W marcu 1946 roku ogłoszony został dekret dotyczący majątków opuszczonych, którymi zarządzały Urzędy Likwidacyjne. Opuszczone przez zarządców cmentarze były likwidowane i przekazywane instytucjom państwowym bądź sprzedawane. Setki cmentarzy uznano za zamknięte a dziesiątki zlikwidowano.

W Ciechanowcu cmentarz żydowski przeznaczono pod budownictwo mieszkalne. Podobnie było w Łodzi, Zambrowie, Szczuczynie, Ostrowi Mazowieckiej, Wyszkowie i wielu innych miejscowościach. W Broku na terenie cmentarza żydowskiego powstał dziki parking i droga dojazdowa. Kilka lat temu trochę uporządkowano teren i oznaczono kamieniami granice kirkutu. W Parczewie i Ostrowi Mazowieckiej na części cmentarza żydowskiego urządzono targowisko.

Ponad 40 cmentarzy zlikwidowano tylko na terenie Wrocławia. W granicach cmentarzy protestanckich wybudowano osiedla mieszkalne, parkingi i skwerki zieleni. Warszawski Grochów też po części stoi na cmentarzu. Podobnie jak Szczecińskie Grabowo, Pogodno, Niebuszewo… Na obrzeżach wyrosły bloki mieszkalne a cmentarze zamieniono na parki. Zabudowano też niektóre cmentarze w Gdańsku i w wielu innych miastach. W Zambrowie na prawdopodobnym miejscu zagrzebania zamordowanych przez Niemców jeńców z 18. Dywizji Piechoty powstały budynki Zambrowskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego.

W Zarębach Kościelnych na cmentarzu żydowskim wybudowano budynek administracyjny. Zabudowany jest stary cmentarz pożydowski w Czyżewie, na terenie którego jest między innymi sklep spożywczy. W Będzinie, czy Makowie Mazowieckim na cmentarzu urządzono zajezdnię autobusową. W Białej Podlaskiej kino, a w Kamieńsku, wzorem Niemców strzelnicę. W niektórych miejscowościach wojsko komunistyczne urządziło sobie na opuszczonych cmentarzach tereny ćwiczebne, albo magazyny.

W Białymstoku wybudowano halę targową a później siedzibę ZUS-u. W Szczekocinach, tak jak za poprzedniego okupanta uruchomiono szalet miejski, masarnię i punkt handlu bydłem. Kontynuowano też niemieckie pomysły związane z tworzeniem na cmentarzach miejsc rekreacyjnych i sportowych. W Kórniku na terenie tamtejszego cmentarza urządzono arboretum. Niektóre miejsca pochówków zajęto na poczet cmentarzy dla żołnierzy Armii Czerwonej. Tak było np. w Pieniężnie, Wodzisławiu Śląskim i Kluczborku.

Cmentarz-Mauzoleum Żołnierzy Sowieckich w Gdańsku znajduje się na terenie dawnego Cmentarza Bezwyznaniowego. Elementy zlikwidowanych na ten cel nekropolii używano do budowy elementów kwater dla czerwonoarmistów. Część nagrobków zużyto do budowy pomników wdzięczności dla Armii Czerwonej, która to ponoć nas wyzwoliła, a tak naprawdę rozmiary grabieży i bestialstwa, które były jej udziałem są przerażające.

Tymczasem jeden z prominentnych polityków tego morderczego, słusznie minionego systemu jest dzisiaj drugą osobą w państwie! (W. Czarzasty). To hańba, którą zgotowała nam pseudo prawica z PiS, bo nie kto inny jak J. Kaczyński wywindował go na to stanowisko. Obecnie Marszałek Czarzasty może nazywać żołnierzy polskiego podziemia „świniami” i „bandytami”, a morderców sowieckich „wyzwolicielami”, którym winniśmy być wdzięczni. Tymczasem tuż za murem cmentarza sowieckiego w Gdańsku leżą ofiary komunistycznych zbrodniarzy, między innymi dziecko, zamordowana przez komunistów Danuta Siedzikówna ps. Inka.

Starych nagrobków używali także sami Żydzi do upamiętnienia swoich bohaterów, bądź miejsc pamięci. Często spotykali się przy tym z niechęcią władz komunistycznych, a na lepsze czasy trzeba było czekać do lat 80-tych.
W ramach walki z Kościołem zamykano i niszczono również cmentarze chrześcijańskie. Mordowanych żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego zakopywano czasami na terenie takich cmentarzy, a później w tych samych miejscach wznoszono okazałe nagrobki dla ich zmarłych oprawców. Taka sytuacja ma miejsce na naszej nekropolii narodowej – warszawskich Powązkach. Do tej pory nie mieliśmy władzy, która by przeniosła tych zdrajców w inne miejsce. Jeśli taka się zdarzy, będzie to znaczyło, że Polska to suwerenny i niepodległy kraj. Póki co, walka trwa.

Komuniści nie dbali o normy etyczne. Cywilizacja, którą reprezentowali i „kultura”, którą reprezentowali była nam obca. Środowiska żydowskie szukały pomocy u samego Prymasa Stefana Wyszyńskiego. List w sprawie ratowania kirkutów napisał ostatni oficjalny Naczelny Rabin Łodzi Zew Wawa Morejno, który bardzo cenił Prymasa. Obaj byli później więźniami reżymu komunistycznego. Prymas Tysiąclecia nie mógł wiele pomóc bo sam był na celowniku służb aparatu zniewolenia, ale mógł przemawiać i wydawać dokumenty, które nawiązywały do danej sytuacji. W maju 1968 roku potępił nienawiść rasową i zachęcał do obrony uciśnionych. Wiadomo było, że chodzi o prześladowanych Żydów, ale rabinowi nie do końca się to spodobało. Zarzucał Prymasowi, że jego dekret nie był zbyt dosłowny i nie wskazywał na Żydów jako tychże „uciśnionych”. Prymas jednak wiedział co robi.

Nie pisał i nie mówił wprost bo to zaszkodziłoby zarówno katolikom jak i żydom. Prasa komunistyczna natychmiast biłaby na alarm, że oto kler idzie ręka w rękę z żydowskimi syjonistami. W tamtym czasie byłby to strzał w kolano. Warto zauważyć i „dać po pysku” jednemu z czołowych szkodników w Polsce, Adamowi Michnikowi (pierwsze nazwisko Szechter). Jego brat mordował Polaków jako komunistyczny sędzia, a on sam poświęcił życie na opluwanie Polaków, także Prymasa Wyszyńskiego.

Podczas wystąpienia w Muzeum „Polin” stwierdził, że Prymas wobec antysemickiej propagandy tamtych czasów był „wstrzemięźliwy”. To właśnie w tym dekrecie i homilii z 11. IV 1968 r. Prymas wyraził swój sprzeciw wobec rasizmu i „jakiejkolwiek formie nienawiści”. O antysemityzmie nie było mowy bo każdy przy zdrowych zmysłach, podobnie jak Kardynał Wyszyński wiedział, że ta antysemicka nagonka to tak naprawdę spór polityczny między dwiema frakcjami rządzonymi przez Żydów. Część tych „ofiar antysemityzmu” to byli ludzie czynnie zwalczający Kościół Katolicki i mający pochodzenie żydowskie.

Dopiero w latach 70-tych, głównie dzięki naciskom diaspory żydowskiej ze Stanów Zjednoczonych Ameryki udało się złagodzić kurs komunistycznych aparatczyków względem niszczenia cmentarzy żydowskich. Przypominam, że bezpowrotnie zniszczono miejsca, których historia sięgała często setek lat. USA zagroziły blokadą morską statków handlowych z banderami bloku sowieckiego, jeśli cmentarze nadal będą dewastowane. Niszczenie nadal trwało, ale zdecydowanie na mniejszą skalę, a w 1976 roku Urząd do Spraw Wyznań zalecał zachowanie istniejących miejsc pochówków i opiekę nad nimi. W latach późniejszych przeznaczono pewne kwoty pieniężne na zabezpieczenie cmentarzy żydowskich, ale niektóre nawet w tym czasie były niszczone pod drogi i budynki użyteczności publicznej.

Po roku 1989 większość z tego co można było zdewastować było już zrujnowane. Cmentarz żydowski w Andrzejewie nawet nie jest ogrodzony, a częściowo używany przez miejscowego rolnika. Podobnie jest w wielu innych miejscowościach. Niestety do dnia dzisiejszego również prywatne firmy mają zakusy, aby budować na cmentarzach. Przykładem chociażby wstrzymana próba realizacji parkingu wielopoziomowego na terenie Targów Poznańskich. Więcej jest jednak inicjatyw zmierzających do uszanowania i zachowania miejsc pochówków. Cmentarz to miejsce szczególnego szacunku, zadumy i pamięci. Powinniśmy dbać, aby nie tylko nie śmiecić, ale też godnie się zachowywać na terenie cmentarnym. To nie jest miejsce biesiady, krzyków i rozpusty, ale ciszy i modlitwy. Minimum jakie należałoby wykonać, to istniejące jeszcze cmentarze ogrodzić.



Komentarze